Przypomnijmy na początek fakty historyczne. Na jesieni 1943 roku premier, rządu polskiego w Londynie, Stanisław Mikołajczyk przedstawił prezydentowi Władysławowi Raczkiewiczowi stanowisko rządu dotyczące wejścia wojsk radzieckich na tereny Polski. Była to: „Instrukcja dla kraju” . W okupowanej Polsce, instrukcja  ta posłużyła komendantowi głównemu Armii Krajowej do opracowania planu „Burza”. W efekcie,  20 listopada 1943 r, generał Tadeusz Komorowski „Bór”, jako komendant główny AK, wydał rozkaz do przeprowadzenia akcji „Burza” na Kresach Wschodnich.  Celem tej akcji było zaznaczenie polskiej suwerenności wobec zbliżającego się frontu sowieckiego (  by nie dopuścić do stworzenia 17 republiki sowieckiej  ). Wojska sowieckie w szybkim tempie zbliżały się do granic II Rzeczypospolitej, a w rejonie Rokitna przekroczyły byłą granicę polsko-sowiecką. Wołyń stał się bezpośrednim zapleczem frontu niemieckiego, co stwarzało poważne zagrożenie w realizacji przygotowywanej akcji.  W tej sytuacji komendant Okręgu AK Wołyń zdecydował się na rozpoczęcie realizacji planu „Burza” już jesienią 1943 r. Inspektorom rejonowym wydany został rozkaz nakazujący mobilizację oddziałów konspiracyjnych AK i skierowanie ich do rejonu koncentracji w zachodniej części Wołynia.  Mobilizacja oddziałów konspiracyjnych rozpoczęła się najwcześniej w inspektoratach najdalej wysuniętych na wschód: sarneńskim, kostopolskim, rówieńskim i dubieńskim. Do tych inspektoratów rozkaz o koncentracji oddziałów przekazany został już na początku grudnia 1943 r.  Dla inspektoratów położonych w centralnej i zachodniej części Wołynia rozkaz mobilizacyjny komendanta Okręgu wydany został 15 stycznia 1944 r. Pierwotnym zamiarem komendanta Okręgu AK płk Kazimierza Bąbińskiego „Lubonia” było zorganizowanie korpusu ( 28-30 tys. żołnierzy) w składzie trzech brygad: kowelskiej, włodzimierskiej oraz jeszcze jednej brygady składającej się z oddziałów Inspektoratu Rówieńskiego i Przebraża. Jednak ze względu na szybki rozwój sytuacji na froncie wschodnim i trudności w przybyciu na koncentrację oddziałów konspiracyjnych ze wschodnich powiatów Wołynia, od tego zamiaru odstąpiono. We wschodnich powiatach Wołynia pozostały znaczne siły polskiej samoobrony, które do końca broniły ludność polską przed ukraińskimi nacjonalistami. Oddziały samoobrony, jako umiejscowione w konkretnych bazach lub ośrodkach, nie stanowiły w pełni dyspozycyjnego elementu w rękach komendanta Okręgu. Z licznych baz polskiej samoobrony, w których schroniły się tysiące Polaków, nie można było skierować do rejonu koncentracji całości sił konspiracyjnych, gdyż groziło to zniszczeniem baz. ( Tu przykładem samoobrona  Przebraża)

Na koncentrację wyszły tylko nieliczne grupy żołnierzy konspiracyjnych, a każde próby wydzielenia większych sił, spotykały się ze zdecydowanym sprzeciwem i odmową ze strony kierownictwa miejscowej samoobrony oraz zgromadzonej tam ludności polskiej. Jedynie samoobrony znajdujące się w strefie tworzenia i stacjonowania dywizji zostały w całości  wcielone w jej skład ( np. wszystkie oddziały  z Zasmyckiego Ośrodka Samoobrony). W wyniku mobilizacji i koncentracji sił zbrojnych Okręgu AK Wołyń, postawiono pod bronią ponad 6,5 tys. żołnierzy, gotowych do podjęcia działań bojowych przeciwko Niemcom. Ponadto około 600 żołnierzy AK pozostało na placówkach samoobrony. Około 2500-3500 żołnierzy konspiracyjnych, z  wielu różnych przyczyn, nie dotarło do rejonu koncentracji. W tej sytuacji, zgodnie z planem odtwarzania sił zbrojnych w Kraju według Ordre de Bataille pokojowego i dyslokacji sprzed mobilizacji 1939 r., w dniu 28  stycznia 1944 r. na odprawie oficerów sztabu w miejscowości Suszybaba  płk "Luboń"  poinformował o powołaniu do życia przedwojennej 27 Dywizji Piechoty, którą wkrótce nazwano 27 Wołyńską Dywizją Piechoty AK. W organizacji dywizji nawiązano do przedwojennych tradycji 27 Dywizji Piechoty, 13 Dywizji Piechoty oraz Wołyńskiej Brygady Kawalerii. Zachowano  również dawną numerację. Organizacja Dywizji nie polegała na wiernym odtworzeniu struktury przedwojennej 27 DP.

Uwzględniono warunki miejscowe i sytuację w jakiej tworzono dywizję oraz potrzeby wynikające z zadań w ramach planu „Burza”.

 Wychodząc z powyższych przesłanek zorganizowano dwa zgrupowania pułkowe: kowelskie p.k. „Gromada”i włodzimierskie p.k. „Osnowa”. Dowódca ugrupowania „Gromada” i jednocześnie 50 pp został mjr Szatowski „Kowal”, „Zagończyk”. Przy sztabie zgrupowania utworzono: pluton żandarmerii i ochrony sztabu, pluton saperów, pluton rozpoznawczy, drużynę przeciwpancerną oraz kwatermistrzostwo W skład zgrupowania weszły następujące bataliony: - I batalion 50 pp. „Sokoła” -dowódca por. Michał Fijałka ps. „Sokół” składający się z 1 kompanii por. Stanisława Kędzielawy „Kani” i 2 kompanii ppor. Jana Łucarza „Jura” (do 2.02.1944 r. a od 5..02.1944 r. por. Zbigniewa Ścibor-Rylskiego „Motyla”); - II batalion 50 pp „Jastrzębia” - dowódca por. Władysław Czermiński ps. „Jastrząb”, w składzie: 1 kompania ppor. Józefa Jażdżewskiego „Rybitwy”, 2 kompania por. Hieronima Kity „Wira” i 3 kompania ppor. „Mściwoja” NN; - III batalion 50 pp :Trzaska” - dowódca por. Zbigniew Twardy ps. „Trzask” (do 10.4.1944 r. a od 11.4.1944 r. por. Marek Lachowicz ps. „Bratek”), składający się z 1 kompanii ppor. Mariana Moczulskiego „Jaszczura”, 2 kompanii ppor. Mikołaja Bałysza „Zagłoby”(do 20.3.1944 r., a od 21.3.1944 r. ppor. Michałowskiego „Olszyny”) i 3 kompanii ppor. Stanisława Kurzydłowskiego (Konarskiego) „Jurka” (od 16.4.1944 r. ppor. Stanisława Mroza „Borsuka”); - I batalion 43 pp. „Korda” - dowódca por. Kazimierz Filipowicz ps. „Kord”, w składzie: 1 kompania por. Ryszarda Markiewicza „Mohorta” i 2 kompania (garnizonowa) ppor. Czesława Różyckiego „Ogończyka” (od 11.3.1944 r. ppor. Jana Matysko „Szymuli”, a od 2.4.1944 r. ppor. Anatola Turskiego „Turonia”); - II batalion 43 pp :Siwego” - dowódca Marian Walery Krokay ps. „Siwy” (od 21.4.1944 r. kpt. Jan Józefczak „Hruby”), składający się z 1 kompanii ppor. Edwarda Imiałka „Kruka” (od 19.3.1944 r. ppor. Tadeusza Persza „Głaza”, od 21.4.1944 r. ppor. Wilhelma Skomorowskiego „Wilczura”, a od 21.5.1944 r. ppor. Lucjana Słowińskiego „Burasa”); - I szwadron 21 pułku ułanów nadwiślańskich „Hińczy”- dowódca ppor. Jerzy Neuman ps. „Hińcza”. Ogółem zgrupowanie „Gromada” liczyło 3074 ludzi, w tym: 56 oficerów, 314 podoficerów, 2704 szeregowych. Oprócz batalionów liniowych w rejonie zgrupowania zorganizowano oddziały obrony ludności cywilnej i ochrony zaplecza kwatermistrzowskiego liczące około 320 ludzi . Dowódcą tych oddziałów do 20.3.1944 r był Henryk Nadratowski ps. „Znicz”. Na dowódcę zgrupowania „Osnowa” i jednocześnie 23 pp wyznaczono kpt. Kazimierza Rzaniaka „Gardę”. Przy sztabie zgrupowania utworzono: pluton żandarmerii i ochrony sztabu, pluton saperów, pluton łączności, pluton zwiadu oraz kwatermistrzostwo. W skład zgrupowania weszły następujące bataliony: I batalion 23 pp. „Bogorii” - dowódca por. Sylwester Brokowski ps. „Bogoria” (do 7.4.1944.r., a od 8.4.1944 r. por. Zygmunt Górka-Grabowski „Zając”) w składzie: 1 kompania ppor. Władysława Bydychaja „Czecha”; II batalion 23 pp „Lecha” - dowódca ppor. Jerzy Krasowski ps. „Lech”, składający się z 4 kompanii ppor. Szczepana Jasińskiego „Czesława” i 5 kompanii ppor. Edwarda Kubali „Kostka”; I batalion 24 pp „Łuna” - dowódca por. Zygmunt Kulczycki ps. „Olgierd”, w składzie : 1 kompania ppor. Wacława Korzeniowskiego „Nałęcza” (od 1.3.1944 r. ppor. Karola Biernata „Gabriela”), 2 kompania ppor. Romualda Górnickiego „Remusa” i 3 kompania (szkieletowa) od 3.4.1944 r. chor. Kornela Lewandowskiego „Spalony”; - samodzielna kompania (szkieletowy III batalion 23 pp) dowódca ppor. Jeremi Witkowski „Sokół II” (od 18.5.1944 r. Mieczysław Sieroń „Molly”); - I szwadron 19 pułku ułanów „Jarosława” - dowódca ppor. Longin Dąbek-Dębicki ps. „Jarosław”. Zgrupowanie „Osnowa” liczyło ogółem 1946 ludzi, w tym: 31 oficerów, 229 podoficerów, 1686 szeregowych. W rejonie zgrupowania stacjonowały oddziały obrony ludności cywilnej i ochrony zaplecza kwatermistrzowskiego liczące około 250 ludzi. W ten sposób sformowana 27 Dywizja Piechoty AK liczyła ogółem 5988 ludzi, w tym 118 oficerów, 654 podoficerów, 5216 szeregowych. Uwzględniając oddziały obrony ludności cywilnej i ochrony zaplecza kwatermistrzowskiego dowódca 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK dysponował siłą wynoszącą 6558 ludzi, zorganizowanych w dziewięciu batalionach, dwóch szwadronach i jednej samodzielnej kompanii oraz oddziałach specjalnych obejmujących łączność, saperów, oddziały rozpoznawcze, służbę zdrowia, służby kwatermistrzowskie i inne. Zgrupowania pułkowe były taktycznym szczeblem dowodzenia o charakterze brygady WP z 1939 roku. Stany liczbowe tych zgrupowań były wyższe od stanów etatowych przedwojennej brygady. Mimo, że twórcą i pierwszym dowódcą dywizji , był komendant Okręgu płk Kazimierz Bąbiński „Luboń”, to już dniu 10 lutego 1944 r. obowiązki komendanta Okręgu AK Wołyń i jednocześnie dowódcy dywizji przejął mjr dypl. Jan Wojciech Kiwerski „Oliwa” (awansowany niebawem do stopnia podpułkownika), skierowany na Wołyń z Warszawy. Organizacja dywizji trwała jeszcze przez cały luty i marzec 1944 r., gdyż działające od 1943 r. oddziały partyzanckie AK oraz nowopowstałe wywodzące się z konspiracji, wymagały reorganizacji i okrzepnięcia w nowej strukturze organizacyjnej, nim włączą się do walki z okupantem. Tak powstała największa  na  ziemiach  polskich jednostka  partyzancka  AK, która rozpoczęła  swój  liczący  ponad  500  km  szlak  bojowy  na Wołyniu, by zakończyć go na ziemi lubelskiej, po ponad sześciu miesiącach.   W tym miejscu warto zwrócić uwagę na tych wszystkich , którzy pisząc  nawet w dobrej wierze, o 27 WDP AK wprowadzają w błąd czytelników.

Dla przykładu zaprezentuję kilka z takich kwiatków : " Celem uchronienia tych Polaków przed zagładą powstawały polskie oddziały partyzanckie, organizowano samoobronę, a generał Stefan Rowecki „Grot” oddelegował do tego celu część Armii Krajowej - 27 Wołyńską Dywizję Piechoty." ( Eugeniusz Grzegorz Wiązowski -  Z DZIEJÓW ŚRODOWISKA 27 DYWIZJI WOŁYŃSKIEJ PIECHOTY ARMII KRAJOWEJ W SŁUPSKU -http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Saeculum_Christianum_pismo_historyczne/Saeculum_Christianum_pismo_historyczne-r2012-t19-n1/Saeculum_Christianum_pismo_historyczne-r2012-t19-n1-s107-127/Saeculum_Christianum_pismo_historyczne-r2012-t19-n1-s107-127.pdf ) Taki pogląd trudno nawet skomentować, bo fakt powstania 27 WDP AK  na Wołyniu, jest niepodważalny.

Innym kwiatkiem jest art. jaki napisał młody historyk: Damian Markowski " Wołyńskie powstanie Epopeja 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK (styczeń – kwiecień 1944 r.)". ( http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Niepodleglosc_i_Pamiec/Niepodleglosc_i_Pamiec-r2013-t20-n3_4_(43_44)/Niepodleglosc_i_Pamiec-r2013-t20-n3_4_(43_44)-s141-182/Niepodleglosc_i_Pamiec-r2013-t20-n3_4_(43_44)-s141-182.pdf )

 Dla mnie osobiście już sam tytuł jest kontrowersyjny: jakie powstanie wołyńskie?.  Powstanie było w Warszawie, a na Wołyniu 27 WDP AK wzięła udział w działaniach frontowych. Dowodzą tego fakty, że  w ramach współdziałania taktycznego z sowieckimi oddziałami frontowymi, dywizja wzięła udział  w walce przeciw Niemcom w uderzenie na Turzysk i Turopin, oraz  w operacji kowelskiej. Walki prowadzone wspólnie z sowieckimi 54 i 56 pułkami kawalerii gwardii 14 dywi4i kawalerii przeciwko regularnym jednostkom niemieckim miały charakter działań frontowych i okazały się najcięższymi.  Następna sprawa, już w streszczeniu można wyczytać: " Artykuł jest poświęcony działaniom zbrojnym 27 Dywizji Piechoty Armii Krajowej (dalej 27 DP AK) na zachodnim Wołyniu od czasu powstania dywizji w styczniu 1944 r. do kwietnia tego roku, kiedy jednostka została zmuszona do przebicia się przez wojska niemieckie na obszar południowego Polesia". Przecież to jedynie fragment działań bojowych dywizji. Gdzie reszta, gdzie udział w akcji "Burza" w woj. lubelskim? Reasumując co to za epopeja? Takie opracowania wprowadzają w błąd czytelników, którzy po raz pierwszy spotykają się z tym fragmentem naszej historii.

 

Kto oszukał żołnierzy 27 WDP AK?

 

"- Nie sądźcie – mówił Siwy – że z chwilą wkroczenia Czerwonej Armii możemy rozejść się do domów, do żon i narzeczonych. Nie sądźcie, że to już koniec pracy polskiej na Wołyniu.  (...)... teraz   z partyzantki przeobrażamy się w wojsko, w Armię Polską, którą kieruje Naczelny Wódź generał Sosnkowski i kierować nią będzie on, a nie jakiś tam Berling (...). Podlegamy jako Armia Polska rozkazom rządu polskiego w Londynie (...) Macie słuchać dowódców i wierzyć im.  Nieprawdą jest, że idziemy za Bug. My Bugu nie przestąpimy. Zadaniem naszym jest być na Wołyniu. W ślad za sowietami możemy posunąć się do Bugu, ale nie przestąpimy go! " To słowa które zapamiętał i zapisał w pamiętniku, żołnierz 27 WDP AK, Stanisław Nikoniuk  ps. "Jantar". Słowa te wypowiedział dowódca II/43 pp. por. Walery Krokay. Należy sądzić, że podobne padły z ust innych dowódców pozostałych batalionów 27 WDP AK.  Niestety nie mieli pojęcia, że mówią nieprawdę, bo sami jej nie znali.  Dziś wiemy, że za ich plecami i całego rządu polskiego w Londynie, zachodni sojusznicy oddali tą część II RP, o którą walczyła 27 WDP AK.

Założenia  gen Roweckiego i  gen Sikorskiego znalazły swój wyraz pod koniec listopada 1943 roku w planie akcji „Burza”. Na jesieni 1943 roku premier Stanisław Mikołajczyk przedstawił prezydentowi Władysławowi Raczkiewiczowi stanowisko rządu dotyczące wejścia wojsk radzieckich na tereny Polski. Dokument ten pt. Instrukcja dla kraju został także przedstawiony premierowi Wielkiej Brytanii Winstonowi Churchillowi. Jednak Brytyjczycy zignorowali go zarówno podczas wizyty ich delegacji rządowej w Moskwie, jak i podczas konferencji w Teheranie:  28 listopada – 1 grudnia 1943

 Tam między innymi sprawami, wielka trójka, zajęła się kwestią przyszłych polskich granic. Churchill stwierdził, że Polska powinna znajdować się pomiędzy linią Curzona a Odrą. Oddano zatem polskie Kresy sowietom nie pytając o zdanie i nie  informując o tym Polaków.  Zatajono te uzgodnienia przed opinią publiczną, prawdopodobnie z powodu zbliżających się wyborów w USA , w których Franklin Delano Roosevelt, nie chciał stracić głosów Polonii.  Wszystko wyszło na jaw dopiero  na Konferencji jałtańskiej 4 – 11 lutego 1945 r. Polska dzięki swoim zachodnim sojusznikom, nie tylko straciła połowę terenów II RP, ale i została skazana na następną okupację.  Zachodni sojusznicy oszukali nas.

 

Kto i jak zdradził 27 WDP AK?

 

W pierwszych dniach pobytu Armii Czerwonej na  kresowych ziemiach polskich nie doszło do bezpośredniego kontaktu z oddziałami Wołyńskiego Okręgu Armii Krajowej. Swoim zwyczajem Sowieci po zajęciu większych miejscowości urządzali wiece propagandowe, co  wyraźnie zapowiadało powrót tych ziem do ZSRS. Pierwsze kontakty  Armii Krajowej z jednostkami sowieckimi na Wołyniu, były stosunkowo poprawne.  Sowieci  nawiązali kontakty celem współdziałania bojowego. Warunki tej współpracy, postawione w marcu 1944 roku dowódcy 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty ppłk  Janowi Kiwerskiemu „Oliwie”, były racjonalne. Rosjanie żądali całkowitego podporządkowania bojowego dywizji dowództwu sowieckiemu i reorganizacji ze struktur partyzanckich na jednostkę liniową. Jednocześnie zapewniali dywizji dostawy broni i wyposażenia zgodnie z sowieckimi normami. Gotowi byli uznać narodowy charakter dywizji, której władze znajdują się w Warszawie (Delegatura Rządu) i Londynie (Rząd RP). Natomiast stawiali bezwzględny i z punktu widzenia zasad prowadzenia wojny ze wszech miar uzasadniony warunek, że na tyłach radzieckich frontów nie ma prawa być jakichkolwiek oddziałów partyzanckich.  27 WDP AK , w ramach współdziałania taktycznego wzięła udział  w walce przeciw Niemcom współdziałała w uderzenie na Turzysk i Turopin w celu zablokowania linii kolejowej Włodzimierz Wołyński-Kowel oraz  w operacji kowelskiej. Walki były prowadzone wspólnie z sowieckimi 54 i 56 pułkami kawalerii gwardii 14 dywi4i kawalerii przeciwko regularnym jednostkom niemieckim i okazały się najcięższymi. Niestety sowieci nie tylko nie dostarczyli obiecanej broni, ale pozostawili dywizję bez żadnego wsparcia  w masywie lasów mosurskich, ziemlickich i stęzarzyckich, gdzie zmuszona była prowadzić  ciężkie walki obronne w okrążeniu (13-19 kwietnia), aż do  przebicie się z okrążenia na północ do rejonu lasów smolarskich (20-22 kwietnia).  W walkach poległo 350 żołnierzy, 160 odniosło rany, ,170 dostało się do niewoli, a około1600 uległo rozproszeniu. Trudno się oprzeć wrażeniu, że sowieci liczyli, że to Niemcy wyręczą ich w likwidacji niechcianej dywizji.  Dywizja została zdradzona, mimo uzgodnień i podjęciu wspólnych walk frontowych. Ten fakt próbowali wykorzystać Niemcy podejmując liczne próby przeciągnięcia 27 WDP AK na swoją stronę. Kresowi żołnierze nie dali się jednak zwabić takim obietnicom. Natomiast sowieci , po przejściu frontu i przejęciu władzy nad terenem przez NKWD aresztowali  m.in. dowódców i członków samoobrony w Rożyszczach, Pużowej, Przebarażu, Torczynie i Zaturce. Wielu na miejscu rozstrzelano, inni trafili do więzień, aresztów i na zsyłki. W tej sytuacji KG AK wyraziła zgodę na opuszczenie Wołynia i przekroczenie rzeki Bug. W nocy z 9 na 10 czerwca oddziały dywizji w czterech punktach między Przyborowem i Stradeczem przeprawiły się przez Bug i po forsownym marszu osiągnęły rejon koncentracji w lasach Parczewskich . Komendant Okręgu AK Lublin depeszował o tym: „Oddziały 27 d.p. skład 4 baony ze sztabem pod dowództwem Ostoji przeszły Bug (..,) Kwaterują rejon lasów Parczew. Dyscyplina bardzo dużą, umundurowanie bardzo złe. Chorują na malarię.”  Do rejonu koncentracji dywizji niebawem zaczęły przybywać oddziały i grupy żołnierzy, które odłączyły się od jej głównych sił. Dołączyły także oddziały z terenu Podlasia i Lubelszczyzny. W wyniku tych uzupełnień stan osobowy w krótkim stosunkowo czasie wzrósł do 3260 ludzi. Dowództwo 27 WDP AK oczekiwało na zadania w operacji ,,Burza" na Lubelszczyźnie.

Na Lubelszczyźnie akcja Burza rozpoczęła się tak naprawdę (...) w Lubartowie. Trwała ok. 10 dni. Liczbę struktur płk Jasiński z inspektoratu lubelskiego AK, w skład którego wchodził obwód Lubartów, szacuje w swoim raporcie po akcji Burza na 4 tysiące ludzi, którzy mogli być zmobilizowani w każdej chwili do udziału w akcji zbrojnej. W Lubartowie w czerwcu 1944 roku pojawiła się silna jednostka podziemnej armii polskiej. Walczyła najdłużej spośród wszystkich jednostek w Polsce, bo blisko pół roku. Przeszła 600 km szlaku bojowego. Była to jednostka, którą określono 27 Wołyńską Dywizją Piechoty Armii Krajowej. (...) Ta jednostka rozpoczęła akcję Burza na Lubelszczyźnie. Doprowadziła do tego, że z miejscowymi jednostkami wyzwolony został Lubartów, Kock, Kamionka, szereg miejscowości w powiecie lubartowskim.  Powiedział w  swoim wykładzie dr Piotr Gawryszczak . (http://www.lubartowiak.com.pl/fakty/ich-losy-byly-dramatyczne/) Tak faktycznie było, 22lipca przywiózł  do sztabu przybyły z Warszawy mjr Tadeusz Sztumberk-Rychter  ”Żegota" rozkazy dla dywizji. Dywizja miała opanować Lubartów i jego okolice. Niezwłocznie przystąpiono do wykonania zadania. Po opanowaniu Lubartowa, Kamionki, Kocka i Firleja oddziały 27 WDP AK zablokowały ze wschodu, północy i południa główne kierunki ruchu wojsk niemieckich.   23 lipca w godzinach popołudniowych do obszaru wyzwolonego przez 27 WDP AK weszły oddziały 29 gwardyjskiego Korpusu Piechoty armii sowieckiej, wchodzącego w skład 8 gwardyjskiej armii, działającej w składzie I Frontu Białoruskiego.  Do Lubartowa przybył sztab korpusu sowieckiego z dowódcą gen. lejtn. Fokanowem.   Na zaproszenie tego generała 25 lipca w godzinach popołudniowych do Skrobowa udało się całe dowództwo dywizji polskiej.  Wtedy  gen. Fokanow przedstawił dowództwu 27 WDP AK swoje oświadczenie żądające złożenia broni.  Jakikolwiek opór był bezcelowy, oddziały weszły w przygotowany przez wojska sowieckie ,,worek", otoczony przez piechotę, czołgi i artylerię. Po latach mjr Tadeusz Sztumberk-Rychter napisał w swoich wspomnieniach:”(…) Nikt z nas, , dowódców, nie mógł i nie chciał wziąć odpowiedzialności za ewentualne rozpętanie konfliktu. Historia nas za to osądzi.”   Przy drodze w Skrobowie na niewielkim placu oddziały 27 WDP AK złożyły broń. Żołnierze głęboko przeżywali gorycz rozbrojenia. Nie mogli zrozumieć, jak to się stało i dlaczego? A fakty są niepodważalne.  

Stanisław Nikoniuk ps. "Jantar" zapisał w pamiętniku jak dowódcy mówili:  "Defilady nie będzie. - Żołnierze, składamy broń. Żąda tego dowództwo sowieckie. Prosimy was, byście zrobili to spokojnie. W kompanii podnosi się trochę gwaru, słychać klątwy, lecz nikt nie histeryzuje. Przechodzą szosą kilkaset metrów do przodu ku jakiemuś gospodarstwu obok szosy. Jaśnieje w ciemności długa biała ściana murowanej obory. Kompanie kolejno wchodzą na podwórze i każdy żołnierz odstawia swoją, przeklinaną nie raz jako znak i narzędzie wojny,  a przecież zawsze wierną, doniesioną aż tutaj z Wołynia sztukę broni. Szarzeje pod białą ścianą długi rząd tej broni, stoi, jak narzędzia gospodarskie złożone po zakończonej robocie.  Bezbronni już, gromadzą się nieco dalej nad szosą w małym ciepłym lasku sosnowym. Kładą się na murawie. Jakaś grupa w kącie lasku śpiewa. Nie z radości… Chodzi o zagłuszenie pracy nadajnika: z tego lasku leci do Londynu szyfrówka z meldunkiem  o rozbrojeniu.  Lipcowe poranne słońce budzi wcześnie. Przespali spokojnie cieplutką noc. Spali jednak nie sami, jak widać: na obrzeżu lasku drzemało parę sowieckich czołgów. Tu i ówdzie w dojrzałym do żniwa zbożu czerniały świeżo wykopane dołki stanowisk strzeleckich. O poranku 26 lipca wychodzi z tego lasku rozbrojony Wołyń. Luźne gromady ciągną drogą na Lublin. Po kilku kilometrach pól – jeszcze jeden las sosnowy, spory. Tam następuje pożegnanie rozchodzących się. Uściski, trochę łez.  - Ciągnijcie wszyscy na Warszawę! Zbiórka pod Warszawą! – wołają do rozchodzących się grupek oficerowie.  - Musieliśmy się rozbroić, ale to nie koniec…"

 Roman Domański ps. "Sęp" wspomina :" otrzymaliśmy rozkaz skupienia się na drodze przy dużym piętrowym budynku, gdzie głośno przemówił płk. "Twardy” ,że jesteśmy otoczeni czołgami, artylerią i wojskami sowieckimi . Zapanowała głęboka cisza wszyscy stali w miejscu rażeni taką sytuacją, pułkownik prosił,  żeby złożyć broń, kto chce wstąpić do ludowego wojska może wstąpić, a kto chce iść do domu ,może iść do domu. W zupełnej ciemności ,przeszliśmy przez szeroką żelazną bramę ,na dziedziniec. Przy budynku , ze ściśniętym gardłem  z żalu ,składaliśmy na kupę broń .W ten sposób pozbawiono nas  broni ,którą  opiekowaliśmy się jak małym dzieckiem. Zapamiętałem sobie pomimo ciemnej nocy potężny budynek w kształcie ceownika ogrodzony wysokim żelaznym płotem, z bramą wejściową zawieszoną na murowanych słupach. Broń musieliśmy złożyć - innego wyjścia nie było. Po złożeniu broni poszliśmy do pobliskiego lasku w którym doczekaliśmy się słonecznego poranku i zaczął się ruch w małym lasku, obok którego graniczyło gospodarstwo rolne , była studnia z żurawiem i koryto do pojenia bydła i koni w nim można było się umyć. Obok zabudowań przy lasku słychać było śpiew ruskich piosenek, to śpiewali łącznościowcy ,aby zagłuszyć wycie prądnicy do radiostacji. Dowódca łączności łączył się z Londynem prosząc o decyzję, co mamy w naszej sytuacji robić. Odpowiedź była krótka "radźcie sobie sami, nic nie możemy wam pomóc". Około południa nastąpiła zbiórka, uformowanie rozbrojonej dywizji w bataliony i wymarsz w kierunku Lublina. Wychodząc ze Skrobwa szliśmy na skróty szeroką polną ścieżką wiodącą do szosy Lubartów- Lublin.."

Marian Tchórzewski ps. "Śpioch": Odziały Dywizji maszerowały w kierunku Lubartowa, gdzie miała odbyć się defilada. Po drodze pojedynczy żołnierze sowieccy salutowali nam. Ale trochę dziwił nas widok gniazd karabinów maszynowych ustawionych wzdłuż drogi. Zatrzymaliśmy się w Lubartowie na wprost baraków, w których poprzednio stacjonowali Niemcy. Wieczorem przyszli nasi oficerowie i przekazali smutną wiadomość – Dywizja będzie rozbrojona. Nikt nie przewidział tego. Gorycz powszechna. Dowódcy przemawiali do żołnierzy, dziękując za wysiłek i poświęcenie. Apelowali o zachowanie pełnej dyscypliny, uznali, że wszelki opór w tej sytuacji jest bezcelowy. Kapitan Jastrząb zebrał grupę żołnierzy, sprawdził czy można się wymknąć. Wrócił po kilku godzinach. Dywizja była szczelnie okrążona. W tym czasie na terenie obozu żołnierze składali broń. Różnie rozstawali się z bronią. Jedni ją całowali i kładli na stos z szacunkiem, inni po prostu rzucali i odchodzili ze spuszczonymi głowami.

Stosunek Sowietów do formacji Armii Krajowej był od początku nieprzyjazny, a właściwie wrogi. Regulowała to dyrektywa ,,STAWKI" Naczelnego Dowództwa Sowieckiego z 14 lipca 1944 r- do dowódców 1, 2, 3 Frontów Białoruskich i 1 Frontu Ukraińskiego o rozbrojeniu Polskich oddziałów zbrojnych, podległych emigracyjnemu rządowi polskiemu, podpisaną przez Józefa Stalina i Antonowa. Przytaczam jej treść w całości: ,,Nasze wojska działające na terytorium Litewskiej SSR oraz w zachodnich obwodach Białorusi i Ukrainy weszły w kontakt z polskimi oddziałami zbrojnymi, którymi dowodzi Rząd emigracyjny. Oddziały te zachowują się podejrzanie i działają całkowicie przeciw interesom Armii Czerwonej. Uwzględniając powyższe okoliczności, STAWKA Naczelnego Dowództwa rozkazuje: 1. W żadne stosunki i porozumienia z tymi oddziałami polskimi nie wchodzić. Natychmiast po ujawnieniu, stan osobowy tych oddziałów rozbroić i skierować na specjalnie zorganizowani punkty zbiórki do sprawdzenia. 2. W przypadku sprzeciwu ze strony polskich oddziałów zastosować wobec nich siłę zbrojną. 3. O Przebiegu rozbrojenia oddziałów polskich i liczbie zgromadzonych na punktach zbiórki szeregowych i oficerów meldować do Sztabu Generalnego.”  Zgodnie z tą dyrektywą rozbrajano wszystkie napotkane oddziały AK, aresztując i wywożąc do obozów w głąb Związku Sowieckiego kadrę, a nawet żołnierzy. Spotkało to także 27 WDP AK. Przy tej okazji przypomnieć warto, że 26 lipca 1944 roku przedstawiciele PKWN podpisali w Moskwie porozumienie, które dodatkowo, poza zapisami zawarowanymi w prawie wojennym, gwarantowało Armii Czerwonej pełnię władzy na wyzwalanych terenach. Zdrada na całej linii.

Kto i dlaczego zapomniał o 27WDP AK?

Armia Krajowa to był prawdziwy fenomen w ogarniętej II wojną światową Europie. Działała ona w ramach największej podziemnej organizacji państwowej, czyli Polskiego Państwa Podziemnego. O jej sile stanowiły setki tysięcy patriotów walczących z okupantem za ojczyznę i niezłomnie wierzących w zwycięstwo. Gen. Komorowski- "Bór" świadom, że 100 tys. żołnierzy przygotowanych do walki , może nie przypaść do gustu sojusznikowi naszych sojuszników uważał , że rozpoczęcie akcji „Burza” to jedyna szansa, aby pokazać kto tak naprawdę może zawiadować  byłymi terenami II RP. 27 WDP AK była pierwszą jednostką wojskową, która zaczęła i najdłużej realizowała plan "Burzy".

 O ile w czasach głębokiego PRL-u, kiedy pokutowało hasło "AK- to zaplute karły reakcji", można zrozumieć wszystkie poczynania zmierzające do  zaciągnięcia "kurtyny zapomnienia" nad czynami 27 WDP AK, o tyle trudno pojąć dlaczego tak się dzieje w III RP?  W tym miejscu  warto zauważyć, że :19  czerwca  1981  r.  w  Warszawie  w  siedzibie  Instytutu  Historii  PAN  od­była  się  sesja  naukowa  poświęcona  dziejom  27  Wołyńskiej  Dywizji  Piechoty  Armii  Krajowej, zorganizowana przez:  Instytut  Historii  PAN  i  Instytut  Historii  Uniwersytetu  M.  Curie-Skłodowskiej  w  Lublinie. Na razie pominę efekty tej sesji ,bo o tym później. Wydarzenie to miało miejsce co prawda późno, ale jednak uczestniczyło w niej uczestniczyło ponad stu  byłych  żołnierzy,  podoficerów i  oficerów  dywizji. Niestety w III RP, po odzyskaniu prawdziwej wolności, takiego wydarzenia nie możemy odnotować. A przecież 27 WDP AK realizując "Burzę" o taką właśnie wolność i suwerenność walczyła. Niestety rządzący, a za nimi wiodące media, kojarzą akcję "Burza" jedynie z "Powstaniem Warszawskim", co jest, z całym szacunkiem dla walczących, dowodem na brak wiedzy historycznej. Pierwszym, który publicznie to stwierdził, był śp. Janusz Kurtyka, dyrektor krakowskiego oddziału  IPN z okazji 60 rocznicy akcji „Burza”: Przez całe lata oficjalnie nie mówiło się o tym, że Rzeczpospolita zaczynała się nie na Sanie, ale na Zbruczu i tam się zaczęła „Burza”. Od lat 60. identyfikowało się ją z Powstaniem Warszawskim. Ale „Burza” to nie tylko Powstanie Warszawskie”. Prawdą jest, że  Warszawa w planie "Burzy" nie była przewidywana jako teren działań wojskowych z powodu bezpieczeństwa ludności i zgromadzonych dóbr kultury narodowej.  W 70 rocznicę akcji "Burza", to  Stowarzyszenie Solidarni2010 wraz z Okręgiem Wołyńskim Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej zorganizowali w Centrum Prasowym Foksal w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich : konferencję z udziałem uczestników wydarzeń oraz historyków: Akcja "Burza" na Kresach Wschodnich - jej specyfika i znaczenie. Wydarzenie to  nie wzbudziło jednak zainteresowania rządzących i opiniotwórczych mediów. Podobnie było z Konferencją naukową : >> „Burza” na Wołyniu. Wokół dziejów 27. Dywizji Piechoty Armii Krajowej<< której był: Wydział Bezpieczeństwa Narodowego, Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie. Zorganizowanej 29 stycznia 2018 r. w Auli Biblioteki Głównej w Akademii Sztuki Wojennej przy Al. gen. Antoniego Chruściela "Montera". Celem konferencji było: określenie stanu badań i wymiana aktualnej wiedzy na temat wołyńskiej 27. Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Przypomnienie historii jednostki wojskowej Polskiego Państwa Podziemnego, która jako pierwsza ujawniła się i przystąpiła do realizacji planu „Burza”, w roku setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Wynikiem konferencji miała być publikacja, zawierająca referaty biorących w niej udział prelegentów, ale jak na razie nic o tym nie słychać. W tym miejscu wrócę do w/w sesji  naukowej  poświęconej  dziejom  27  Wołyńskiej  Dywizji  Piechoty  Armii  Krajowej, zorganizowana przez:  Instytut  Historii  PAN  i  Instytut  Historii  Uniwersytetu  M.  Curie-Skłodowskiej  w  Lublinie, albowiem na dzień dzisiejszy jedynie tam na jej temat można znaleźć jakąś informację . (https://docplayer.pl/51989930-Jerzy-maslowski-sesja-naukowa-27-wolynska-dywizja-piechoty-armii-krajowej.html )

Pełną relację z tej sesji zaprezentował Jerzy Masłowski. Nie zamierzam tu prezentować  całości jego artykułu, a jedynie kilka spraw, które zwróciły moja uwagę. Autor pisze, że : " Organizatorzy  przygotowali  jako  materiał  sesji  opracowanie  Michała  Fijałki  27  Wołyńska Dywizja  Piechoty  AK  16.01— 26.07.1944   wydane  przez  UMCS w  Lublinie  w  formie  książkowej,  a  liczącej  171  stron  druku. Opracowanie  to  powstało  w  wy­niku  kilkuletnich  badań  M.  Fijałki  i  jego  kolegów  z  dywizji.  Autor  zebrał  szereg  materiałów  źródłowych  (ze  zbiorów  WIH,  CA КС PZPR,  Studium  Polski  Podziem­nej  w  Londynie  oraz  prywatnych),  pamiętników,  wspomnień  i  relacji. 

  1. Fijałka: Omawiając stan  bojowy  dywizji  referent  stwierdził,  że  wynosił  on  w

szczytowym  okresie  (kwiecień  1944)  7300  żołnierzy,  w  tym  126  oficerów  (2  pułkowników,  1  podpułkownik,  3  majorów, 5  kapitanów,  29  poruczników  i  86  podporuczników 1 podchorążych), ok. 520 podoficerów i 6654 szeregowych.

Warto zauważyć, że dane te nieco odbiegają od tych które są obecnie szeroko powielane.

Prof.  Mańkowski  postawił  również  pytanie  badawcze:  od  kiedy  należy  mówić

0  formalnym  początku  dywizji?  Zwrócił  uwagę,  że  nie  zachował  się  w  tej  sprawie żaden  dokument  i  istnieją  rozbieżności  w  datowaniu  początków  dywizji  wahające się  między  dniem  16  stycznia  a  12  lutego  1944  r.  Profesor  stwierdził  również,·  że  właściwie  nie  wiadomo,  jak  należy  traktować  27  WDP AK  — czy  jak .regularną  jednostkę wojskową, czy też jak dywizję partyzancką."

 W tym miejscu nie mogę się oprzeć uwadze, że w świetle kolejnych opracowań jakie od tego czasu ukazały się, można znaleźć odpowiedzi nie budzące żadnych wątpliwości. Wystarczy przeczytać: " Burza na Wołyniu. Dzieje 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej " Władysława Filara, nie tylko historyka ale i żołnierza  tejże dywizji. Wracając jednak do sesji, autor relacji podaje, że redaktorem  naukowym  omawianej  pracy  i  autorem  przedmowy  jest  prof.  dr  hab.  Zyg­munt Mańkowski, który  również  wygłosił  referat  wprowadzający.  Starając  się  usytuować 27 WDPAK  wśród polskich  jednostek partyzanckich powiedział  on m. in..: Przede wszystkim  dywizja  ta była  w  polskim  ruchu  oporu w  latach  II  wojny  świa­towej  bez  wątpienia  jedną  z  największych  jednostek  partyzanckich  walczących  przez  dłuższy  czas  w  zwartych  szeregach,  pod  jednolitym  i  bezpośrednim  dowództwem.  W  szczytowym  okresie  swego  rozwoju  liczyła  ona  ponad  6  tys.  partyzantów, dowodzonych  przez  ponad  100  oficerów  oraz  500  podoficerów.  Jej  struktura  wewnę­trzna,  sposób,, w  jaki  była· dowodzona,  uzbrojenie,  taktyka  walki  oraz  podejmowane  operacje bojowe  nadawały  jej  charakter  wręcz jednostki  regularnego wojska. Wszy­stko  to  stanowi  w  systemie  organizacji  oddziałów  partyzanckich  w  polskim  ruchu oporu niewątpliwy ewenement”. (....)  referent  próbował  od­powiedzieć  na  pytanie,  dlaczego  największa  w  polskim  ruchu  oporu  jednostka  partyzancka  powstała  na  Wołyniu,  i  to  jeszcze  przed  „Burzą”?  „Odpowiedź  na  to  pytanie  w  tej  fazie  badań  —  stwierdził  —  może  być  tylko  szkicowa  i  hipotetyczna.  Działania  dywizji  na Wołyniu  przypadają  na  okres  luty— kwiecień  1944  r.  i  charakteryzują  się  ciężkimi  walkami  z  oddziałami  niemieckimi  i  Ukraińskiej  Powstań­czej  Armii.(...)  20  maja rozpoczęto  marsz  w  kierunku  frontu.  Doszło  do  tragicznej  przeprawy  zgrupowania  „Osnowa”  przez  rzekę  Prypeć.  27  maja  dowództwo  dywizji  postanowiło  zaniechać  prób  przebijania  się  przez  front.  Dywizja  uszczuplona  o  pododdziały  zgrupowania  „Osnowa”,  10  czerwca  1944  r.  przy  pomocy  przewodników  radzieckich  przeprawiła  się  przez  Bug  i  weszła  na  tereny  południowo-wschodniej  Lubelszczyzny."  Przywołując zarówno wspomniane opracowanie W. Filara jak i kilka innych, o których wspomnę później, na dzień dzisiejszy prof.  dr  hab.  Zyg­munt Mańkowski, zapewne by zmienił swoją opinię co do kilku  zaprezentowanych  p/w faktów. Jerzy Masłowski zauważył, że po referatach wywiązała  się  dyskusja. " Wzięło w  niej  udział  14  mówców:  Poruszając  w  dyskusji  głównie  problemy  związane  z  działaniami  dywizji,  wnie­siono szereg cennych uzupełnień i sprostowań do opracowania Michała  Fijałki. Wielu  dyskutantów  podnosiło  konieczność  opracowania  dziejów  poszczególnych  pododdzia­łów  dywizji,  zwracano  uwagę  na  luki  i  braki  w  dotychczasowych  opracowaniach,  wydawnictwach  wspomnieniowych  i  relacjach.  Podnoszono  również  problemy  zwią­zane  z  losami żołnierzy i  oficerów  dywizji  po  rozbrojeniu  i  wskazywano  na  koniecz­ność  ujęcia  tych  zagadnień  w  przyszłych  opracowaniach. " 

  Podsumowując  obrady  prof.  dr  Czesław Madajczyk  stwierdził,  że  uwidocz­nione  w trakcie  sesji  braki  i  nieścisłości  winny  spełniać  twórczą  rolę  i  pobudzać  do  pogłębionych  badań.  Kompleksowymi  badaniami  dziejów  27  WDP  Armii  Krajowej  winny się zająć zarówno osoby prywatne, jak i  zawodowi  historycy. Sesja  poświęcona  dziejom  27  Wołyńskiej  Dywizji  Piechoty  Armii  Krajowej  po­siada  wymiar  szerszy  niż  wynikało  to  z  tematu.  Wykazała,  że  nawet  przy  tak  za­awansowanych  badaniach  nad  dziejami  jednej  jednostki  partyzanckiej  nie  jest  mo­żliwe  wyjaśnienie  na  obecnym  etapie  wszystkich  wątpliwości  i  „białych  plam”.  

Muszę przyznać, że to podsumowanie jest bardzo trafne, bo zapowiadało niejako kontynuację badań nad tematem w przyszłości, czego niestety nie doczekaliśmy się już w niepodległej RP. A warto zauważyć, że  od tamtego czasu na temat 27 WDP AK, oprócz książki Michała Fijałki , ukazało się jeszcze kilka innych cennych pozycji, jak " Pożoga. Walki 27. Wołyńskiej Dywizji Armii Krajowej" Józefa Turowskiego, żołnierza tej dywizji ps. "Ziuk", który przez wiele lat jeździł po kraju i spisywał relacje innych uczestników tych wydarzeń. Fachową pozycją jest również książka Władysława Filara ps. "Hora" : "- Burza na Wołyniu. Dzieje 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej" . Jeszcze inną ciekawą pozycją jest praca Haliny Stachyry " 27 Wołyńska Dywizja Piechoty Armii Krajowej" z podtytułem" Żołnierze I Kadra Dowódcza I Ich Losy", napisana  przez  osobę nie mającą korzeni kresowych. Autorka jako zawodowy historyk oparła się na ankietach które rozesłała do byłych żołnierzy dywizji i na bazie zebranych materiałów dokonała opisu nie tylko od strony historycznej ale i socjologicznej. W tej książce znajdują się odpowiedzi na pytania i wątpliwości które pojawiły się nie tylko podczas w/w sesji, ale i wśród młodych badaczy tematu. Między innymi autorka wykazała, że "drugą polską siłę bojową na Wołyniu stanowiły oddziały samoobrony w liczbie około 3600 ludzi stacjonujące w około stu placówkach. Żołnierze tych formacji stali się trzonem 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK."

Na żadnej z wymienionych konferencji nie padły  jednak tak znamienne słowa jak te napisane przez Michała Fijałkę; w epilogu swojej  książki : " 27 Wołyńska Dywizja Piechoty  AK"  ( wyd. 1986 r.  str.160.)  "......widziałem wielu żołnierzy rożnych armii i narodowości, z którymi w jednym szeregu walczyłem. Nigdzie jednak i nigdy nie spotkałem  żołnierzy tak dzielnych, ofiarnych i tak zdolnych do poświęcenia wszystkiego w służbie Ojczyzny jak żołnierze 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty, z którymi miałem zaszczyt walczyć na Wołyniu jako dowódca baonu I/50 pp. Chylę czoła przed wielkimi ofiarami życia i krwi oraz przed niewymiernym wysiłkiem i bezgraniczną wolą walki o wolność Ojczyzny , wykazaną przez wszystkich jej żołnierzy. "  


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp6.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

mapka.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 251 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
7764866