Prof. Czesław Bobrowski relacjonując we wspomnieniach negocjacje prowadzone w okresie międzywojennym ze stroną sowiecką pisał, że rozumiałby, gdyby Sowieci twierdzili, że dwa plus dwa to się równa pięć, ale oni z uporem powtarzali, że dwa plus dwa to się równa rower. I chyba nie była to demonstracja sowieckiej arogancji i pychy, ale ich bolszewickiej mentalności, w której nie było miejsca na logikę i rację prawdy. Taką logikę sowieckiego rozumowania prezentują obecne władze i elity ukraińskie, zarówno w prowadzonej polityce historycznej, jak  też w rozmowach ze stroną polską. Tutaj także ujawnia się przede wszystkim banderowska mentalność, w której nie ma miejsca na logikę i rację prawdy.

Poniżej przykłady z mijającego 2018 roku.   

 1 stycznia grecko – katolicki bp Bazyli Ivasjuk, podczas obchodów 109 rocznicy urodzin ludobójcy Stepana Bandery w Coloma (obwód iwanofrankowski) zwrócił się do zgromadzonych, mówiąc: „Mojżesz walczył o niepodległość swego ludu, starał się zabrać go z jarzma niewoli egipskiej i niewoli. Jego natura była przepojona jednym pragnieniem – dobrych ludzi, przede wszystkim dóbr ziemskich, a przede wszystkim rządów ziemskich i całej ludzkiej chwały. Bandera myślał podobnie.

Złożył swoje życie na ołtarzu Boga dla narodu, narodu i państwa. /.../ Biblijny Mojżesz nie wszedł do ziemi obiecanej. Dopiero jego następca Jozue przyniósł ludzi do ziemi „płynącej mlekiem i miodem”. Biskup Ivasjuk nie powiedział, kto w takim razie jest ukraińskim Jozue? Czy był nim Michaił Gorbaczow, który zlikwidował „egipską niewolę”. Bandera był liderem ukraińskich nacjonalistów i współpracował z Adolfem Hitlerem, odpowiedzialnym za holokaust Żydów – w tym z z decydującym uczestnictwem policji ukraińskiej, opanowanej w kadrze przywódczej przez członków jego frakcji OUN. Bez ich udziału niemieckie gestapo i żandarmeria nie miały możliwości dokonać holokaustu w latach 1942 – 1943 w Reichskommissariat Ukraine, czyli na terenie Wołynia, oraz w Distrikt Galizien, czyli na terenie Małopolski Wschodniej. Była to swoista interpretacja Biblii, czyli Starego Testamentu, którą Watykan przemilczał. Może też miał problem w polemizowaniu z biskupem, który twierdził, ze dwa dodać dwa to się równa rower? 

Niestety, taki specyficzny sposób myślenia prezentuje także część elit polskich. Arkadiusz Karbowiak na łamach miesięcznika „Historia Do Rzeczy” w numerze styczniowym w artykule pt. „Tragedia Birczy. Mord żołnierzy LWP na UPA” pisze m.in., że „żołnierze komunistycznego wojska bronili Birczy przed UPA”, a „po bitwie dopuścili się zbrodni”. Powołując się na opinię zespołu antropologów prof. Andrzeja Koli, archeologa z UMK w Toruniu, twierdzi, że część pojmanych członków UPA  została „zamordowana strzałami w głowę lub zatłuczona zapewne kolbami na śmierć”. „Te informacje trudno jednak usłyszeć z ust głośno sławiących heroizm żołnierzy, organizatorów IV obrony Birczy” – pisze Karbowiak. Zdaniem Mirosława Majkowskiego artykuł ten „opiera się na steku kłamstw lansowanych przez ukraińskich nacjonalistów. „Podczas ich ekshumacji i przeniesieniu na cmentarz w Pikulicach pod Przemyślem zespół ekshumacyjny niczego takiego nie stwierdził”. Doniesienia o rzekomym zamordowaniu upowców pojawiły się dopiero po pewnym czasie i bez potwierdzenia naukowego. „To jakaś bzdura wyssana z palca, stworzona na potrzeby propagandy ukraińskich nacjonalistów”mówi Majkowski. Jego zdaniem, artykuł Karbowiaka i podobne temu twierdzenia są rozpowszechniane po to, by zdezawuować działania środowisk patriotycznych i kresowych na rzecz powrotu Birczy na tablicę przy Grobie Nieznanego Żołnierza. „– To taka „kontra” pokazująca, jak to Polacy mordowali „bojowników o wolną Ukrainę”. (11 stycznia 2018; za: https://kresy.pl/wydarzenia/mord-zolnierzy-lwp-upa-eksperci-krytycznie-o-tezach-karbowiaka/ ).  

Na szczęście w Polsce są jeszcze osoby, które potrafią o prawdę historyczną zawalczyć. W sprawie Birczy zrobił to Jacek Boki, który doprowadził do nadania skrzyżowaniu ulic Niepodległości i Legionów w Elblągu nazwy Rondo Obrońców Birczy. Podczas uroczystości 13 października odsłonięto tutaj tablicę pamiątkową na głazie, a obok złożono ziemię z cmentarzy wojskowych w Birczy i Borowicy. Ale jeszcze w nocy przed uroczystym otwarciem Ronda Obrońców Birczy dali znać o sobie banderowsko-sowieccy wyznawcy rozumowania, że „dwa plus dwa to się równa rower”, którzy sprofanowali tablicę pamiątkową. U dołu napisu białą farbą zamalowali oni wyraz „Birczy” wyrazem „ubecji”.

W listopadzie 2017 roku nazwa Birczy została usunięta z tablicy na Grobie Nieznanego Żołnierza w wyniku polecenia ówczesnego ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza. Stało się to pod wpływem nacisków ze strony ukraińskiego IPN, w tym jego szef Wołodymyr Wjatrowycz skrytykował umieszczenie na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie dwóch tablic poświęconych polskim żołnierzom, którzy zginęli w walce z OUN-UPA.  Według niego tablice upamiętniają funkcjonariuszy bezpieczeństwa komunistycznego państwa, zaś „w Polsce, na państwowym szczeblu, będą honorowani czekiści”.

Podczas uroczystości Jacek Boki powiedział: „Wojsko Polskie do Birczy przybyło dopiero 5 sierpnia 1945 r., co było zgodne z oczekiwaniami jej mieszkańców i rzesz uciekinierów z okolicznych miejscowości. Nawet biskup przemyski Franciszek Barda błagał komunistów o ochronę ludności polskiej przed UPA - czy on też jest czekistą? Kto nie rozumie problemu Birczy powinien milczeć! Bardzo znamiennym faktem, o którym wiemy już dziś z całą pewnością jest to, że wszystkie trzy ataki band UPA na Birczę wspierała specjalna jednostka wojsk wewnętrznych sowieckiego NKWD, stacjonująca przez cały czas walk, niespełna dwa kilometry od pozycji sotni Burłaki. Najważniejszym celem działań wspierających banderowskich zbrodniarzy przez tę jednostkę wojsk NKWD, było oderwanie tych ziem od Polski i przyłączenie ich do sowieckiej Ukrainy, co zaplanował sobie ówczesny pierwszy gensek KPSU Chruszczow, który przekonywał w tamtym czasie Stalina, że Polacy nie potrafią poradzić sobie z ukraińskim bandytyzmem. Należy więc te ziemie przyłączyć do sowieckiej Ukrainy, a wtedy władza sowiecka bardzo szybko skończy z tym problemem. Dlatego też przez cały ten czas wspomagała ona upowców w walkach przeciwko Polakom, zaopatrując ich w broń, amunicję, a także informacjami wywiadowczymi”.

Czekiści więc brali udział w walkach o Birczę, tyle tylko, że po stronie UPA. I to ich chciał uczcić Wiatrowycz domagając się usunięcia tablicy walczących z nimi obrońców Birczy.

IPN wydał pozytywną opinię ws. Ronda Obrońców Birczy stwierdzając, że nazwa „nawiązuje do działań lokalnej Samoobrony, żołnierzy Wojska Polskiego, milicjantów, którzy w latach 1944-1947 bronili mieszkańców Birczy i okolicznych miejscowości przed atakami nacjonalistów ukraińskich z OUN-UPA”. „Celem UPA w czasie III ataków na Birczę w latach 1945-1946 było zniszczenie Birczy”, natomiast celem milicjantów i żołnierzy Wojska Polskiego broniących Birczy była przede wszystkim skuteczna ochrona polskiej ludności przed UPA”, a wśród obrońców, którzy weszli w skład „instytucji mundurowych Polski ‘Ludowej’”, byli m.in. byli żołnierze AK. „W owym czasie nie było innej możliwości uchronienia naszych rodaków na tym terenie przed działalnością ukraińskich nacjonalistów”.

Podczas uroczystości senator Peczkis powiedział: „Problematyczne jest to, ze naród z którym współpracujemy, dla którego bardzo dużo robimy – naród ukraiński – to jest jedyny naród na całym świecie, który odmawia nam badania miejsc pochówku naszych obywateli. /.../ Problemy dotyczą również możliwości kształcenia w języku polskim. Na Ukrainie w ostatnim roku wprowadzono ustawowy zakaz nauczania w  języku polskim. Jednocześnie my w Polsce, ulegając pewnej presji, zezwalamy na przykład na otwarcie szkoły w języku ukraińskim w Legnicy”. (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/w-elblagu-uroczyscie-odslonieto-rondo-obroncow-birczy-kto-nie-rozumie-problemu-birczy-powinien-milczec/ ).

 

Dr. Wojciech Muszyński z Instytutu Pamięci Narodowej w rozmowie z Aleksandrem Szychtem mówi:

„Trzeba przyznać, że do tej pory we współczesnej Europie, po upadku żelaznej kurtyny w żadnym kraju Europy dotkniętym drugą wojną światową (gdzie miały miejsce okropne zbrodnie w wydaniu niemieckich nazistów, bądź też ich kolaborantów) nie byli kultywowani brunatni zbrodniarze. Nie stawiano im pomników, nie byli chwaleni w mediach, nie była na ich legendzie budowana tożsamość społeczna. Jedynym krajem, w którym się to aktualnie dzieje jest Ukraina. A dzieje się to na naszych oczach, w momencie kiedy świat na to patrzy i nic nie mówi. Mało kto, a dotyczy to także ekspertów, zachodnich historyków, ludzi z politycznych elit, zdaje sobie sprawę co robiła Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, w obu wydaniach: Melnyka i Bandery. Jej działacze mają w swoim „dorobku” zbrodnie przeciwko ludzkości: na Polakach, Żydach, Ormianach, Rosjanach, czy nawet Czechach i wszelkich innych narodach, które mieszkały na terenach, gdzie działała ta organizacja. Zgodnie z ideologią ukraińskiego szowinizmu mordowano wszystkie osoby, które nie miały w sobie krwi ukraińskiej. Czasami zdarzały się wyjątki: np. gdy ktoś miał ojca Ukraińca i matkę Polkę, pozwalano mu zmazać tę „hańbę” poprzez zamordowanie tejże matki – wówczas jego ukraińskość stawał się bezdyskusyjna. Jednak generalnie to, co OUN prezentował, był to nazizm, czyli rasizm w wydaniu niemieckim, który został zmodyfikowany do realiów ukraińskich. Zmiany były dość kosmetyczne, a chodziło o to, żeby nie mówiono, że Ukraińcy kopiują w stu procentach Adolfa Hitlera. Od strony wizualnej starano się to ubrać w ukraińskie wyszywanki, jednak wewnętrznie po tych modyfikacjach ideologia ta stała się wyjątkowo przerażająca i odrażająca. /.../ Ideologia OUN była swoistym zlepkiem totalitaryzmu, szowinizmu, dodatkowo w wydaniu ekstremalnie rasistowskim – tym samym była radykalniejsza odmiana nazizmu”. (Aleksander Szycht: Ekspert IPN: Ukrainie będzie potrzebna denazyfikacja; w: http://prawy.pl/44874-ekspert-ipn-ukrainie-bedzie-potrzebna-denazyfikacja/ ; 23 styczeń 2018). Oczywiście takiej wypowiedzi nie zamieści żadne tzw. prawicowe pismo, nie tylko „Gazeta Polska”, ale także „Do Rzeczy”, czy też „wSieci”. Bo to nie zgadza się z ich rozumowaniem, że „dwa plus dwa to się równa rower”.    

 

Kolejną hucpę wywołała zmiana ustawy o IPN przegłosowana 26 stycznia w Sejmie, w tym ws. penalizacji banderyzmu w Polsce. Większość posłów, 279 z 414, opowiedziało się za jej przyjęciem. Od głosu wstrzymało się 130 posłów, niemal wszyscy z PO i Nowoczesnej. Przeciw było 5 posłów: Joanna Scheuring-Wielgus i Adam Szłapka, a także posłowie proukraińskiego koła Unii Europejskich Demokratów: Stefan Niesiołowski, Jacek Protasiewicz i Stanisław Husowski. Nowelizacja ustawy o IPN m.in. dopisuje w art. 1. zbrodnie dokonane przez ukraińskich nacjonalistów i formacje ukraińskie kolaborujące z III Rzeszą. Nie będzie możliwości gloryfikowania w Polsce Stepana Bandery, Romana Szuchewycza i OUN-UPA czy Waffen-SS Galizien. Jak również materiałów, które mówią o ich „bohaterskich czynach”.  

Od razu odezwał się czołowy przedstawiciel postsowieckiego rozumowania. „Przyjęta przez Sejm ustawa, która umożliwia wszczynanie postępowań karnych za negowanie zbrodni ukraińskich nacjonalistów, oznacza wstrzymanie dialogu historyków z Polski i Ukrainy” -  ocenił szef ukraińskiego IPN Wołodymyr Wiatrowycz. „- Nie widziałem jeszcze tekstu ustawy, ale wydaje się, że polscy politycy wstrzymali dialog historyków Ukrainy i Polski” - napisał na Facebooku. (https://wpolityce.pl/polityka/378541-bezczelnosc-szef-ukrainskiego-ipn-atakuje-polscy-politycy-wstrzymali-dialog-historykow-ukrainy-i-polski; 26 styczeń 2018). Jeszcze jej nie widział, ale już wie, jaka będzie szkodliwa dla „bratnich” relacji polsko-ukraińskich.  

Równym banderowskim krokiem z nim podążył prezydent Ukrainy. Na portalu www.wsensie.pl celnie skomentowała to 2 lutego Jolanta Lamprecht: „Petro Poroszenko potępiając nowelizację ustawy o IPN zapomniał, jak w 2015 roku podpisał ustawę gloryfikującą UPA i OUN? Zaskakującym, a wręcz haniebnym dla polskiego rządu, który wspiera bezkrytycznie neobanderowską Ukrainę, jest to, że nie stawia warunków i do tego w sytuacji, gdy na Ukrainie obowiązuje wszystkich bez wyjątku wspomniana ustawa, w świetle której można trafić nawet do więzienia za podważanie zasadności działań formacji UPA i OUN w walce o wolną Ukrainę. Ta ustawa obowiązuje nie tylko Ukraińców, ale również Polaków mieszkających na Ukrainie - którym w ten sposób zamknięto usta. Podobnie jak uciszono permanentnie i skutecznie żyjących jeszcze sprawiedliwych Ukraińców, którzy w czasie szalejącego bestialstwa banderowców nie tylko UPA nie pomagali, pomimo że niestety czyniła to spora rzesza ukraińskich sąsiadów Polaków mieszkających na Kresach II Rzeczypospolitej od wieków, ale wręcz ci sprawiedliwi Ukraińcy zachowujący człowieczeństwo do końca ostrzegali Polaków przed planowaną Rzezią, a nawet naszych przodków ukrywali, narażając życie swoje i bliskich. Wczoraj prezydent Petro Poroszenko "zabłysnął" swoim wpisem na Twitterze. "Jestem głęboko poruszony pośpiechem polskiego parlamentu. Prawda historyczna wymaga dialogu…" – napisał Poroszenko. Dialogu? - z Ukrainą budującą tożsamość na UPA? A może z ukraińskim IPN, który w kwietniu ubiegłego roku zakazał ekshumacji ofiar Rzezi Wołyńskiej, przy czym jego szef zasłużył sobie bez trudu nawet na miano persona non grata w Polsce. Z takimi ludźmi mamy prowadzić dialog? Petro Poroszenko pisze również, że pośpiech jest złym doradcą i dowodem na to, że nowelizacja ustawy o IPN w Polsce jest nie do przyjęcia. Pośpiech? - prawie 80 lat od wybuchu II wojny światowej? - no faktycznie - tempo zawrotne. Przypomnę, jak za to pracują posłowie na Ukrainie: ustawę uznającą prawny status również członków UPA parlament Ukrainy przegłosował w trybie ekspresowym większością głosów, dnia 9 kwietnia 2015 roku, kilka godzin po kwiecistej przemowie prezydenta Bronisława Komorowskiego o podawaniu Ukrainie pomocnej dłoni po tym, jak odmienił ostatnią frazę niemalże przez wszystkie przypadki.  /.../  Petro Poroszenko ma czelność pisać, że projekt polskiej nowelizacji ustawy podminowuje sens istnienia strategicznego partnerstwa pomiędzy Ukrainą i Polską. Odniosę się bez ogródek - żadnego partnerstwa ze strony Ukrainy tu nie było - tylko żądania wsparcia w wielu kwestiach, także tak naprawdę bratobójczej wojny asygnowanej przez marionetkowe władze Kijowa z mieszkańcami wschodniej Ukrainy w imię interesów zachodnich mocodawców. /.../ Czy wobec powyższego nie jest szczytem hipokryzji apel na Twitterze kierowany przez Petro Poroszenkę do polskiego rządu o obiektywizm i dialog kończąc wpis: "Razem zwyciężymy" (http://wsensie.pl/komentarze/27104-poroszenkokryzja-nie-zna-granic-gloryfikator-upa-potepia-polski-rzad-za-walke-z-klamstwem-o-holokauscie).  

 

„5 lutego ukraińscy nacjonaliści zorganizowali pikiety pod polskimi placówkami dyplomatycznymi na Ukrainie. Protestowali przeciwko zmianom w ustawie o IPN, przewidującym między innymi zaproponowaną przez Kukiz`15 penalizację banderyzmu. W pikietach we Lwowie, Łucku, Winnicy, Kijowie, Odessie i Charkowie wzięli udział aktywiści partii Swoboda, Korpusu Narodowego, Prawego Sektora, Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów. /.../ Na transparentach protestujących działaczy Swobody pojawiły się takie hasła: „Nie dla polskiego szowinizmu!”, „Nie śmiejcie ruszać naszych bohaterów!”, „Dziś banderowcy i was bronią na wschodzie Ukrainy!”, „Bandera, Szuchewycz – bohaterowie narodowi, walczyli za naszą wolność!”, „Jesteśmy banderowcami i jesteśmy z tego dumni!”. Także 5 lutego deputowani do Rady Najwyższej z ramienia Swobody i Korpusu Narodowego wystosowali apel do prezydenta, Sejmu i Senatu RP. Nacjonaliści chcą, by apel został przegłosowany i ogłoszony w imieniu RN. Czytamy w nim między innymi: „Zakaz „ideologii banderowskiej” to zaprzeczenie prawa Ukraińców do własnej państwowości i dumy narodowej”. Według autorów dokumentu przepisy nowelizacji „powtarzają kremlowskie klisze propagandowe na temat wydumanych zbrodni ukraińskich nacjonalistów”. – Polski Sejm zakazał ukraińskiego nacjonalizmu. /.../ Jurij Nojewyj z rady politycznej partii Swoboda.: - Na Ukrainie piłsudczyzm i dmowszczyzna jako teoria i praktyka ludobójstwa będą zakazane. Skoro już Polsce zachciało się sprawiedliwości historycznej, to Rada Najwyższa oraz parlamenty Białorusi i Litwy powinny potępić: fakt okupacji ziem ukraińskich, białoruskich i litewskich; fakt kolonizacji tych ziem; fakt terroru państwowego i ludobójstwa, dokonanego przez państwo polskie; powinno dojść do penalizacji za gloryfikację AK i Piłsudskiego”. 

Lider Korpusu Narodowego Andrij Bilecki komentował:  „Polska przez stulecia okupowała Ukrainę, dokonując ludobójstwa podczas ukraińskich powstań narodowowyzwoleńczych”. Stwierdził też, że jeśli Ukraina za przykładem Polski zacznie penalizować heroizację polskich działaczy, to będzie to droga donikąd. „Dojdziemy do tego, że zabronimy heroizacji Jaremy Wiśniowieckiego, który dla Polaków jest bohaterem. I co dalej? Będziemy sobie wzajemnie zabraniać heroizacji bohaterów z pomocą ONZ?” – pytał retorycznie. „Bez silnej Ukrainy Polska nie będzie istnieć” – dodał, parafrazując Piłsudskiego.” (Maciej Pieczyński: "Banderowcy bronią Polski i Europy"; w: https://dorzeczy.pl/tylko-na-dorzeczy/55264/Banderowcy-bronia-Polski-i-Europy.html). Nie warto komentować tych idiotyzmów wypowiadanych przez ukraińskie elity polityczne.

Ukraińscy faszyści protestowali także w Polsce. „Frakcja parlamentarna Partii Radykalnej w pełnym składzie pojawiła się pod Sejmem, by wyrazić swój sprzeciw wobec nowelizacji ustawy o IPN. Wszyscy deputowani ukraińskiej Partii Radykalnej z jej liderem Ołehem Laszką na czele pikietowali w piątek pod polskim Sejmem przeciwko przyjęciu nowelizacji ustawy o IPN wprowadzającej m.in. kary za zaprzeczanie zbrodniom ukraińskich nacjonalistów. „Właśnie w tej chwili nasza frakcja pikietuje Sejm Rzeczypospolitej Polskiej w Warszawie z żądaniem skasowania antyukraińskiego prawa i zaprzestania prowadzenia miłej Rosji polityki nienawiści do Ukraińców i szkodzenia naszym narodom.” - napisał Laszko na Facebooku umieszczając na nim bezpośrednią transmisję z pikiety. Jak podkreśla portal Ukraińska Prawda, „radykałowie” przyjechali do Warszawy nie bacząc na to, że dzisiaj obraduje ukraiński parlament - Rada Najwyższa. Na opublikowanym przez Laszkę filmie widać, jak deputowani w pobliżu Sejmu trzymają ukraińskie flagi i transparenty z napisami w języku ukraińskim „Przeszłość nie powinna niszczyć przyszłości”, „Żyć nie przeszłością, a przyszłością”, „Polskie prawa = rosyjskie czołgi” i „Bez niepodległej Ukrainy nie będzie wolnej Polski! Jerzy Giedroyc”. To ostatnie hasło prezentowano także w języku polskim. Policjanci prosili ukraińskich deputowanych o rozmawianie z nimi po polsku i próbowali wyprosić ich na drugą stronę ulicy. Ci jednak pozowali do zdjęć zgromadzonym dziennikarzom. Dopiero po dłuższej chwili przeszli w inne miejsce. Tam rozpoczęli przemowy o „niedopuszczalności” przyjęcia w Polsce „antyukraińskiego prawa”. Padały słowa o „poniżaniu” ukraińskiego państwa i Ukraińców przez przyjęte przepisy. Argumentowano, że wprowadzają one rozłam pomiędzy narodami polskim i ukraińskim, na czym skorzysta Rosja. Twierdzono, że używając nazwy „Małopolska Wschodnia” polski parlament wystąpił z pretensjami terytorialnymi wobec Ukrainy.”

A za komentarz niech służą opinie internautów. 

ProPatria: Dlaczego skrajnie antypolscy członkowie upaińskiej partii radykalnej pikietują pod Sejmem?? Dlaczego pozwolono im na poniżanie pamięci naszych pomordowanych Rodaków i deptanie godności Narodu polskiego??? Gdyby delegacja z Polski pojechała pikietować pod banderowską werchowną radą wszyscy uczestnicy zostaliby spacyfikowani po paru minutach. Ponadto, dlaczego banderowiec laszko i jego stepowi koledzy nie są na liście osób z zakazem wjazdu do naszego kraju?  

Wolyn1943: Oto znak czasów: Ukraina nie boi się od Polski żądać, Polska boi się Ukrainę prosić… Na jakim świecie przyszło nam żyć? Można zapytać, czy Ukraińcy mieli zgodę władz Warszawy na protest przed Sejmem – jeśli nie, to jakie kary zostały na nich nałożone za zakłócanie porządku publicznego? Czyżby Ukrainiec w Polsce był aż taką świętą krową i aż tak stał ponad prawem? Czy policja też poczekałaby, aż protestujący nielegalnie przed Sejmem Polacy, skończyliby pozować do kamer, zdjęć i udzielać wywiadów, by dopiero wtedy poprosić (!) ich o przejście w inne miejsce?” (https://kresy.pl/wydarzenia/regiony/ukraina/ukrainscy-deputowani-pikietowali-sejmem/ ; 9 lutego 2018).  

 

9 lutego 1943 roku bestialską rzezią 173 polskich mieszkańców wsi Parośli I „od niemowlęcia w kołysce po starca nad grobem” banderowska sotnia Dowbeszki-Korobki” rozpoczęła zbrodnię ludobójstwa ukraińskiego na ludności polskiej. W Polsce zamilczano przypadającą w tym roku 75. jej rocznicę. Nie zapomniano o niej jednak na Ukrainie. „Jak podał w piątek ukraiński kanał ZIK, we wsi Włodzimierzec leżącej w pobliżu dawnej Parośli I odsłonięto pomnik ku czci sotni „Dowbeszki-Korobki”. Pomnik upamiętnia „pierwszy bój UPA” – zajęcie wsi przez ten oddział i rozbicie posterunku niemieckiego. Wziętych do niewoli policjantów w służbie niemieckiej, prawdopodobnie Rosjan, oddział zaprowadził następnie do Parośli I, gdzie po przesłuchaniu zabił ich razem z mieszkańcami polskiej kolonii” (https://kresy.pl/wydarzenia/regiony/ukraina/75-temu-upa-rozpoczela-rzez-wolynska-ukrainie-odslonieto-pomnik-sotni-ktora-tego-dokonala-foto/ ). Oczywiście odbyło się to w ramach „dobrosąsiedzkich relacji polsko-ukraińskich”.

16 lutego w Warszawie odbyły się rozmowy polsko-ukraińskie.

„W Warszawie trwa spotkanie v-ce premierów Polski i Ukrainy: Piotra Glińskiego i Pawło Rozenko. Rozmowy dotyczą niedawnej nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, w której znalazł się zapis o penalizacji zaprzeczenia zbrodniom ukraińskich nacjonalistów. W delegacji ukraińskiej znalazł się również v-ce minister spraw zagranicznych Wasyl Bodnar, minister kultury Jewhen Nyszczuk oraz ambasador Andrij Deszcyca. Po polskiej stronie zjawili się - prócz v-ce premiera Glińskiego - v-ce minister kultury Jarosław Sellin a także v-ce minister spraw zagranicznych Bartosz Cichocki. Rozmowy są rezultatem porozumienia zawartego w grudniu 2017 w Charkowie przez prezydentów Andrzej Dudę i Petro Poroszenko. Padło wówczas zobowiązanie do stworzenia polsko-ukraińskiej grupy Komisji d/s Historycznych pod egidą v-ce premierów obu krajów”.

Internauta Jarema: Wydawało mi się, że rozmowy mają dotyczyć skandalicznego zakazu ekshumacji wprowadzonego na Ukrainie, a okazało się, że Polska ma się tłumaczyć z rzeczy oczywistej, tj. zakazu gloryfikowania zbrodniczego nacjonalizmu ukraińskiego UPA. Zawsze mi się wydawało, że pomyślność polsko-ukraińskich relacji zależy od rozmów z tymi Ukraińcami, którzy rozumieją, że bohaterami nie mogą być ludobójcy Polaków – Gonta, Żelezniak, Bandera, Szuchewycz itp. i potępienia jednoznacznego sprawców ludobójstwa. Ale co tam „Bądźmy dobrej myśli!” (https://kresy24.pl/polsko-ukrainskie-rozmowy-na-temat-antybanderowskich-zapisow-w-ustawie-o-ipn/ ; 16 lutego 2918). 

Ale co tam opinie Polaków, ważne, jak ocenia to ambasador Ukrainy. „Napięcie do końca nie zostało rozładowane, ale każda ze stron miała możliwość, żeby przekazać partnerom uwagi, zastrzeżenia i argumenty - powiedział ambasador Ukrainy Andrij Deszczyca o piątkowym spotkaniu w Warszawie wicepremierów Polski i Ukrainy Piotra Glińskiego i Pawło Rozenki. Zaznaczył, że strona ukraińska uważa, iż zmiany w ustawie o IPN „mogą dość poważnie uderzyć” w relacje ukraińsko-polskie. Dlatego - dodał - strona ukraińska w różny sposób zwraca uwagę na zmiany, które „niestety, ale mogą jednak służyć innym stronom”. Według Deszczycy, strona ukraińska chce wyjaśnić m.in. „co może grozić ukraińskim badaczom” po wejściu w życie nowych przepisów. W odpowiedzi na przypomnienie, że badania naukowe są wyłączone spod działania nowych przepisów, Deszczyca powiedział: Właśnie dlatego prosimy wyjaśnić i zwracamy się z prośbą o wytłumaczenie tego nam i naszym badaczom. Nie do końca zdajemy sobie sprawę, o co chodzi w tej ustawie. I do końca nie możemy zrozumieć, dlaczego jest tam wymieniany okres od 1925 do 1950 roku, dlaczego jest wymieniany ukraiński nacjonalizm, (…) ktoś interpretuje to, że to jest przejaw banderyzmu” - powiedział dyplomata. Zapytany o wypowiedź wicepremiera Rozenki, że zmiany w ustawie o IPN mogą spowodować „negowanie i podważanie praw Ukraińców pracujących w Polsce” Deszczyca powiedział: „Obawiamy się po prostu, że ktoś może wykorzystywać to, interpretować tę ustawę w różny sposób, (…) ten tzw. banderyzm w stosunku do ludzi, którzy w ogóle nie są zwolennikami. Zapytany o to, kiedy będą mogły być wznowione wstrzymane w ubiegłym roku prace ekshumacyjne na Wołyniu, ambasador Ukrainy powiedział, że „padła propozycja, żeby wyjaśnić, w jakich okolicznościach możemy tę decyzję zmienić, ponieważ decyzji nie podejmuje sam wicepremier Rozenko, tylko to jest decyzja międzyresortowego zespołu”.  Dopytywany, co musi się wydarzyć, aby ekshumacje mogły się odbywać, Deszczyca powiedział, że „według prawa ukraińskiego decyzję podejmuje międzyresortowy zespół”.  (https://wpolityce.pl/polityka/381910-ambasador-ukrainy-probuje-wywierac-presje-na-rzadzacych-zmiany-w-ustawie-o-ipn-moga-dosc-powaznie-uderzyc-w-relacje-ukrainsko-polskie; 16 lutego 2018). 

O czym ważnym rozmawiali Gliński i Rozenko można było dowiedzieć się nie z polskich źródeł, ale z  ukraińskich. „Jak informuje ukraińska agencja Ukrinform, podczas piątkowych rozmów polsko – ukraińskich na szczeblu wiceministrów, strona ukraińska podniosła m.in. kwestię odnowienia znajdujących się w Polsce pomników ku czci UPA, niezależnie od ich statusu.  – Nasza strona poruszyła kwestię potrzeby rozważenia i wyjaśnienia sprawy odnośnie odnowienia, restauracji zdewastowanych, zniszczonych i zrujnowanych ukraińskich pomników na terytorium Polski bez względu na ich status – [czy są] legalne czy nielegalne – powiedział dziennikarzom ukraiński wicepremier Pawło Rozenko. Zaznaczył, że na Ukrainie miały miejsce przypadki „podobnych prowokacji”, czyli niszczenia polskich pomników. Rozenko podkreślił przy tym, że strona ukraińska nigdy tego nie ukrywała, jednak władze zawsze zdecydowanie reagowały w takich sprawach, a wszystkie zniszczone polskie pomniki zostały odnowione w pierwotnej formie. – Niezależnie od tego, czy były one legalne czy nielegalne – dodał. Ukraiński wicepremier zwrócił w tym kontekście uwagę, że większość polskich pomników i upamiętnień na Ukrainie nie została poprawnie zaprojektowana, więc w pewnym sensie są one nielegalne. Przypomnijmy, że wszystkie przywoływane przez ukraiński IPN przypadki uszkodzenia bądź zniszczenia „ukraińskich miejsc pamięci” na terenie Polski dotyczyły upamiętnień Ukraińskiej Powstańczej Armii. Rozenko poinformował też, że tematem rozmów były też zakazy wjazdu do Polski dla niektórych ukraińskich obywateli, co niepokoi Ukraińców. Mówił o tym szczególnie w kontekście przyjętej nowelizacji ustawy o IPN. Powiedział, że należy zrobić wszystko, „żeby odpowiednie zakazy zostały zdjęte z naukowców, przedstawicieli stowarzyszeń obywatelskich i organów władzy państwowej”. „My jako przedstawiciele władz ukraińskich będziemy bronić praw naszych obywateli za granicami naszego państwa, m.in. na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Podkreśliliśmy w trakcie dzisiejszych rozmów, że i prezydent Ukrainy, i Rada Najwyższa Ukrainy i ukraiński rząd po uchwaleniu przez polski parlament i podpisaniu przez prezydenta RP zmian w ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej zachowali zimną krew i było zrównoważone stanowisko władz ukraińskich. Nie było żadnych tzw. lustrzanych kroków, które by prowadziły do dalszej konfrontacji – powiedział ukraiński wicepremier.”

Tym razem także za komentarz niech posłużą opinie internautów.   

Wolyn1943: Ile trzeba mieć w sobie obłudy i bezczelności, by nielegalne pomniki wzniesione na cześć zbrodniarzy i ludobójców porównywać z pomnikami stawionymi ku pamięci bestialsko pomordowanych ofiar tychże ludobójców!

Zefir: Te rozmowy to pełny blamaż i kompromitacja polskiej delegacji. Rozmowy winny zakończyć się z chwilą przedstawienia przez Ukraińców ich bezczelnych żądań i czysto banderowskiego stanowiska. Defensywna postawa polskiej delegacji zachęciła banderowców do „daleko idących żądań”. Kpiną jest stwierdzenie polskiej delegacji o „przeniesienie dialogu na wyższy poziom polityczny” gdy pada żądanie dotyczące banderowskich pomników i upamiętnień.

Monroe: Czy my naprawdę sądzimy, że ekshumacje zostaną odblokowane? Osobiście w to nie wierzę, bo zasłanianie się kolejnego przysłanego na rozmowy noname’a jakimś mitycznym Komitetem to nic nowego.” (https://kresy.pl/wydarzenia/rozmowy-polsko-ukrainskie-ukraincy-chca-odnowienia-pomnikow-upa-tym-takze-nielegalnych/ ; 16 lutego 2018).  Rzeczywiście, od lutego Komitet wciąż jest tylko mityczny. 

 

„Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko zaapelował w sobotę do Polski o wstrzymanie się od działań, które mogą zagrozić pozytywnym osiągnięciom w dialogu na tematy historyczne – poinformowała administracja prezydencka w Kijowie. Poroszenko mówił o tym podczas spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim, do którego doszło w ramach Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. Szef państwa wyraził zaniepokojenie w związku uchwalonymi niedawno przez polski parlament zmianami w ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej. Zaapelował do polskich władz o wstrzymanie się od kroków, które mogą zagrozić pozytywnym osiągnięciom w dialogu dwustronnym na tematy historyczne - przekazały służby prasowe ukraińskiego prezydenta. Poroszenko zwrócił także uwagę na skrajnie szkodliwy dla relacji ukraińsko-polskich charakter oświadczenia z oceną działalności ukraińskiego hetmana Bohdana Chmielnickiego - głosi komunikat. 11 lutego premier Morawiecki, mówiąc podczas spotkania z mieszkańcami Chełma o stosunkach polsko-żydowskich, przypomniał m.in., że w powstaniu Chmielnickiego według źródeł zginęło ok. 100 tys. Żydów, a powstanie to - jak powiedział - było pierwszym akordem do upadku ówczesnej Polski.”.  

Internauta Andy: Co on właściwie mówi?? Wstrzymanie się od działań? Przecież to nie jest prawo dla Ukrainy tylko to jest wewnętrzne prawo polskie, ok?  (https://wpolityce.pl/polityka/381996-ukraina-zaniepokojona-ustawa-o-ipn-poroszenko-apeluje-o-wstrzymanie-sie-od-dzialan-ktore-moga-zagrozic-relacjom-polsko-ukrainskim; 17 lutego 2018). Tak, bohatera Ukrainy, polskiego zdrajcę szlachcica Chmielnickiego, nawet premierowi Polski krytykować nie wolno, bo jest to ”skrajnie szkodliwe dla relacji ukraińsko-polskich”. To, że wówczas Ukraina była dzielnicą Rzeczpospolitej, jak np. Mazowsze, Wołyń i Podole, prezydent Ukrainy może nie przyjmować do wiadomości (i świadomości) i twierdzić, że dwa plus dwa to się równa rower. Ale chyba wie, że Chmielnicki już wcześniej był bohaterem, tyle, że Rosji  Sowieckiej. Chmielnicki kolaborował z wszystkimi wrogami Rzeczpospolitej, Bandera też.

„Andrzej Duda wyraził rozczarowanie faktem, że temat ekshumacji nie został podjęty przez stronę ukraińską podczas rozmów dwustronnych. Prezydent Polski zabrał głos na temat relacji polsko-ukraińskich w sobotę na konferencji prasowej w Wilnie, gdzie przebywa z wizytą. Nie ukrywał, że rozmowy wicepremierów Polski i Ukrainy przyniosło rozczarowanie. „Kwestia ekshumacji, czyli kwestia wyjaśniania prawdy historycznej stanowi dla nas element fundamentalny, jeżeli chodzi o pamięć historyczną. To, że na wczorajszym spotkaniu, które miało miejsce w Polsce, ten temat w ogóle nie został podjęty przez stronę ukraińską, muszę powiedzieć, że przyjąłem to z dużym rozczarowaniem i z całą pewnością to nie jest taki kierunek, jaki wskazywaliśmy z prezydentem Poroszenką – tłumaczył Andrzej Duda. - Nie ukrywam, że jestem tym rozczarowany i zasmucony, ale mam nadzieję, że w przyszłości ten impas uda się przełamać – dodał prezydent Polski.”

Internauta Tagore: Czyli ekshumacje załatwiamy przez ONZ? To była by dobra opcja. A dla neobanderowców zabójcza." (https://kresy.pl/wydarzenia/duda-wyrazil-smutek-glebokie-rozczarowanie-wynikiem-rozmow-wicepremierow-polski-ukrainy/; 17 lutego 2018). 

„Szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski skomentował wyniki piątkowych rozmów polsko-ukraińskich. Delegacjom przewodzili wicepremier Piotr Gliński i wiceszef ukraińskiego rządu, Pawło Rozenko.

– Kancelaria Prezydenta RP wyraża głębokie rozczarowanie wynikiem rozmów między wicepremierami Ukrainy i Polski – powiedział Szczerski. – Brak decyzji strony ukraińskiej w fundamentalnej kwestii, jaką jest zniesienie zakazu polskich ekshumacji na terytorium Ukrainy, oznacza poważny regres zaufania i nie realizuje mandatu do rozmów ustalonego przez prezydentów, co znacząco obciąża wzajemne relacje. Liczymy, że w najbliższym czasie dojdzie do zniesienia tego zakazu w duchu wypełnienia podjętych zobowiązań.

Internauta Wolyn43: Należy uczyć się od Ukraińców pilnowania własnego interesu na przekór wszystkiemu. W końcu to im powinno zależeć na polskim poparciu na arenie międzynarodowej, bo podobno toczą jakąś wojnę z Rosją, na polskich kredytach, grantach, etc., zatem występują tu z pozycji petenta. Tymczasem oni bez cienia skruchy, wobec Polski wysuwają coraz to bardziej bezczelne żądania, nie ustępując na krok od swojego celu. Co gorsza, są w tym skuteczni! Kiedy ostatni raz Polska wysunęła jakieś żądania wobec Ukrainy? Kiedy wreszcie ta bezczelność i arogancja Ukrainy zostanie przez polskie władze ukrócona?  Jakiekolwiek dalsze rozmowy z Ukrainą powinny być uwarunkowane przywróceniem prac ekshumacyjnych i rozpoczęciem pracy polskich ekip archeologicznych. Mgliste obietnice spełnienia tego warunku w bliżej nieokreślonej przyszłości nie wchodzą w grę! Nawet nasze frajerstwo ma swoją granicę!. Bez tego nie należy spotykać się ze stroną ukraińską. Wyborcy mają już dość „dobrej atmosfery rozmów”! Czekamy na efekty.”  (https://kresy.pl/wydarzenia/kancelaria-prezydenta-rozczarowana-wynikiem-rozmow-polsko-ukrainskich/ ; 17 lutego 2018).

 

„Wołodymyr Wjatrowycz, skomentował na portalu społecznościowym oświadczenie Kancelarii Prezydenta RP ws. piątkowych rozmów polsko-ukraińskich na poziomie wicepremierów. Zdaniem Wjatrowycza, brak postępu w ważnej dla Polski kwestii to w istocie wina strony polskiej. (…) to właśnie z polskiej strony za każdym razem po osiągnięciu poprzednich uzgodnień powstają inicjatywy, które tworzą nowe problemy – pisze szef UIPN.  Wjatrowycz zaznacza też, że nowelizacja ustawy o IPN, która wprowadza penalizację kłamstwa wołyńskiego i umożliwia ściganie za propagowanie w Polsce banderyzmu, zmieniła warunki uzgodnień przedstawicieli prezydentów Polski i Ukrainy z grudnia ub. roku: Samo podpisanie przez prezydenta Dudę zmian w ustawie o IPN całkowicie zmieniło okoliczności negocjacji, które zostały uzgodnione jeszcze w grudniu.

Internauta Zefir: Widoczne, że ukraińska myśl przewodnia banderowca, gnidy Wjatrowycza liczyła na postęp w banderyzacji Polski, a tu taki afront z ustawy o IPN, taki szlaban ustawowy. Z tym banderowska gnida pogodzić się nie może, więc bzdury wymyśla, w tym upamiętnianie ukraińskich ludobójczych morderców z upamiętnianiem ich polskich ofiar zrównuje. Gnida wznowieniem prac ekshumacyjnych na Wołyniu Polaków szantażuje - to nawet do logiki pasuje: żaden morderca nie jest zainteresowany w obnażaniu swych zbrodni i dostarczaniem dowodów swego bestialstwa. Polskim ofiarom ukraińskiego naziszowinizmu i tak już nic nie pomoże, szczątki setek tysięcy tych ofiar od dziesięcioleci leżą w polskiej ziemi, dopóki trwa ich banderowska okupacja nic nie może się zmienić. Najważniejsze, że w Polsce pamięć o polskich ofiarach ukraińskiego bestialstwa i zwyrodnialstwa pozostanie.  

Internauta Sun Escobar: Zapomniał banderowiec, że to oni (ukraińcy) zamordowali Polskie dzieci i kobiety na Polskich Kresach, więc godny pochówek to podstawowy odruch człowieczeństwa. Co ma do godnego pochówku ustawa o IPN w Polsce? Chyba to, że teraz możemy o tym mówić, bo do tej pory była zmowa milczenia zarówno PO, SLD, jaki i PIS.” (https://kresy.pl/wydarzenia/wjatrowycz-brak-zgody-wznowienie-ekshumacji-wina-polski-ustawa-o-ipn-zmienila-warunki/; 17 lutego 2018).   

 

Ambasador Ukrainy Andrij Deszczyca: „Dzisiaj podczas tych rozmów próbowaliśmy wyjaśnić, co może badaczom grozić, jeżeli dojdzie do tego, że ta ustawa wejdzie w życie.  Rozumiem, że jeżeli jest zaprzeczenie np. działań ukraińskich nacjonalistów przeciwko Polakom… Ale co znaczy „ukraińscy nacjonaliści”? My się po prostu obawiamy, że ktoś może wykorzystywać, może interpretować tę ustawę w różny sposób. Po prostu może wykorzystywać ten tzw. banderyzm (sic!) w stosunku do ludzi, którzy w ogóle nie są (jego – przyp. red) zwolennikami. (…) No mogą być podważane z tego powodu, że ktoś może wykorzystywać w stosunku do wszystkich obywateli Ukrainy, np. nawet do tych obywateli, którzy nie są zwolennikami Bandery czy nacjonalizmów ukraińskich, ale mogą do nich mieć specjalny stosunek. Dlaczego jest wymieniany „ukraiński nacjonalizm”, dlaczego ktoś interpretuje to jako przejaw banderyzmu.” Pytany o kwestię wznowienia zablokowanych przez stronę ukraińską prac poszukiwawczo-ekshumacyjnych na Wołyniu Deszczyca oświadczył, że decyzji nie podejmuje sam wicepremier Rozenko, ale międzyresortowy zespół.

Internauta Jazmig: Jeżeli ukraiński badacz zaprzecza zbrodni wołyńskiej lub gloryfikuje Banderę, to nie ma po co przyjeżdżać do Polski. Pojęcie nacjonalista jest szersze od banderowca, bo np. w SS-Galizien byli nie tylko banderowcy, ale właśnie ukraińscy nacjonaliści. To im na pewno wyjaśniono, ale on rżnie głupa, chociaż być może, że on jest głupem i faktycznie nie rozumie tych słów.  

Internauta Zefir: J.E. Deszczyca głupa rżnie i idiotyzmem się wspiera, gdy durną minę robiąc pyta o utożsamianie ukraińskiego nacjonalizmu z banderyzmem. Poczytaj Deszczyco dzieło Dmytro Doncowa, ideologa OUN pt „Nacjonalizm”, zapoznaj się Deszczyco z uchwałą Krajowego Prowidu OUN z 1990 r, oraz z Dekalogiem OUN, by sobie odświeżyć wiedzę o nazinacjonalizmie ukraińskim. Jego cechy nie różnią się od nacjonalizmu-nazizmu NSDAP. Ukronacjonalizm również zdominowany jest przez hasła ”Nacja ponad wszystko”, ”Siła”, ”Przemoc”, ”Ekspansja”, ”Fanatyzm, bezwzględność i nienawiść”, ”Amoralność”. Wszyscy ukraińscy nacjonaliści niezależnie od tego w jakich formacjach działali podczas IIWŚ,np: UPA, 14 Dywizji Grenadierów Waffen SS, Ukraińskiej Policji Pomocniczej, Batalionach”Nachtigall”, czy ”Roland” czy batalionach zmotoryzowanej policji ukraińskiej, w pięciu ochotniczych Pułkach Policji SS, Legionie Ukraińskim, PuMa, Dywizji Von Stumpfeld, Brygadzie p.panc. „Wolna Ukraina”, Spadochronowej Gruppe B, Ukraińskiej Milicji, itd, itp, napędzani byli ideologią ukraińskiego skrajnego nacjonalizmu.” (https://kresy.pl/wydarzenia/ukrainski-ambasador-rozumiemy-dlaczego-polska-utozsamia-ukrainski-nacjonalizm-banderyzmem/; 17 lutego 2018).  

 

Piotr Czartoryski-Sziler na portalu www.wpolityce.pl zamieścił wywiad z wicemistrem Bartoszem Cichockim. Pyta: "Ostatnie spotkanie ministra Glińskiego z wicepremierem Rozenko nie dało oczekiwanego przełomu. Wciąż strona ukraińska podtrzymuje zakaz prowadzenia ekshumacji szczątków polskich ofiar wojen i konfliktów na swoim terytorium. Prezydent Duda oczekuje, że zostaną podjęte działania, które ten stan zmienią. MSZ je podejmie?”

Minister Bartosz Cichocki odpowiada: Proszę mi pozwolić zacząć rozmowę od złożenia hołdu pamięci bohaterów Niebiańskiej Sotni. Dziś przypada czwarta rocznica masakry na ul. Instytuckiej w Kijowie. Zginęli, bo marzyli o demokratycznej Ukrainie w Europie. Są także dla nas bohaterami, my także nosimy po nich żałobę. Wracając do pańskiego pytania: niewypełnienie przez premiera Rozenko mandatu uzgodnionego przez prezydentów Dudę i Poroszenko w Charkowie 13 grudnia ub.r. (przywódcy Polski i Ukrainy porozumieli się co do konieczności zniesienia zakazu poszukiwań i ekshumacji polskich ofiar konfliktów i represji na terytorium Ukrainy i zobowiązali wicepremierów do operacjonalizacji tej decyzji) obciąża relacje dwustronne, co podkreśliły w swoich oświadczeniach w piątek Kancelaria Prezydenta RP i we wtorek Kancelaria Prezesa Rady Ministrów (po spotkaniu premiera Morawieckiego z prezydentem Poroszenko w Monachium 17 bm.). Zakaz ekshumacji będzie te relacje obciążał, dopóki nie zostanie zniesiony. Jesteśmy zdeterminowani, żeby prowadzić rozmowy ze stroną ukraińską, by wspólnie osiągnąć ten cel. Nie do zaakceptowania jest dla nas sytuacja, w której bliscy ofiar konfliktów, represji, czy zbrodni po prawie 30 latach po upadku Związku Radzieckiego nie mogą zapalić świeczki na grobie swoich przodków. To nie jest jednak tylko kwestia polsko-ukraińska. Ukraina, odbierając rodzinom ofiar podstawowe prawo ich odnalezienia i godnego pochówku, staje bezpośrednio w konflikcie z wartościami europejskimi. Ministerstwo Spraw Zagranicznych z całą pewnością będzie kontynuować rozmowy z naszymi partnerami w Kijowie i oczekujemy bezwzględnego zdjęcia tego zakazu. Nie da się go niczym usprawiedliwić. Obawy strony ukraińskiej o następstwa nowelizacji ustawy o IPN, demontaż tego czy innego pomnika czy inne kwestie nie mogą być usprawiedliwieniem tego barbarzyńskiego zakazu. Piątkowe rozmowy premiera Glińskiego i premiera Rozenki były okazją dla strony ukraińskiej zadania pytań w tych sprawach, na co udzieliliśmy wyczerpującej odpowiedzi. /.../ Trudno szukać jakiegokolwiek porównania w relacjach państw nawet najbardziej sobie wrogich, by wdowy i sieroty nie mogły poszukiwać i godnie pochować swoich mężów i ojców. Ta sprawa jest bez precedensu. A przecież państwo ukraińskie deklaruje strategiczne partnerstwo z Polską i kurs na integrację europejską. Nie dopuszczam zatem myśli, by strona ukraińska wykorzystywała ustawę o IPN, legalny demontaż nielegalnego pomnika UPA w Hruszowicach czy zdarzające się ku naszemu najgłębszemu ubolewaniu przypadki dewastacji upamiętnień legalnych, by podważyć uzgodnienia prezydentów z Charkowa. /.../ Jeśli pan spojrzy na współpracę obronną, rozwojową, na nasze stanowisko w kwestiach nielegalnej aneksji Krymu czy agresji w Donbasie, także na forum UE i NATO, to Polska jest liderem inicjatyw proukraińskich i konsekwentnie wspiera Kijów. W wyniku decyzji kolejnych rządów RP obywatele Ukrainy w uproszczonym trybie uzyskują w Polsce zgody pobytowe, podejmują pracę, kształcą się itd. Świadomie zatem otworzyliśmy się na obywateli Ukrainy i dzisiaj w efekcie mamy już blisko dwumilionową społeczność ukraińską w Polsce, która rok rocznie przekazuje w różnej formie na Ukrainę kilka miliardów złotych. To są oczywiście pieniądze wypracowane przez obywateli Ukrainy, ale zapracowali je w Polsce dzięki temu, że ułatwiliśmy im dostęp do naszego rynku. Warto podnosić ten fakt, bo porównywalna pomoc nie płynie na Ukrainę z żadnego innego państwa. Fakt, że Ukraińcy coraz chętniej przyjeżdżają do nas podważa także zarzuty o dyskryminację czy kreowanie w Polsce negatywnego obrazu naszych sąsiadów. Nie ma zatem kryzysu w stosunkach polsko-ukraińskich. Ten dialog nie został przerwany w piątek, on będzie trwał i my na pewno tematu obowiązującego zakazu poszukiwania i ekshumacji na Ukrainie nie pozostawiamy, nie pogodzimy się z nim. Tym bardziej, że spotykamy się z przypadkami bardzo niepokojącymi po stronie ukraińskiej, kiedy na poziomie państwowym uderza się w dobre imię Polski. Wysocy urzędnicy państwa ukraińskiego w połowie września uczestniczyli w otwarciu upamiętnienia na Przełęczy Wereckiej, gdzie rzekomo 18 marca 1939 roku Korpus Ochrony Pogranicza rozstrzelał 600 członków Siczy Karpackiej. To upamiętnienie zbrodni „okupantów polskiego i węgierskiego”, które nie znajduje żadnego potwierdzenia w dokumentach czy relacjach. Zadajemy pytania również o zdarzające się przypadki gloryfikacji z udziałem państwowych urzędników ukraińskich formacji zbrojnych, kolaborujących z III Rzeszą. I znowu to nie jest tylko problem Polski w relacjach z Ukrainą. To jest sytuacja, która stawia Ukrainę w konfrontacji z cywilizowanym światem. My nie wybieramy stronie ukraińskiej historii i jej bohaterów. To wybór strony ukraińskiej dotyczący narracji o „polskiej okupacji” czy gloryfikacja UPA, w ramach której nie ma miejsca na prawdę o zbrodni wołyńskiej, stawia Ukrainę w sporze, którego my nie chcemy.” (https://wpolityce.pl/polityka/382472-nasz-wywiad-wiceminister-cichocki-nie-pozostawimy-tematu-zakazu-poszukiwania-i-ekshumacji-na-ukrainie-nie-pogodzimy-sie-z-nim ). Była to wypowiedź z 20 lutego 2018 roku.    

Odpowiedź  otrzymał trzy dni później. Z Kijowa Jarosław Junko pisze o wypowiedzi wicepremiera Rozenki:  „Apelowałbym do polskich urzędników, by przestali grać tymi sprawami i podjęli działania, co do których się umówiliśmy i otworzyli drogę do wspólnego rozwiązania kwestii wspólnych prac poszukiwawczych, następstwem których mogą być prace ekshumacyjne.  Nie wymagamy od Polski czegoś niezwykłego. Prosimy jedynie o taki sam stosunek do ukraińskich pomników, jaki jest na Ukrainie wobec polskich: szacunek bez względu na ich status”. Według wicepremiera 95 proc. polskich miejsc pamięci na Ukrainie powstało nielegalnie, co nie oznacza, że Ukraina nie ponosi za nie odpowiedzialności. Poinformował także, że Ukraina przekazała listę ośmiu ukraińskich upamiętnień, które znajdują się w Polsce, prosząc o odnowienie dwóch zdewastowanych. „Prosimy polską stronę, by niezależnie od statusu pomników (ukraińskich w Polsce – PAP) o zapewnienie ich ochrony i odbudowy w razie zniszczenia. /.../  Ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej należy zmienić. Jest nam wszystko jedno, czy nastąpi to poprzez decyzję Trybunału Konstytucyjnego, czy też inicjatywę władzy bądź opozycji, gdyż jest to wewnętrzna polska sprawa  -  mówił. - Piłka jest dziś po stronie naszych polskich partnerów i gdy tylko zostaną podjęte działania na rzecz rozwiązania podstawowych problemów, gdy dojdzie do zmiany ustawy o IPN i odnowienia zniszczonych ukraińskich pomników w Polsce oraz odwołania zakazu wjazdu dla przedstawicieli ukraińskich instytucji, przy dobrej woli strony polskiej można to wszystko załatwić” - oświadczył Rozenko. 

Internauta Kazimierz Michalek: „To skandal i przejaw buty potomków Bandery. W Polsce powinny być zlikwidowane WSZYSTKIE upamiętnienia związane z UPA i działaniami bandytów spod czerwono-czarnego znaku. A jeżeli Ukraińcy nie pozwolą na ekshumacje to trudno. Szczątki bestialsko pomordowanych przez ukraińskich siepaczy Polaków leżały w zapomnianych mogiłach dziesiątki lat, to niech jeszcze spoczywają tam jakiś czas, aż zmiękną władze w Kijowie. Bo przecież do tej pory poza Polską nie mieli żadnych sojuszników, którzy popieraliby ich na międzynarodowym forum. Teraz pozostaną sami. A myślę, że ci Polacy którzy leżą w byłej polskiej ziemi nie życzyliby sobie żadnego kompromisu z potomkami ich morderców.”

Nie pertraktować z banderowcami: „Ukraińcom pomyliły się miejsca pochówku z pomnikami ku czci banderowskich zbrodniarzy.”  

Internauta Gerald: „Zawsze ten bezczelny ton uzurpowanej symetrii: 1. my wam damy pochować po ludzku szczątki zmasakrowanych dzieci, starców i kobiet a wy nam postawicie pomniki, nie groby! pomniki!, naszym rzeźnikom z band UPA. 2. wy pozwolicie wjeżdżać do was wiatrowiczom, szeremetom i podobnym świszczypałom a my wtedy cofniemy zakazy wjazdu, które wprowadziliśmy na was jeszcze wcześniej. 3. wy zmienicie ustawę, dobrze, że nie uchylicie, łaskawcy, a my może się zastanowimy czy zmienić coś w naszej analogicznej ustawie o świetlanej i niepokalanej pamięci bandytów z UPA. To nie są ukraińskie groby, to są banderowskie pomniki! Siermiężny manipulatorku. I jeszcze ten bezczelny ton szantażu: u nas wszystkie upamiętnienia są nielegalne: to niszczcie gnoje groby, najpierw ich zaszlachtowaliście, a teraz możecie się jeszcze tylko znęcać nad samotnymi krzyżami. Kulturny naród, psia ich mać. Nasi rodacy leżą tam w dołach śmierci od 75 lat, mogą poleżeć i następne lata - niech im ziemia lekką będzie - wielkiej różnicy już im to nie sprawi.”    

Internauta BB: „Czyli w Polsce należy postawić pomniki pamięci rezunów i będą tam przyjeżdżać wspominać i wołać- herojam sława!!, tym co wypruwali polskim kobietom brzuchy. Pozwoli na to Duda?- napluć nam w twarz?”

Internauta Super: „Ukraińcy pozwolą na ekshumację ofiar UPA jeżeli Polska zapewni ochronę miejsc pamięci banderowców i morderców polskich ofiar. To jest chore i nie do przyjęcia. Czy oni uważają Polaków za niedorozwiniętych umysłowo ludzi?”

Internauta !: „na pewno pomników upowców niewolno stawiać !!! Natomiast Polska chce postawić groby, a nie pomniki - taka różnica”.  (https://wpolityce.pl/polityka/382917-co-z-ekshumacjami-na-ukrainie-wicepremier-ukrainy-moga-byc-wznowione-jesli-wladze-polski-zapewnia-ochrone-ukrainskich-miejsc-pamieci ; 23 lutego 2018).  

Tego samego dnia „swoje” dołożył ukraiński IPN z Wiatrowyczem na czele.   

„Spośród 323 polskich miejsc pamięci narodowej na Ukrainie 166 powstało bez wymaganych pozwoleń - oświadczył ukraiński Instytut Pamięci Narodowej w opublikowanym w piątek raporcie ze swej działalności w ubiegłym roku. Instytut sporządził listę pomników i znaków poświęconych historii narodu polskiego w XX wieku na terytorium Ukrainy. Lista zawiera informacje o 323 obiektach, z których 166 nie ma odpowiednich pozwoleń – czytamy. Ukraiński IPN podliczył także ukraińskie upamiętnienia na terytorium Polski. Według raportu jest ich 76. Prezentując dokument na konferencji prasowej w Kijowie, prezes IPN Ukrainy Wołodymyr Wiatrowycz ocenił, że w Polsce narastają nastroje antyukraińskie.” (23 lutego 2018

https://wpolityce.pl/polityka/383008-skandal-to-ma-byc-pojednanie-ukrainski-ipn-166-polskich-miejsc-pamieci-bez-wymaganych-pozwolen ). Natomiast Wiatrowycz razem z innymi politykami ukraińskimi  swoimi wypowiedziami nastroje antypolskie na Ukrainie łagodzą? 
Bożena Ratter pisze: „Dr Leon Popek wystąpił na Kongresie w Lublinie (22-23 czerwca) z referatem „Doły śmierci na Kresach - losy szczątków ofiar ludobójstwa OUN-UPA”. Polacy na Wołyniu w 1939 roku mieszkali w około 2500 miejscowościach , były to kolonie, chutory, wsie, miasteczka. W wyniku działania OUN UPA co najmniej 1500 miejscowości przestało istnieć, zostało spalonych, zniszczonych, nie ma śladu po nich. Na Wołyniu zginęło około 60 000 Polaków. Zaledwie 3000 z nich miało religijny pochówek na ziemi poświęconej, na cmentarzach, nie zawsze rzymskokatolickich, najczęściej bez udziału księży i w zagrożeniu życia uczestników pochówku. Większość ofiar była potraktowana jak padłe zwierzęta, zwłoki były masowo bezczeszczone, okaleczano ciała za życia ale i po śmierci. Były zakopywane bardzo często w stanie rozkładu w miejscach mordu ale też na cmentarzyskach dla zwierząt, po to, żeby jeszcze bardziej upokorzyć rodziny, ogólnie Polaków. Zwłoki zakopywano też w innych miejscach, bardzo często były palone wraz z zabudowaniami, wrzucane do rzek, do studni. Co znaczy w kulturze wschodu wrzucanie zwłok do studni? Studnia jest symbolem życia, jest świętością – wrzucanie zwłok oznacza, że te miejsca zostały na dziesiątki lat wyłączone z życia, żeby już nikt i nigdy nie napił się z tych studzien wody, żeby Polacy już tam nie mogli wrócić. Część zwłok nigdy nie została zakopana, była żerem dla dzikiego ptactwa i zwierząt. Uniemożliwiano rodzinom, sąsiadom (nawet ukraińskim) pochowanie ciał pod karą śmierci, naśmiewano się z bólu, z żalu rodzin. Dotykamy rzeczy podstawowej, najistotniejszej, to jest podstawy ludzkości - wbrew zwyczajowi nie opłakano zmarłych, nie pozwolono na wyrażenie bólu. Jeżeli już doszło do zakopania, pogrzebania, były liczne przypadki profanacji grobów, niszczenia upamiętnień, ścinania, wykopywania krzyży nawet, jeśli postawili je miejscowi sąsiedzi - Ukraińcy. Do dnia dzisiejszego nie udzielano informacji rodzinom gdzie są polskie doły śmierci. Od kilku lat widzimy, że miejscowi ludzie zaczynają się jeszcze bardziej bać, nie chcą udzielać informacji o miejscu zwłok sąsiadów. Starsze pokolenie wymarło i nie przekazało kolejnym pokoleniom gdzie leżą ich bliscy, nie tylko na Wołyniu. 1943 rok to Wołyń a potem kolejne województwa doświadczyły tego samego. Na naszych oczach odchodzą ostatni, nikt nie zadbał o to, żeby zebrać relacje, nagrać świadków, stworzyć mapę byłych polskich miejscowości. /.../ Miejsca śmierci Polaków to około 4000 miejscowości, w niektórych z nich jest od kilku do kilkudziesięciu dołów śmierci, ponieważ w wielu miejscowościach jest nim każdy dom ze spaloną rodziną czy każda studnia, to której wrzucono członków rodziny, żywych, okaleczonych bądź martwych. Nikt nie robił żadnych badań, nie mamy mapy miejscowości, obecnie na Ukrainie jest upamiętnionych około 180 miejsc gdzie mieszkali i ginęli Polacy, nie zawsze te skromne krzyże stawiane były na mogile, często pod lasem, na rozstaju dróg, bo nie było zgody, bo nikt nie wiedział gdzie są ciała. ¼ wszystkich upamiętnień jest zasługą starszych osób, o skromnych dochodach. Stawiane przez nie krzyże brzozowe już dzisiaj nie istnieją, napisy na tablicach są zamalowywane, przekłamywane (zamiast 300 ofiar 30). Tych miejscowości już nie ma, na nich są pola pokołchozowe, łąki, bagna. Jest możliwe odnalezienie części dołów śmierci, tylko kto ma je pokazać? W Ostrówkach na pomniku brakuje 12 tablic z 1050 nazwiskami, nie zgodzili się, przestraszyli się. 5 lat temu arcybiskup Mokrzycki zaproponował jako zadośćuczynienie ze strony cerkwi greckokatolickiej, aby w miejscu dołów śmierci odprawić msze św. żałobne i postawić skromne krzyże. Nie zostało spełnione to proste zadośćuczynienie, bo i nie ma poczucia winy i żalu wśród Ukraińców. Od 2-ch lat nie ma żadnych poszukiwań, ekshumacji, pochówków – obecnie IPN zabiega o to, ale od kwietnia 2017 strona ukraińska zablokowała możliwość poszukiwań i pochówków. Nie ma na świecie drugiego takiego państwa, które zabrania pochowania innych obywateli!” (Bożena Ratter: Nie opłakano zmarłych, nie pozwolono na wyrażenie bólu; w: http://wolyn.org/index.php/publikacje/1228-nie-oplakano-zmarlych-nie-pozwolono-na-wyrazenie-bolu ).

O „przyjaznych” nastrojach na Ukrainie dla Polaków mogli przekonać się oni już 25 lutego w Hucie Pieniackiej przy okazji uroczystości upamiętniających 74. rocznicę tragedii jej polskich mieszkańców, wymordowanych przez oddziały ukraińskiej dywizji SS-Galizien oraz UPA. W uroczystościach uczestniczyły rodziny zabitych, polscy mieszkańcy Ukrainy oraz przedstawiciele władz Polski, m.in. wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak i sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Adam Kwiatkowski, który odczytał list, wystosowany przez prezydenta Andrzeja Dudę. „Zbrodnia ludobójstwa popełniona tutaj przez ukraińskich żołnierzy i policjantów na służbie hitlerowskiej III Rzeszy niemieckiej oraz ukraińskich nacjonalistów, przyniosła zagładę około tysiąca ludzi, polskich mieszkańców Huty Pieniackiej oraz ukrywanych przez nich Żydów i uciekinierów z innych miejscowości Wołynia i Podola” - napisał prezydent. „- Pamięć o dokonanej tutaj rzezi niesie także zobowiązanie, by przyszłość opierać na solidnym fundamencie prawdy, nie zaś na fałszu, zapomnieniu, wyparciu. My, Polacy, chcemy dobrych relacji z Ukraińcami.” 

Uroczystości odbyły się przed krzyżem pamięci ofiar tragedii Huty Pieniackiej; kilkaset metrów dalej pod czerwono-czarnymi flagami zebrała się kilkudziesięcioosobowa demonstracja ukraińskich nacjonalistów. Podczas modlitwy ekumenicznej jej uczestnicy wykrzykiwali m.in.: "Bandera jest naszym bohaterem!", jednak ze względu na wzmożoną ochronę policji nie doszło do incydentów. „- Jesteśmy przeciwni temu, by Polska narzucała nam swoją wersję naszej historii i wskazywała, kogo możemy traktować jako naszych bohaterów, a kogo nie” - powiedział PAP Mychajło Hałuszczak z nacjonalistycznej partii Swoboda.

Małgorzata Gośniowska-Kola, prezes Stowarzyszenia Huta Pieniacka wiedziała: „Dziś przyjechaliśmy tutaj z modlitwą i to jest nasz główny cel. Są jednak osoby, którym nie podoba się nasz przyjazd. Widzieliśmy manifestację, flagi banderowskie, słyszeliśmy okrzyki. A Huta Pieniacka to przecież miejsce, gdzie zamordowano ponad tysiąc osób.”

Polscy goście uroczystości w Hucie Pieniackiej zwracali także uwagę na tablicę stojącą obok pomnika ofiar tragedii, na której po ukraińsku, po polsku i angielsku napisano, że za zbrodnię odpowiadają "niemieccy naziści", a we wsi działały "polskie bojówki". „Jest to kolejny element prowokacji, z którym spotkaliśmy się w tym miejscu. Nie może być to odebrane inaczej, jak prowokacja ze strony pewnych sił ukraińskich, które chcą na nowo pisać historię. Bez względu na to, ile by się takich tablic nie pojawiło, nic nie zmieni faktu, że 28 lutego 1944 roku mieszkańcy Huty Pieniackiej zostali wymordowani przez Ukraińców w służbie niemieckiej” - powiedział obecny na uroczystościach wiceprezes IPN Krzysztof Szwagrzyk. „Bolesnym jest także fakt, że witają nas tutaj flagi banderowskie. To chyba nie jest jeszcze czas, kiedy możemy mówić o pojednaniu. To jest jednak czas, kiedy możemy mówić, że państwo polskie spełni swój obowiązek wobec ofiar i jak nie dziś, to za 10 albo 50 lat zostaną odnalezione doły śmierci ze szczątkami Polaków mordowanych przez Niemców, Sowietów i Ukraińców” - dodał Szwagrzyk.” (Za: http://www.stefczyk.info/wiadomosci/swiat/upamietniono-ofiary-zbrodni-w-hucie-pieniackiej-zamordowano-tam-kilkuset-polakow,22573534068; 25.02.2018 ). Co by było, gdyby Polacy skorzystali z wzorów ukraińskich i przy pomnikach w Pawłokomie i Sahryniu ustawili tablice informujące o rzeczywistym przebiegu wydarzeń i ilości ofiar? 

Wkrótce po „gościnnym przyjęciu” przez Ukraińców polskich potomków ofiar na miejscu ich kaźni pojawiła się informacja: „Naftogaz i Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo podpisały kontrakt na pilne dostawy gazu, po tym jak Gazprom odmówił rozpoczęcia dostaw na Ukrainę. Wolumen dostaw to ponad 60 mln m sześc. Dostawy rozpoczęto w piątek 2 marca o 6 rano przez węzeł Hermanowice, który łączy polski system przesyłowy z ukraińskim. PGNiG przypomniał, że decyzja Gazpromu o zmniejszeniu dostaw gazu na Ukrainę nastąpiła dzień po wyroku Trybunału Arbitrażowego w Sztokholmie w sporze Naftogaz-Gazprom. W piątek władze w Kijowie wprowadziły ograniczenia zużycia gazu. Operator sieci gazociągów przesyłowych Ukrtransgaz przekazał, że sytuacja na głównym gazowym połączeniu z Rosją jest krytyczna. Zamiast przewidzianego kontraktem ciśnienia gazu na poziomie 60-65 atmosfer, około południa notowano 50 atmosfer. Ukrtransgaz ogłosił też, że w trybie pilnym poinformował Komisję Europejską o „nieodpowiedzialnym zachowaniu” Gazpromu w ostatnich dniach, które - według ukraińskiej spółki - wprowadziło poważne ryzyko dla zapewnienia stabilnego i bezpiecznego przesyłu gazu do odbiorców krajowych i europejskich. „Dzięki partnerom z Polski, kolejna próba Moskwy mająca na celu wykorzystanie gazu jako broni politycznej przeciwko Ukrainie nie powiodła się. Mam nadzieję, że UE i rządy odpowiednich państw członkowskich wezmą tę sytuację pod uwagę przed podjęciem ostatecznej decyzji w sprawie Nord Stream 2” - skomentował cytowany w komunikacie PGNiG dyrektor generalny Naftogazu Andriy Kobolyev. Prezes polskiej spółki Piotr Woźniak dodał, że solidarność energetyczna i dobra współpraca z krajami ościennymi „to nasz obowiązek”. Zwłaszcza teraz, gdy Ukraina nie otrzymuje dostaw z Rosji, a zapotrzebowanie na gaz ziemny do celów grzewczych wzrasta ze względu na ostrą zimę – podkreślił. Jak dodał, polska spółka jest gotowa zwiększyć wolumen dostaw lub przedłużyć termin obowiązywania umowy z Naftogazem, w zależności od potrzeb rynku ukraińskiego. Od rozpoczęcia dostaw w 2016 r. do końca 2017 r. PGNiG dostarczył na Ukrainę ponad 1 mld m. sześć gazu.” (https://wpolityce.pl/gospodarka/384153-pgnig-w-trybie-pilnym-zwiekszyl-dostawy-gazu-na-ukraine-solidarnosc-energetyczna-w-obliczu-naciskow-moskwy#komentarze; 2 marca 2018). O zapłacie za gaz nie ma ani słowa. 

 

Tego samego dnia pojawiła się informacja, że minister spraw zagranicznych Pawło Klimkin udaje się 3 marca  z wizytą „roboczą” do Polski, gdzie weźmie udział w uroczystościach upamiętniających ukraińskie ofiary Armii Krajowej we wsi Pawłokoma na Podkarpaciu. „W 1945 r. miejscowa polska samoobrona i oddziały Armii Krajowej (…) rozstrzelały tam 366 Ukraińców, w tym 157 kobiet i 59 dzieci do 14. roku życia. Takich wsi było wiele. Co więc mamy zrobić z Armią Krajową?” – pytał szef ukraińskiej dyplomacji. Prof. Andrzej Zapałowski to skomentował: „Trzeba pamiętać o tym, że tak naprawdę nie było tam ekshumacji. Wszelkie badania, które robili niezależni historycy mówią, że tych ofiar było maksymalnie 150, a kobiety i dzieci zostały ze wsi oddelegowane. Proszę zwrócić uwagę, że wieś liczyła ok. 1000 mieszkańców, a zginęło do 150 osób” – podkreślił historyk. „– Nikt nie mówi o tym, czym była ta wieś. Odwołam się w tej kwestii do dwóch rzeczy. Po pierwsze, w Pawłokomie przed wojną proboszczem był ks. Michał Huk, późniejszy proboszcz Iskani, którego trzech synów było oficerami UPA, a tuż po nim ks. Wasyl Szewczuk, który był kapelanem przemyskiego kurenia UPA, który osobiście brał udział w działaniach przeciwko polskim wsiom oraz w mordach na Polakach. Po drugie, już po pacyfikacji Pawłokomy ukraińscy publicyści mówią, że 41 mieszkańców tej wsi dalej działało w sotniach UPA w latach 1945-1947. To tylko pokazuje, czym była ta wieś. Nie mówi się także o tym, co było powodem akcji odwetowej. To nie była tego typu akcja, co w Hucie Pieniackiej, że ktoś przyszedł i wymordował 1000 osób. To była akcja odwetowa na określone rodziny. Odbywała się ona w ten sposób, że była komisja, która przyprowadzała ludzi i Polacy z tej wsi wskazywali, czy ktoś był związany z ukraińskim ruchem nacjonalistycznym czy nie był. Kto był, tego rozstrzeliwano, a nie brutalnie mordowano. Te fakty należy upubliczniać. Kiedy powstawał pomnik w Pawłokomie, była to kwestia polityczna i żadna racjonalność historyczna się nie przebijała w tej sprawie– powiedział prof. Zapałowski. Historyk odniósł się również do krytyki nowelizacji ustawy o IPN ministra Klimkina. „ Po pierwsze, zbrodnie nacjonalistów ukraińskich to fakt historyczny. Po drugie, minister Klimkin ma jakąś blokadę swoich jaźni, ponieważ Ukraińcy wprowadzili prawo (w kwietniu 2015 r. deputowani ukraińskiego parlamentu  – tuż po wizycie ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego w ukraińskim parlamencie – przyp. RIRM), które uznaje członków UPA za bojowników o wolność oraz pod groźbą kary zakazuje krytyki i negowania celowości ich walki. To, co robi strona ukraińska pokazuje, jak fałszywie podchodzili do relacji z Polską. Deklaratywność sojuszu polsko-ukraińskiego była tylko wtedy, kiedy jednostronnie mieli z tego korzyści, a Polacy ponosili koszty, czy to polityki historycznej czy gospodarczej. Należy pamiętać o tym, że Polska poniosła wielomiliardowe straty w handlu z Rosją kosztem politycznego wsparcia dla Ukrainy. Ukraińcy w ogóle o tym nie pamiętają. Nie pamiętają oni nawet o tym, iż Polska cały czas w wielu obszarach kredytowała gospodarkę ukraińską. To jest oburzające, bo jeżeli nawet dochodzi do jakiegoś zadrażnienia w stosunkach polsko-ukraińskich, to każda dyplomacja stara się to załatwiać w sposób niejawny, rozmawiając czy negocjując, a strona ukraińska w tej chwili gra medialnie – rozmawia z polskim rządem poprzez swoje media. Świadczy to tylko o tym, że jest to gra polityczna, a nie próba rzetelnego podejścia do polityki historycznej Polski i Ukrainy i rozmowy o trudnych tematach– powiedział prof. Zapałowski. (http://www.radiomaryja.pl/informacje/u-nas-prof-a-zapalowski-dzialanie-ukrainy-pokazuje-falszywie-podchodza-relacji-polska/; 2 marca 2018). 

 

Klimkin przyjechał na zachodnią Ukrainę i złożył kwiaty na Cmentarzu Orląt oraz znajdującym się obok cmentarzu żołnierzy Ukraińskiej Armii Galicyjskiej. Towarzyszyli mu przedstawiciele polskiej dyplomacji, m.in. konsul Marian Orlikowski z konsulatu RP we Lwowie - poinformowały lokalne media. Następnie, podczas konferencji prasowej na uniwersytecie Iwana Franki Klimkin oświadczył, że nikt nie powinien wskazywać Ukraińcom, jakich mają czcić bohaterów. To jest wyłącznie nasza sprawa – powiedział. Dzień wcześniej Klimkin opublikował artykuł na temat relacji ukraińsko-polskich, w którym ocenił, że nie ma powodów do pogorszenia stosunków między dwoma krajami a obecny spór między nimi na tle historycznym sztucznie rozpalili politycy i media. Minister ostro skrytykował uchwaloną niedawno nowelizację ustawy o polskim Instytucie Pamięci Narodowej, twierdząc, że jest ona przykładem „jednostronnego podejścia do historii”. Oświadczył także, że Ukraina nie odwróci się od swoich bohaterów, którzy - jak Stepan Bandera - walczyli o jej niepodległość. Dyplomata podkreślił, że Ukraina i Polska powinny kierować się w swoich relacjach przesłaniem Jana Pawła II o wzajemnym przebaczeniu i podkreślił, że na nieporozumieniach między dwoma narodami zawsze wygrywała Rosja. „Jestem gotów do otwartego dialogu z polskimi partnerami, jestem gotów wspólnie czcić z nimi pamięć naszych ofiar wszystkich narodowości, prosić o wybaczenie i przebaczać. Jestem gotów wziąć odpowiedzialność za to, by przywrócić naszym relacjom normalny, cywilizowany i europejski charakter. Niestety, na razie nie widzę takiej gotowości ze strony polskiej” - napisał Klimkin.

Znów cytuję wypowiedzi internautów, których zapewne nie czytają polscy politycy i dziennikarze.

Tyle.w.temacie: „My sobie sami Klimkin przyjaciół wybierzemy, a Świętym Janem Pawłem II proszę sobie gęby nie wycierać wybiórczo!”

Internauta Basia: „A lwy odsłonili czy nadal stoją zasłonięte w pudłach? Ten zakłamany Ukrainiec powinien nas przeprosić, a nie pouczać.”

Internauta BB: „To jest też "wyłącznie nasza sprawa jakie nasz sejm uchwala USTAWY"! /.../  Dlaczego towarzyszył mu polski urzędnik, to skandal. W Hucie Pieniackiej żadnego ukraińskiego nie było. Mam nadzieje, ze w Pawłokomie będzie tylko sam ze swoimi.”

Internauta Zimny: "...obecny spór między nimi na tle historycznym sztucznie rozpalili politycy i media." Nie k*&,  ja nie jestem politykiem. Wołynia nie zapomnę.

Internauta Aquar67: „Wokół polskiej delegacji przy grobach i pomniku pomordowanych Polaków, w miejscu unicestwionej Huty Pieniackiej stali za to zamaskowani UPAińscy łysole w kominiarkach (pewnie po to by dalej mogli bezkarnie przekraczać polską granicę szmuglując broń!) z czerwono-czarnymi banderowskimi szmatami, z obelżywymi hasłami na transparentach.” (Za: https://wpolityce.pl/polityka/384174-wazny-gest-szef-msz-ukrainy-zlozyl-kwiaty-na-cmentarzu-orlat-we-lwowie-klimkin-jestesmy-gotowi-do-rozmowy-z-polakami-jak-z-przyjaciolmi ).

A we Lwowie w tym czasie (4 marca) defiladowali ukraińscy faszyści.  

„Kilkaset osób przeszło w niedzielę ulicami Lwowa na zachodzie Ukrainy w marszu upamiętniającym rocznicę śmierci dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) Romana Szuchewycza. Akcja odbyła się pod antypolskimi hasłami - doniosły lokalne media. Marsz zwołała nacjonalistyczna partia Korpus Narodowy. „Nasza ziemia - nasi bohaterowie!”, „Pamiętaj cudzoziemcze, że gospodarzem jest tu Ukrainiec!” - wykrzykiwali jego uczestnicy. „Miasto Lwów nie dla polskich panów” - głosił napis na jednym z transparentów. 

Internauta „Taka prawda” zauważa: „dlatego widać jak ta nasza ustawa jest potrzebna, jeśli by jej nie było to kwestią czasu byłyby takie pochody ukraińców u nas...”  

Internauta „zuza”: „Przyjrzyjcie się tym młodym banderowskim mordom demonstrującym nienawiść wobec Polaków. Za chwile przyjmiecie ich na polskie uczelnie i będziecie kształcić na koszt polskiego podatnika.(Za: https://wpolityce.pl/swiat/384398-haniebny-marsz-przeciwko-polsce-ukrainscy-nacjonalisci-upamietnili-dowodce-upa-pokazujemy-ze-lwow-jest-miastem-banderowskim ).

  

Bartosz Cichocki odniósł się w na antenie Programu 1 Polskiego Radia do artykułu szefa MSZ Ukrainy Pawła Klimkina w „Rzeczpospolitej”.  Klimkin napisał, że jeśli Ukraińcy mają potępić Banderę, to Polacy powinni potępić Armię Krajową i Piłsudskiego „na którego rozkaz mordowano Ukraińców”. Zdaniem Cichockiego jest to przejaw „analfabetyzmu historycznego”, z którym trudno dyskutować. „Zrównywanie Bandery z Piłsudskim, zrównywanie UPA z AK, zrównywanie zbrodni wołyńskiej z walką Armii Krajowej na Wschodzie to jest ten rewizjonizm czy negacjonizm zbrodni wołyńskiej, który bardzo niepokoi.” – powiedział Cichocki. Zarzucił stronie ukraińskiej, że wbrew deklaracjom o gotowości poprawy stosunków dwukrotnie w ostatnim półroczu odrzuciła propozycję powołania komisji na wysokim szczeblu ds. historycznych, na której można byłoby omawiać sporne kwestie. „To jest właśnie ten rozdźwięk między głosem takiego niby rozsądku a rzeczywistością, gdzie strona ukraińska sabotuje i neguje propozycje współpracy z naszej strony. W ostatnich dniach symbolicznie można to opisać. Odcięty gaz z Rosji – natychmiast dostawy zwiększone ze strony polskiej, a w zamian mamy demonstrację pod flagami Stepana Bandery we Lwowie pod hasłem: „Lwów nie dla polskich panów”. No, to jest… Rzeczywistość wygląda tak, a słowa mogą sobie wyglądać dowolnie”. – skomentował Cichocki. (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/polityka/polski-wiceminister-zarzucil-szefowi-ukrainskiego-msz-analfabetyzm-historyczny/; 5 marca 2018). 

 

I kolejny „smaczek” banderowskiej propagandy.

„Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy zwróciło się do Polski z apelem o rozpoczęcie dialogu i rozwiązanie sporów historycznych. 7 marca na oficjalnej stronie internetowej tamtejszego resortu dyplomacji pojawiło się oświadczenie, w którym strona ukraińska zapewnia nas, iż Ukraina uważa Polskę za kraj przyjazny oraz dobrego sąsiada. Jest też wdzięczna za wsparcie udzielane jej przez polskich przyjaciół w walce z rosyjskim agresorem. MSZ oświadcza, że przestrzegając standardów demokratycznych i wolności słowa, władze w Kijowie są przeciwne nawoływaniu do przemocy i podsycaniu konfliktów między narodami. „Jednocześnie społeczeństwo ukraińskie jest głęboko zaniepokojone kontrowersyjnymi zmianami w polskim ustawodawstwie i manipulacyjną retoryką niektórych polskich polityków i urzędników. Część naszego społeczeństwa reaguje emocjonalnie na marsze nacjonalistyczne w Polsce z otwarcie antyukraińkimi sloganami”- czytamy w oświadczeniu. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy zauważa, że pozytywne sygnały w stosunkach między krajami już nastąpiły. Jako przykład podaje wspólną modlitwę w Pawłokomie. Kijów proponuje kontynuowanie tego kursu. „Zobowiązanie wobec niewinnych ofiar bratobójczych konfliktów wzywa nas do krytycznego, uczciwego i konstruktywnego dialogu, a nie do praktyki stałych wzajemnych oskarżeń. Powinniśmy dążyć do zrozumienia siebie nawzajem, nawet jeśli w czymś się nie zgadzamy” – głosi komentarz. „Niedawna wspólna modlitwa w Pawłokomie powinna stać się dobrym przykładem dla takiej samej wspólnej modlitwy w Sahryniu, Hucie Pieniackiej, Pawliwce  i wielu innych miejscach pamięci. Gotowi jesteśmy do kontynuacji dzieła wspólnego pojednania, jesteśmy przekonani, że oczekuje go przytłaczająca większość Ukraińców i Polaków!” – podkreśliło ukraińskie MSZ. „Gotowi jesteśmy iść naprzód i apelujemy do naszych polskich przyjaciół, by przyłączyli się do nas” – czytamy.”

Internauta Ula: „W Hucie Pieniackiej była prawie wspólna modlitwa, pod prawie takimi samymi flagami, na jednych przy czerwieni był biały kolor na drugich czarny. Lecz przecież czarny i biały to prawie to samo.” (Za: https://kresy24.pl/kijow-proponuje-warszawie-ugode/; 8 marca 2018). 

 

Zarząd Główny Związku Ukraińców w Polsce opublikował 8 marca br. oświadczenie ws. „rocznicy antyukraińskich akcji na Chełmszczyźnie”. 10 marca 1944 r. polska partyzantka z AK i Batalionów Chłopskich zlikwidowała w Sahryniu bazę ukraińskich nacjonalistów, gdzie w trakcie walk zginęli także cywile. Według przedstawicieli strony ukraińskiej, członków UPA tam nie było, a ataki na ukraińskie wsie na terenie dawnych powiatów hrubieszowskiego i tomaszowskiego miały charakter antyukraiński. „Według ustaleń historyków w wyniku akcji podziemia polskiego tylko w ciągu marca 1944 r. zniszczonych zostało kilkadziesiąt wsi. W trakcie pacyfikacji ginęła ukraińska ludność cywilna. Najwięcej ofiar zostało zabitych 10 marca 1944 r.” – czytamy w oświadczeniu Związku Ukraińców w Polsce. Jako przykład podają wieś Sahryń i jej kolonie, gdzie według strony ukraińskiej zginęło 606 mieszkańców, znanych z imienia i nazwiska, w tym co najmniej sześć osób narodowości polskiej, pomyłkowo wziętych za Ukraińców (według IPN, zginęło 150-300 cywilnych Ukraińców, a akcja miała charakter prewencyjny w związku ze spodziewanym atakiem UPA). Zaznaczono, że wśród ofiar było tam 227 kobiet i 151 dzieci. Wymieniono także ataki na takie wsie, jak Szychowice, Miętkie i Łaskowie, twierdząc, że „według ostatnich ustaleń z rąk polskich formacji zginęło wówczas co najmniej 1228 Ukraińców”. Ogółem w marcu i kwietniu we wschodniej Lubelszczyźnie zginęło co najmniej 2220 osób narodowości ukraińskiej, w tym 850 kobiet i 422 dzieci” – twierdzi ZuwP.  „Zarząd Główny Związku Ukraińców w Polsce ze zdziwieniem przyjmuje fakt, że wśród polskich polityków i instytucji, odpowiedzialnych za badanie zbrodni wojennych, nadal panuje milczenie na temat wydarzeń, które dotknęły obywateli polskich narodowości ukraińskiej. W przestrzeni publicznej wielokrotnie padają usprawiedliwienia dla zbrodni wojennych, np. określenie ww. działań przeciwko ukraińskiej ludności cywilnej jako „prewencyjnych akcji odwetowych” – twierdzą przedstawiciele Związku Ukraińców w Polsce. Zaznaczają, że dotychczasowe działania w tym względzie podejmowane przez IPN uważają, za niewystarczające i mało efektywne. „Dowodem na to jest kilkakrotne zawieszanie śledztwa w sprawie zbrodni we wsi Sahryń, lekceważenie zgłaszanego podczas posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych postulatu przeprowadzenia ekshumacji i pochówku szczątków ofiar pacyfikacji wsi, do dziś leżących poza terenem sahryńskiego cmentarza” – czytamy w oświadczeniu. Ukraińcy z Polski krytykują też brak odsłonięcia pomnika ukraińskich ofiar na cmentarzu w Sahryniu, uznając go za fakt „nie do przyjęcia”. Pomnik ten miał zostać odsłonięty w 2009 roku przez ówczesnych prezydentów Polski i Ukrainy, Lecha Kaczyńskiego i Wiktora Juszczenkę. Uroczystość została jednak odwołana, za co  według Ukraińców odpowiada strona polska. Pod nieodsłoniętym oficjalnie pomnikiem od tego czasu odbywają się uroczystości organizowane przez Ukraińców, w trakcie których dochodziło do wznoszenia banderowskich pozdrowień oraz negowania ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce  Wschodniej, w tym przez przedstawicieli Związku Ukraińców i państwa ukraińskiego. Teraz ZUwP wypomina przedstawicielom polskich władz, że nie biorą w tych uroczystościach udziału, jednocześnie skarżąc się, że „organizatorzy i uczestnicy byli natomiast w wyniku doniesień organizacji antyukraińskich przesłuchiwani przez Prokuraturę”. „Wobec powyższych faktów, zwracamy się do władz RP z apelem do udziału w uroczystościach ku czci ofiar w 74. rocznicę zbrodni wojennych, których ofiarą padli obywatele Polski narodowości ukraińskiej. W rocznicę tych tragicznych wydarzeń ponawiamy prośbę o podjęcie dialogu z organizacjami mniejszości ukraińskiej z Polski w kwestii upamiętnienia ofiar zbrodni wojennych, akcji pacyfikacyjnych i represji komunistycznych w latach 1944–1947” – pisze Związek Ukraińców w Polsce. „Jednocześnie zwracamy się z apelem do społeczeństwa polskiego o solidarność z naszą społecznością oraz potępienie tendencyjnych publikacji i działań usprawiedliwiających masowe zbrodnie na cywilnej ludności ukraińskiej oraz przypadków profanowania i blokowania odnowienia grobów i upamiętnień ukraińskich na terenie Rzeczypospolitej.”

Oświadczenie Związku Ukraińców w Polsce było szeroko opisywane przez ukraińskie media, które zaznaczały, często w tytułach – jak np. duże agencje informacyjne Unian czy Ukrinform, że według polskich Ukraińców, „Polska zamilcza zbrodnie Armii Krajowej”.

Internauta uvara: „Poczytajcie tylko co wypisuje pro-rządowy UNIAN… to nie jest jakaś pół-oficjalna strona informacyjna prowadzona przez kilku bandero-oszołomów tylko ukraińska agencja prasowa. Pierwsze 3 akapity poświęcone brutalnym mordom AK na ludności cywilnej w liczbie około 1000 osób, a potem oczywiście jakaś mglista wzmianka o „wzajemnej tragedii” między naszymi narodami.. ani słowa, co doprowadziło do akcji AK i jaka była skala zbrodni po stronie UPA! To już jest oficjalne pranie mózgu narodu ukraińskiego przez obecne władze! Autorem tych wypocin jest nie kto inny jak MSZ Ukrainy, rodowity Ukrainiec z dziada pradziada… Pavlo Klimkin.” (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/ukrainskie-media-zwiazek-ukraincow-krytykuje-polske-za-zamilczanie-zbrodni-ak/; 10 marca 2018). 

O złamaniu przez stronę ukraińską zawartego ze stroną polską porozumienia ws. budowy pomnika w Sahryniu nie wspomniano. A dotyczy on chociażby sprawy nie wymieniania sprawców zabójstw, czego skrupulatnie przestrzega Ukraina odnośnie pomników polskich ofiar stojących na terenie obecnej Ukrainy. Tymczasem Ukraińcy w Sahryniu wyryli na pomniku: „Ubici przez AK”. W walkach w Sahryniu brały udział także oddziały Batalionów Chłopskich, ich jednak nie wymienili. Ciekawe dlaczego? Na Ukrainie na polskich pomnikach nie może być nawet napisu „Zamordowani”, a tym bardziej wymieniania sprawców z UPA. Ponadto w Sahryniu Ukraińcy dopisali „z sufitu” kilkadziesiąt nazwisk ofiar i kilkanaście miejscowości, poza już ustalonymi z IPN.   

 

Tymczasem rząd Polski jest bardzo wrażliwy... na uczucia ukraińskich faszystów. 

Jak podały media, wbrew planom polskiego rządu w tym roku nie dojdzie do generalnego remontu Cmentarza Orląt Lwowskich. Mimo tego, że w środki na ten cel zostały zabezpieczone w budżecie, a koncepcja przebudowy została zatwierdzona. Według RMF FM, powodem takiej sytuacji są napięte relacje polsko-ukraińskie, która rzutuje na wzajemne kontakty. Z tego względu strona polska, nie chcąc dodatkowo drażnić Ukrainy, zdecydowała się nie występować o zgodę na przebudowę. Ograniczono się jedynie do „remontu kosmetycznego”, czyli uzupełnienia odpadających tynków i malowania, do czego potrzebna jest zgoda tylko miejskiego konserwatora. Pierwotnie, w ramach poważniejszych prac, murowane elementy miały być wymieniane na lity, jasny kamień. Na to jednak musiałby wyrazić zgodę specjalny, międzyresortowy zespół. RMF FM nieoficjalnie dowiedziało się, że obecnie strona polska nie chce otwierać pola do kolejnego potencjalnego konfliktu z Ukrainą. Na czele Państwowej Międzyresortowej Komisji do spraw Upamiętnień Ofiar Wojen i Represji stoi Światosław Szeremeta, neobanderowiec, znany z wielu kontrowersyjnych działań wypowiedzi. To właśnie on, obok szefa UIPN Wołodymyra Wjatrowycza, odpowiada za wstrzymanie polskich prac poszukiwawczo-ekshumacyjnych na Ukrainie.

Kilka dni temu w sieci pojawiły się zdjęcia uszkodzonych drewnianych pudeł, w którym Ukraińcy ukryli lwy z Cmentarza Orląt. Zdjęcia zamieścił neobanderowski działacz i współpracownik Szeremety, Ostap Kozak. W latach 90. XX wieku był on szefem UNA-UNSO we Lwowie, odpowiedzialnym m.in. za palenie polskich flag, a potem radnym Lwowa. W reakcji na to Szeremeta napisał, że lwy powinny zostać wyniesione poza teren Cmentarza Łyczakowskiego: Lwy, które były symbolem polskiej okupacji, powinny opuścić cmentarz łyczakowski. Decyzje Lwowskiej Rady Miejskiej jasno wskazują, że nie mogą tam stać. Jest to rażące naruszenie ukraińskiego prawa. Ci, którzy je tam ustawili, powinni je zabrać.” 

W 2017 roku, w ramach programu „Dziedzictwo Kulturowe – Ochrona dziedzictwa kulturowego za granicą”, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznało 320 tys. zł na prace restauratorskie na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie (etap X). Ponadto, MKiDN przyznało w ramach programu „Miejsca Pamięci Narodowej za Granicą” 331,5 tys. zł na renowację kwatery powstańców listopadowych (tzw. „Żelaznej Kompanii”) oraz 279 tys. zł na renowację wybranych pomników nagrobnych prezydentów Lwowa na Cmentarzu Łyczakowskim. Łącznie, resort ten wyasygnował na prace na tym cmentarzu 930 tys. zł.

Internauta Wolyn1943: „BRAWO !!! Pięknie czcicie 100-lecie Obrony Lwowa… Całe szczęście, że nie żyjemy w 1918 r. Z takimi politykami Polska niepodległości by nie odzyskała! No, to żeśmy wstali z kolan…  „strona polska, nie chcąc dodatkowo drażnić Ukrainy” – czy tylko mnie opadły ręce na to polskie tchórzostwo? Ukraina nie boi się żądać (!) pomników dla upowskich ludobójców, a Polska boi się wyremontować cmentarz-pomnik polskich dzieci, które nie bały się oddać życia dla Polski w równorzędnej walce o Lwów? Gdyby choć wystąpili o tę zgodę i jej nie dostali, ale oni poddali się bez walki! Jurek Bitschan i Antoś Petrykiewicz w grobach się przewracają! I jeszcze jedno: co to za „koncepcja przebudowy” Cmentarza Obrońców Lwowa, która została zatwierdzona? Czyżby w ramach „przebudowy” miano usunąć Pomnik chwały, a może Lwy albo płytę Pięciu Nieznanych z Persenkówki? A może usuną katakumby, bo to zapewne przejaw polskiego triumfalizmu i imperializmu? Co tym razem władza zamiata pod dywan? Należy żądać upublicznienia owej „koncepcji przebudowy”, aby za rok czy dwa nie okazało się, że sami Polacy, według własnej koncepcji stosownie do ukraińskiej „wrażliwości” zmodyfikowali Cmentarz Obrońców Lwowa.” (za: https://kresy.pl/wydarzenia/rmf-nie-bedzie-generalnego-remontu-cmentarza-orlat-lwowskich-rzad-nie-chce-kolejnego-konfliktu-z-ukraina/; 13 marca 2018).  

Czy pomniki UPA w Polsce nie są symbolem ukraińskiego okrutnego ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej i służą gloryfikowaniu banderyzmu, co jest niezgodne z polskim prawem?  Ależ nie, bo zdaniem Ukraińców dwa plus dwa to się równa rower.  A przecież Cmentarz Obrońców Lwowa jest cmentarzem wojennym objętym zapisami konwencji genewskiej i Ukraina nie ma prawa  „modyfikować” jago wyglądu.

 

Tymczasem Ukraińcy robią co potrafią, aby „nie drażnić Polski”. 

„W Sahryniu na Lubelszczyźnie odbyły się uroczystości upamiętniające Ukraińców, którzy zginęli 10 marca 1944 roku podczas akcji AK i BCh przeciwko UPA i mieszkańcom wsi wspierających ich działania. W Sahryniu znajdowała się baza ukraińskich nacjonalistów. W skład oficjalnej delegacji ukraińskiej z Wołynia, której przewodził Ołeksandr Pyrożyk, wiceszef wołyńskiej, neobanderowskiej Swobody, a zarazem pierwszy zastępca przewodniczącego wołyńskiej rady obwodowej, wchodzili przedstawiciele tej rady, obwodowej administracji państwowej i różnych organizacji. Między innymi Bractwa Weteranów OUN – UPA im. Kłyma Sawura, a także Ukraińskiego IPN. Podczas oficjalnej przemowy w trakcie uroczystości w Sahryniu, Pyrożyk mówił, że  ostatnie wydarzenia w Polsce i oświadczenia strony polskiej „zmuszają nas [Ukraińców – red.] do powrotu do głębi pamięci i do tego, by wreszcie zrozumieć karty [historii], które przez długi czas były zamilczane przez sowiecką, moskiewską oficjalną historię, ideologię i historiografię”.W Lublinie Ukraińcy powiedzieli Polakom, dlaczego dla nas Bandera był, jest i będzie bohaterem narodowym. Bo on swoje życie oddał za ideę państwa ukraińskiego” powiedział, dodając, że Polacy i Ukraińcy nie mogą mieć tych samych bohaterów. Dodał, że „to tak samo”, jak w przypadku Józefa Piłsudskiego, którego Polacy uważają za bohatera. Podkreślił, że Piłsudski zrozumiał, kim są bohaterowie narodowi „i wypowiedział słowa, że bez silnego ukraińskiego państwa, nie będzie silnej Polski”, więc Ukraina ma prawo do własnych bohaterów. Szczególnie tych, którzy ginęli za swój kraj. „Dlatego dopiero wówczas, gdy pewni nieodlegli politycy po obu stronach granicy zrozumieją to, że dla Ukraińców Bandera i Ukraińska Powstańcza Armia są bohaterami, a dla Polaków inni, osiągniemy zrozumienie i wspólną przyszłość” powiedział Pyrożyk, kończąc przemowę banderowskim „Sława Ukraijini”, na co część zgromadzonych gromko odpowiedziała „Herojam Sława”. Wcześniej wiceszef wołyńskiej rady obwodowej wyraził nadzieję, że dojdzie do oficjalnego odsłonięcia pomnika Ukraińców zabitych w Sahryniu. Obecni na uroczystości ambasador Ukrainy Andrij Deszczyca, konsul generalny Wasyl Pawluk i wiceszef MSZ Ukrainy Wasyl Bodnar zapewniali, że będą podejmować w tym celu maksymalne wysiłki. Po wystąpieniu Pyrożyka, obecny na miejscu Polak wezwał policję. Tłumaczył, że podczas uroczystości doszło do propagowania banderyzmu. Polak, który wezwał policję tłumaczył neobanderowcom, że w związku z nowelizacją ustawy o IPN w Polsce nie można gloryfikować ideologii ukraińskiego nacjonalizmu, co „swobodowcy” odbierali z krytycznym niezrozumieniem. Przybyli na miejsce policjanci spisali dane polityka „Swobody”, który oświadczył, że nie wypiera się swoich słów, ale uważa, że należy ich jeszcze raz posłuchać, skoro zostały nagrane. „Piłsudski jest narodowym bohaterem dla Polaków, państwa polskiego, a dla Bandera jest narodowym bohaterem dla państwa ukraińskiego” – mówił Pyrożyk. „Ja tu mówiłem otwarcie, publicznie, radzę sobie z tym. Odpowiadam za każde swoje słowo” – zaznaczył. Inni członkowie ukraińskiej delegacji twierdzili, że nic nie zakazuje im mówienia publicznie takich rzeczy. Z kolei część zebranych na miejscu Ukraińców akcentowała, że w Sahryniu mordowali Polacy. Tłumaczenia, że była to tzw. akcja odwetowa związana ze zbrodniczą działalnością UPA, spotkały się z krytyką ze strony ukraińskiej. Według oficjalnej relacji na portalu Swobody, była to „prowokacja” ze strony Polaków. Z kolei powiązany ze Swobodą portal vgolos.com.ua pisał, że policję wezwał „polski szowinista”. „Pokazywał palcem na mój znaczek „Swobody” i mówił, że jestem banderowcem. Tak, to Swoboda, a ja jestem banderowcem i jestem z tego dumny” mówił temu portalowi Pyrożyk. Portal vgolos pisał też, że uroczystości w Sahryniu miały na celu uczczenie pamięci „Ukraińców zaatakowanych przez polskich okupantów”.

Szef MSZ Ukrainy Klimkin  w artykule „Ukraina-Polska: pamiętajmy o woli Kaczyńskiego” stwierdził, że atak na Sahryń nie miał podstaw z militarnego punktu widzenia, „stąd, celem akcji pacyfikacyjnej było jedno – czystka etniczna i fizyczne zniszczenie ukraińskiej ludności”. Klimkin zarzuca przy tym polskim władzom manipulowanie historią: Te fakty nijak nie pasują jednak do nowej koncepcji historycznej polskich polityków rządzących, zgodnie z którą UPA ogłasza się organizacją zbrodniczą, a Armia Krajowa pozostaje czysta i niepokalana. Rzeczywistość zaprzecza takiemu podejściu. Niestety, zbrodniarze wojenni byli po obu stronach, a ofiarami masowych mordów byli zarówno Polacy, jak i Ukraińcy. Nie ma niczego prostszego i bardziej logicznego, niż uznanie tych oczywistych faktów, pogodzenie się z tym, że wzajemne rzezie z lat 40-tych są naszą ogromną, wspólną tragedią”pisał Klimkin.

Ukraińska ambasada pisała na swoim profilu Facebookowym, że uroczystości były poświęcone „Ukraińcom, którzy zginęli jako męczennicy za przynależność do narodowości ukraińskiej”. Wieczna pamięć wszystkim niewinnym ofiarom bratobójczego konfliktu ukraińsko-polskiego podczas II wojny światowej! Cześć Ich Pamięci!” – napisali przedstawiciele ukraińskiej ambasady. Podczas uroczystości w Sahryniu odczytano też list prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki, w którym napisał o ukraińskich ofiarach akcji sprzed 74 lat, że „jedyną podstawą wyroku śmierci była ich przynależność do narodu ukraińskiego”. Zaznaczył też, że nie można zbijać na tragedii kapitału politycznego: „Jednocześnie nie zapominamy i o bolesnych stronach naszych relacji. Natomiast mierzyć się nawzajem przelaną krwią i zdobywać na tragedii dywidendy polityczne – to droga donikąd.” Poroszenko wyraził też nadzieję, że pomnik Ukraińców w Sahryniu zostanie niebawem oficjalnie odsłonięty przez prezydentów Polski i Ukrainy. Jestem do tego gotów” – oświadczył Poroszenko. (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/ukrainski-polityk-neobanderowskiej-swobody-wychwalal-bandere-i-upa-w-sahryniu-wezwano-policje-video/; 13 marca 2018).  

 

„Prokuratura Rejonowa w Hrubieszowie będzie sprawdzać, czy podczas ukraińskich uroczystości w Sahryniu nie doszło do publicznego propagowania faszystowskiego ustroju lub do nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych. Polityk neobanderowskiej „Swobody” wychwalał tam UPA i Stepana Banderę. „Będziemy sprawdzać, czy podczas uroczystości nie doszło do publicznego propagowania faszystowskiego ustroju lub do nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych” powiedział Artur Kubik, szef Prokuratury Rejonowej w Hrubieszowie, w rozmowie z „Kroniką Tygodnia”. Według relacji Wiesława Huka ze Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu z siedzibą w Zamościu dla „Kroniki Tygodnia”, w uroczystościach zorganizowanych przez środowiska ukraińskie w Sahryniu wzięło udział ponad 100 osób. Sama uroczystość przebiegła godnie, z powagą i spokojnie, choć każde wystąpienie kończyło się banderowskim zawołaniem „Sława Ukrainie!”, na co zgromadzeni odpowiadali „Herojam sława!” – informuje Huk. „I gdy już się wydawało, że Ukraińcy przyjechali do Sahrynia po to, żeby się pomodlić za ofiary, jeden z uczestników ubrany w wyszywankę w banderowskich barwach z wpiętym w klapę marynarki znaczkiem nacjonalistycznej partii Svoboda, wygłosił przemówienie wysławiające UPA, Banderę i Szuchewycza. Powiedział, że Bandera zawsze będzie bohaterem narodowym Ukrainy takim samym, jak Piłsudski dla Polaków.”  Huk uważa, że na cmentarzu w Sahryniu doszło do gloryfikowania na terenie Polski nazistowskiej ideologii banderowskiej, co w świetle znowelizowanej ustawy o IPN jest czynem prawnie zabronionym. Na wniosek działacza zamojskiego stowarzyszenia zabezpieczająca uroczystości policja wykonała na miejscu czynności przewidziane prawem.

„Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby na terenie Polski wysławiać Banderę, Szuchewycza i innych zbrodniarzy” – powiedziała z kolei Janina Kalinowska, przewodnicząca zamojskiego Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu. (https://kresy.pl/wydarzenia/prokuratura-sprawdza-czy-w-sahryniu-propagowano-ustroj-faszystowski-i-wzywano-do-nienawisci/ ; 13 marca 2018). 

 

W rozmowie z portalem Kresy.pl prof. Włodzimierz Osadczy stwierdził: „Wkraczamy w tej chwili w cywilizowany obszar relacji polsko-ukraińskich. Daj Boże, żeby znowelizowana ustawa o IPN, która już zaczęła funkcjonować, działała dalej. Żeby wysiłki sił zła, które w sposób bardzo zdeterminowany ją atakują, nie odniosły skutku, byśmy mogli w sposób cywilizowany i godny realizować współpracę polsko-ukraińską. Między innymi w kwestiach dotyczących pamięci i polityki pamięci. Widzimy w tej chwili, jakie jest parcie ze strony ukraińskiej, żeby zalegalizować i odnowić tzw. pomniki UPA, które powstały w Polsce w sposób nielegalny i które nie powinny znajdować się na naszym terytorium. Ta presja jest bezwzględna i nieuwzględniająca okoliczności, które należałoby brać pod uwagę. Mamy do czynienia z wielką determinacją”. Jego zdaniem, polski rząd zachowuje się w tej sprawie niejako jak starszy, bardziej wyrozumiały brat, który pobłażliwie przymyka oczu i nie chce zadrażniać sytuacji. A ta sytuacja jest w tej chwili chora. Jeżeli ich się nie rozstrzygnie w prosty sposób, to będą powracać ze zdwojoną siłą. Trzeba je zamknąć. Polska polityka jest tu, niestety, bardzo nieudolna. Obecny głęboki impas, w którym znalazły się relacje polsko-ukraińskie, jest winą tylko i wyłącznie strony polskiej. Dlatego, że od strony ukraińskiej nie oczekiwało się zbyt wiele, natomiast strona polska musiała i musi dbać zarówno o pochówki ofiar ludobójstwa, jak i o to, co stanowi część spuścizny narodowej, kulturowej i religijnej na Kresach. Strona polska nigdy za bardzo się o to nie troszczyła i nie dbała o to – zawsze szła na połowiczne rozwiązania.” Historyk zaznacza, że „okaleczenie Cmentarza Orląt Lwowskich to nie tylko pozbawienie go integralnych części architektonicznych i rzeźbiarskich w postaci lwów”. „Wystarczy przeczytać ocenzurowane inskrypcje, chociażby w krużgankach, gdzie wypisane są nazwiska bohaterów obrony Lwowa. Zobaczymy, ze przy każdym nazwisku ocenzurowano skrót dotyczący Krzyża Obrony Lwowa. To wszystko są rzeczy znane i świadczące o chorych relacjach. Dopóki strona polska nie będzie chciała tych relacji uzdrowić poprzez prawdę, bo innej drogi nie ma, to będzie tylko gorzej.” (https://kresy.pl/wydarzenia/prof-osadczy-mamy-do-czynienia-z-bezwzgledna-presja-ze-strony-ukrainy-nasze-relacje-sa-chore/ 13 marca 2018 ).

 

„W sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie odbyła się promocja wywiadu-rzeki pt. "Dialog leczy rany", autorstwa greckokatolickiego hierarchy Światosława Szewczuka z Ukrainy, używającego tytułu arcybiskupa większego Kijowa i Halicza. Wstęp do tej publikacji napisał ks. kard. Stanisław Dziwisz. Spotkanie zorganizowała Katolicka Agencja Informacyjna. Na sali obok autora zasiedli między innymi ks. kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski, i biskup Artur Miziński z Lublina, sekretarz generalny episkopatu, oraz prezydent Bronisław Komorowski, ambasador Andrij Deszczycia i Piotr Tyma, szef Związku Ukraińców w Polsce. Przedstawicieli rodzin ofiar UPA jednak nie zaproszono, chociaż, jak wcześniej zapowiedziano, miano poruszyć sprawy ich dotyczące. /.../ Poza ustawicznym odmienianiem słów "dialog" i "pojednanie" przez wszystkie przypadki zabrakło konkretów, które odnosiłyby się do nabrzmiałych relacji tak pomiędzy Polską a Ukrainą, jak i pomiędzy Cerkwią greckokatolicką a Kościołem rzymskokatolickim na Ukrainie. Arcybiskup Szewczuk, nawiasem mówiąc, świetnie władający językiem polskim, uchylił się od odpowiedzi na pytanie o stosunek Cerkwi do postaci Stepana Bandery i ideologii banderowskiej, zasłaniając się brakiem odpowiedniej wiedzy. Było to bardzo nieszczere, bo przecież podwładni mu biskupi i księża od lat biorą czynny udział w gloryfikacji nacjonalistów ukraińskich, święcą pomniki i epitafia tak samego Bandery, jak i członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz SS Galizien. I jakoś "brak wiedzy" im w tym nie przeszkadza. Arcybiskup pytany z kolei o "mapę drogową" rozwoju relacji polsko-ukraińskich nie wspomniał ani słowem, jak i kardynał Nycz, o przypadającej w tym roku 75. rocznicy apogeum ludobójstwa Polaków na Kresach Wschodnich. /.../

Gość z Kijowa i metropolita warszawski oraz organizatorzy spotkania nie odnieśli się też do faktu, że obecnie na Ukrainie jest zakaz ekshumacji polskich ofiar, a prawie 85% Polaków pomordowanych przez UPA i SS Galizien nadal nie ma swoich grobów. Jak widać wspomniana deklaracja pozostała tylko na papierze. Szczególnie dotyczy to zawartego w niej następującego zdania: Widzimy też potrzebę godnego upamiętnienia ofiar w miejscach ich śmierci i największego cierpienia. Prawdziwego pojednania i przebaczenia jeszcze nie udało się zbudować na fałszu i przemilczeniach. Szkoda, że greckokatolicki arcybiskup Światosław Szewczuk zmarnował kolejną okazje.” (Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Bez prawdy i empatii do ofiar Cerkiew nie uleczy ran; w: http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/isakowicz-zaleski/blogi/news-bez-prawdy-i-empatii-do-ofiar-cerkiew-nie-uleczy-ran,nId,2557562#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox; 15 marca 2018) 

 

A Światosław Szeremeta z uporem twierdzi, że dwa plus dwa to się równa rower. Na pytanie: „Jest pan jedyną osobą, której Polska po słowach Witolda Waszczykowskiego w praktyce zakazała wjazdu. Czuje się pan naczelnym polonofobem Ukrainy?”, odpowiada:Dziwi mnie to. Nieoficjalnie wiem, że ta sytuacja wynikła z mojego stanowiska, by przy upamiętnianiu ofiar postępować zgodnie z prawem ukraińskim. Z tymi bzdurami, które opowiadał minister Witold Waszczykowski, wiceminister Bartosz Cichocki i rzecznik MSZ, zamierzam pójść do sądu. Co prawda nie wymieniali oni mojego nazwiska, ale mówili o urzędnikach, którzy chodzą w esesmańskich mundurach. Nigdy takiego nie założyłem. Nigdy nawet nie byłem rekonstruktorem historycznym. Zajmuję się poszukiwaniem i pochówkiem żołnierzy różnych armii, w tym armii niemieckiej. Premier Mateusz Morawiecki składał kwiaty na mogile żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej. On też propaguje nazizm? Czemu Morawiecki może składać kwiaty na grobach żołnierzy, którzy kolaborowali z III Rzeszą, a ja nie mam prawa złożyć kwiatów na grobach Ukraińców, którzy służyli w dywizji Hałyczyna  i których ekshumowaliśmy i pochowaliśmy ponownie zgodnie z chrześcijańskim obyczajem? Podobnie zresztą jak żołnierzy innych armii i narodowości.”

Polscy redaktorzy nie informują go, że Brygada Świętokrzyska nie wyrżnęła kilku wiosek ukraińskich, a SS Galizien- Hałyczyna wymordowała ludność polską w kilku wioskach, w tym w Hucie Pieniackiej. Nie była formowana przez Niemców, nie miała dowódców niemieckich  i nie walczyła po stronie niemieckiej, jak dywizja Hałyczyna.   

Na pytanie: „Dlaczego zablokował pan ekshumacje w Kostiuchnówce?”, odpowiada: „Było wspólne oświadczenie moje i INP, że po wydarzeniach w Hruszowicach wprowadzamy moratorium na wspólne przedsięwzięcia, dopóki nie poznamy perspektywy odbudowy zrujnowanych ukraińskich pomników w Polsce. Uważam, że mamy do czynienia z Europejczykami i chrześcijanami, którzy rozumieją, że niszczenie pomników na cmentarzach nie jest zachowaniem europejskim, chrześcijańskim ani partnerskim. Ogłosiliśmy też moratorium na legalizację polskich pomników na terenie Ukrainy, a jest ich trzy-, czterokrotnie więcej niż ukraińskich w Polsce. Piłka jest po stronie Polski.”

Ale Polska nie ma do „czynienia z Europejczykami i chrześcijanami” po stronie ukraińskiej. Okazało się, że pomnik ludobójców z UPA w Hruszowicach był nielegalnie postawiony na kilkunastu grobach polskich i nie było pod nim grobów ukraińskich. Takie jest ukraińskie „zachowanie europejskie, chrześcijańskie i partnerskie”. I głównie nie chodzi o Kostiuchnówkę, ale zakaz ekshumacji i godnego pochowania około dwustu tysięcy pomordowanej w okrutny sposób przez OUN-UPA  i SS Galizien-Hałyczyna cywilnej, bezbronnej ludności polskiej, której kości leżą w nieoznakowanych dołach i studniach w ponad czterech tysięcy miejscowościach na terenie obecnej Ukrainy. Polscy dziennikarze o to nie pytają Szeremetę, a to on tych ekshumacji zabronił - „po europejsku, chrześcijańsku i partnersku” w rozumieniu banderowskim.  

W końcu padają z ich strony rzeczowe słowa: „Strona polska ma precyzyjne stanowisko: godzimy się na pomniki na grobach, ale nie godzimy się na nielegalne pomniki poza nimi. To przykład Hruszowic, w których według Polaków pod pomnikiem nie ma ciał, a według Ukraińców – są. Kiedy w 2017 r. w Charkowie gościł Andrzej Duda, mówiło się o wspólnych badaniach, by sprawdzić, kto ma rację.” I Szeremeta odpowiada: „Nie otwierajmy puszki Pandory. Gdy mówimy o ukraińskich pomnikach w Polsce, na tych cmentarzach są pochowani żołnierze UPA. Większość uszkodzonych pomników dotyczyła upowców, którzy nie mieli nic wspólnego z wydarzeniami na Wołyniu. Tych, którzy zginęli z rąk komunistów. Albo sowieckiego NKWD, albo polskich komunistów z UB, Armii Ludowej itd. Tylko pojedyncze pomniki dotyczyły walk UPA z AK. Czy polska władza, która deklaruje antykomunizm, w rzeczywistości wspiera komunistów? Druga sprawa: nie mamy gwarancji, że w latach 90. stawiano te pomniki dokładnie w miejscu pochówku. Wiemy na pewno, że chodzi o te konkretne cmentarze. Starsi ludzie, którzy wskazywali miejsca, mogli się pomylić co do dokładnego miejsca pochówku. A co, jeśli ciała leżą 5 m dalej? A jeśli 50 m? Możliwe też, że na tych właściwych miejscach w latach 70. czy 80. pochowano innych ludzi. Co zrobić, jeśli badania to wykażą? Dlatego mówię o puszce Pandory. Czy jesteście pewni, że pomnik w Hucie Pieniackiej stoi na miejscu pochówku? Proponowaliśmy stronie polskiej wspólne badania. Wiceszef IPN Krzysztof Szwagrzyk na spotkaniu we Lwowie w styczniu 2017 r. zapalił się do tej idei. Ale członkowie delegacji mówili, że to problem, że dziennikarze się zjadą, że może wyjdzie mniejsza liczba ofiar. Wszyscy wiedzą, że liczba „około 1000 Polaków”, jaka widnieje na pomniku, jest wyssana z palca. Gdybyśmy przeprowadzili ekshumację, poznalibyśmy realną liczbę zamordowanych. Strona polska tego nie chce.”

Czyli „nie otwierajmy puszki Pandory”, bo mogłoby się okazać, że pod pomnikami UPA nie ma żadnych ciał banderowców poległych w walce z komunistami. Przezornie więc Szeremeta mówi: może są 5 m dalej, może 50m. Ale szukać ich i ekshumacji przeprowadzić nie chce. W Hucie Pieniackiej większość ludności polskiej została żywcem spalona w stodołach i został tylko popiół, z którego nie da się zliczyć ofiar.

I dalsze wypowiedzi Szeremety, który kłamie „w żywe oczy”: „Ukraina nie walczy z martwymi ani z pomnikami. Z szacunkiem traktujemy wszystkich poległych, zgodnie z zasadami chrześcijaństwa i konwencji genewskiej. Chcemy tylko, by wszystko odbywało się zgodnie z prawem i by z jednakowym szacunkiem traktowano naszych poległych. Odwołuję się do zdrowego rozsądku Polaków. Jeśli uzależniacie to od badań, my postąpimy analogicznie. Kiedy w przeszłości przymykaliśmy oczy na pewne nieprawidłowości, uznawano to w Polsce za słabość. My się tylko bronimy. Polska strona atakuje nas, rujnowane są nasze pomniki. Popieram organizację wspólnych poszukiwań w obu państwach, ale na zasadzie parytetu. Jeden projekt w Polsce, jeden na Ukrainie, bo polskim partnerom nie można wierzyć. Obietnice pozostają obietnicami. Kiedyś Otto von Bismarck mówił, że umowy z Rosją nie są warte nawet papieru, na jakim zostały podpisane. To samo z Polską w sferze polityki pamięci. Mogę podać wiele przykładów. Za środki ROPWiM za kadencji śp. Andrzeja Przewoźnika postawiono pomnik na górze Monastyr na Podkarpaciu, gdzie pochowano 64 żołnierzy UPA, którzy zginęli w bojach z NKWD. W 2014 r. po ataku wandali zwróciliśmy się z prośbą o reakcję. Bez skutku. Po dwóch latach pojechałem tam i osobiście, rękami swoimi i swoich pracowników, czyściłem ten pomnik z farby. Może tak być w państwie prawa?”

Propozycja Szeremety zaiste „warta papieru”: wspólne poszukiwania na zasadzie parytetu, jeden projekt w Polsce, jeden na Ukrainie. W Polsce może on dotyczyć kilkunastu miejsc, na Ukrainie kilkunastu tysięcy. A po ich realizacji sprawę się zamyka. I jaki jest sens toczyć rozmowy z człowiekiem, który z uporem twierdzi, że dwa plus dwa to się równa rower?

Taką samą logiką posługuje się on pytany o odsłoniętą przez niego i wicepremier Iwonę Kłympusz-Cyncadze  tablicę na przełęczy Tucholskiej przypisującą Polakom zbrodnię na żołnierzach Ukrainy Karpackiej w 1938 roku. Ba, porównuje ją do zbrodni w Katyniu. Szeremeta mówi: „Ludzie, którzy walczyli za Ukrainę Karpacką, zostali potem pozbawieni obywatelstwa RP, bo stanowili zagrożenie dla polskiej władzy. Węgrzy część jeńców zamordowali, a polskich obywateli przekazali Polsce, po czym zostali oni rozstrzelani. Rozstrzelanie jeńców w Katyniu nastąpiło później.”

Na zarzut, że rozstrzelanie nie jest udokumentowanie stwierdza: „Przy popełnianiu zbrodni wojennych niemal nigdy nie ma udokumentowanego rozkazu.” Jednak w przypadku zbrodni ludobójstwa zdanie ma całkowicie odmienne i twierdzi, że nie ma tutaj udokumentowanego rozkazu. I na końcu apeluje: Wzywam polskich historyków, żeby wspólnie zbadać tę zbrodnię. Rozstrzelano tam jeńców, ochotników, obywateli II RP, którzy pojechali na Zakarpacie bić się z Węgrami o niepodległość Ukrainy. Znaleźliśmy 22 ciała, ale może ich być ponad 600. Dokładniej liczby nie znamy. Badania trwają.” Po usilnych poszukiwaniach strona ukraińska znalazła 22 ciała. I chociaż dokumentów na to nie ma, już wie, że byli to Ukraińcy i że zostali rozstrzelani przez Polaków po wzięciu do niewoli. Szukają teraz owych brakujących około 600 ciał. I zapewne znajdą, nawet gdyby to były ciała Polaków poległych w latach 1939 – 1945, to zostaną uznani oni za żołnierzy Ukrainy Karpackiej, walczących o niepodległą Ukrainę. (Za: Michał Potocki, Zbigniew Parafianowicz: Obietnice z Polską nie są warte nawet papieru? Swiatosław Szeremeta o sprawie ukraińskich pomników. W: http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/1113705,swiatoslaw-szeremeta-o-ustawie-o-ipn-i-grobach-zolnierzy-upa.html 27.03.2018).

 

W lutym dr hab. Andrzej Zapałowski złożył na policję zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Chodziło o obiekt ku czci UPA w Koniuszy na Podkarpaciu, w gminie Fredropol, który miał powstać nielegalnie jesienią ubiegłego roku. Według dostępnych informacji, został tam postawiony nielegalnie. Kilkanaście lat wcześniej w tym samym miejscu środowiska ukraińskie wzniosły, również nielegalnie, kopiec ku czci banderowców. Prof. Zapałowski poinformował, że otrzymał decyzję, według której Prokuratura Rejonowa w Przemyślu odmówiła wszczęcia dochodzenia. Uzasadnienia decyzji nie podano. „Wiem, iż w tej sprawie doniesienie złożył także Podkarpacki Wojewódzki Konserwator Zabytków”  – poinformował prof. Zapałowski, który opublikował dokument na portalu społecznościowym. Nielegalna budowa pomnika miała bowiem miejsce na terenie będącym w rejestrze zabytków. Historyk poinformował też, że podczas przesłuchania na Policji wskazał materiały i nazwiska osób, które kilkanaście lat temu w tym  samym miejscu fotografowały się, po usypaniu nielegalnego pomnika ku czci UPA. „Oczywiście są tam osoby zaangażowane w oskarżeniu kibiców, iż w czasie Panachidy w Przemyślu w 2016 roku naruszyły tą polityczną procesję. Tutaj Prokuratura w Przemyślu staje „na głowie” aby udowodnić winę, podobnie jak w sprawie antyukraińskiego okrzyku w czasie „Marszu Orląt” w Przemyślu” - napisał prof. Zapałowski. Dodał, że jest już „kilka spraw, gdzie opieszałość Prokuratury w Przemyślu w sprawach banderowskich aż razi”. Jako przykład podał brak postępów w śledztwie w sprawie ukraińskich studentów, którzy promowali banderowska flagę. Dodał, że jest „wiele innych przykładów umarzania spraw składanych przez Polaków w sprawie promocji banderyzmu w Przemyślu”. Wcześniej historyk poinformował, że przejrzał kilka roczników periodyku „Вісник Закерзоння” („Wieści z Zakerzonia”), który w latach 2000-2002 wydawał w Przemyślu Związek Ukraińców w Polsce. „Bardzo ciekawy jest sam skład redakcji (…) oraz teksty, w tym ich linia programowa” – zaznaczył. W składzie redakcji widnieje m.in. Petro Baczyk, a także (jako redaktor naczelny) Bohdan Huk – ukraiński szowinista, który na łamach tygodnika dla Ukraińców w Polsce „Nasze Słowo” nazwał przemyskiego działacza patriotycznego, Mirosława  Majkowskiego, „pierwszym żołnierzem faszystowskich ugrupowań Przemyśla i Podkarpacia” i twierdzi, że członkowie lokalnych grup patriotycznych to faszyści. Na łamach „Naszego Słowa” ukazywały się również wcześniej inne artykuły Huka. Należy zaznaczyć, że jego wątpliwej jakości opinia jako biegłego przyczyniła się do umorzenia postępowania ws. grupy młodych Ukraińców, którzy fotografowali się z flagą OUN-UPA. On sam zasłynął jednak przede wszystkim ze swoich wypowiedzi, które pokazują, że jest on gloryfikatorem banderyzmu, oskarżającym Polski Rząd w Londynie o plany eksterminacji ludności ukraińskiej. (https://kresy.pl/wydarzenia/przemyska-prokuratura-odmawia-wszczecia-dochodzenia-ws-nowego-nielegalnego-pomnika-upa/; 28 marca 2018).  Problemy z dodawanie dwa plus dwa mają więc także prokuratorzy w Przemyślu. 

 

A we Lwowie kwitnie „europejska demokracja”.

„Tegoroczny „Marsz Wyszywanek”, pod nazwą „Marsz Wielkości Ducha”, upamiętniający 75. rocznicę utworzenia dywizji Waffen-SS Galizien, złożonej z ukraińskich ochotników, rozpoczął się w sobotę pod wieczór pod pomnikiem Stepana Bandery we Lwowie. Organizatorem jest partia Narodowy Korpus, powiązana z pułkiem „Azow”, odwołującym się do neobanderyzmu i symboliki nazistowskiej. Według ukraińskich mediów, w marszu wzięło udział około pół tysiąca osób, z czego większość przybyła w tradycyjnych ukraińskich wyszywankach. Na czele niesiono symbole Waffen-SS Galizien, a także flagi: państwową i banderowską. Podobnie jak podczas wcześniejszych marszy, widoczny był baner z wizerunkami żołnierzy tej kolaboracyjnej formacji z napisem „Nie zgasną płomienie chwały”. Z przodu niesiono także emblematy ukraińskich formacji ochotniczych, które walczą lub walczyły w Donbasie, m.in. pułku Azow, batalionów OUN, Karpacka Sicz, Ochotniczego Ukraińskiego Korpusu Prawego Sektora, a także Ajdar – formacji popularnej wśród części przedstawicieli środowisk proukraińskich w Polsce (m.in. Dawid Wildstein i Blanka Zalewska, a także posłanka Małgorzata Gosiewska z PiS). Obecni byli też przedstawiciele neobanderowskiego „Sokoła”, powiązanego z partią Swoboda, a także Narodowe Drużyny, czyli bojówki Korpusu Narodowego. Część osób ubrana była w stroje imitujące umundurowanie członków Waffen-SS Galizien (ukr. Hałyczyna), natomiast nie prezentowano symboliki partyjnej. Podczas marszu uczestnicy skandowali popularne hasła ukraińskich nacjonalistów, m.in.: „SS Hałyczyna – dywizja bohaterów”, „Nasi bohaterowie – nasza ziemia”, „Ukraina ponad wszystko”, „Pamiętaj cudzoziemcze – tu panem jest Ukrainiec (ukr. Pamjataj czużynec, tut hospodar – Ukrajinec!)”, „Szuchewycz, Bandera – bohaterowie Ukrainy”. Naczelnik lwowskiego sztabu Korpusu Narodowego, Światosław Siryj, oświadczył: „To są nasi bohaterowie, oddajemy im hołd, pamiętamy, powiększamy ich ducha i ducha bycia ochotnikiem jako takim.” (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/ss-halyczyna-dywizja-bohaterow-ulicami-lwowa-przeszedl-marsz-z-okazji-75-rocznicy-utworzenia-ss-galizien-video-foto/; 28 kwietnia 2018).  Dywizja SS „Hałyczyna” walczyła po stronie Niemiec, dokonała rzezi kilkunastu wiosek polskich. Ukraina chce więc iść tą samą drogą?

 

24 maja rozpoczęły się prace ekshumacyjne w Hruszowicach.

Dr hab. Andrzej Zapałowski podkreśla, że obiekt w Hruszowicach został wybudowany w 1993 roku przez byłych członków UPA, którzy zorganizowali się w ramach Związku Ukraińców-Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego (obecnie Związek Ukraińców-Więźniów Politycznych i Represjonowanych) i zadecydowali o tym na swoim zjeździe w 1993 roku. Dodał, że później znany ukraiński szowinista i obrońca UPA oraz Stepana Bandery, Bogdan Huk pisał, że jest to rodzaj pomnika symbolicznego. Przypomniał też, kto tworzył zręby UPA na Pogórzu Przemyskim, a także w innych miejscach:Te grupy zasadniczo składały się z byłych funkcjonariuszy niemieckiej żandarmerii, czyli ukraińskiej policji pomocniczej. Ta formacja tylko na obszarze powiatu przemyskiego jest odpowiedzialna za wymordowanie wspólnie z Niemcami co najmniej kilku tysięcy Żydów w latach 1941 – 1944. Następnie, w czerwcu 1944 roku, gdy zbliżali się już sowieci, obsada ponad 20 posterunków w regionie uciekła do lasu, tworząc podwaliny UPA. Skład ich oddziałów uzupełniali byli członkowie Waffen-SS Galizien. Trzeba więc powiedzieć jasno, że oddziały UPA składały się głównie z osób, które mordowały Żydów i Polaków. Więc jeżeli dziś strona ukraińska upomina się, że trzeba im wybudować pomnik, to trzeba powiedzieć, że chcą oni budować pomnik morderców Żydów i Polaków, a także Ukraińców, którzy nie chcieli podporządkować się UPA” zaznacza. Swoje wielkie niezadowolenie z prac w Hruszowicach wyrażał Światosław Szeremeta. Sugerował, że strona polska złamała polsko-ukraińskie porozumienie w tej sprawie. Z kolei mediom ukraińskim oburzał się, że prace w Hruszowicach odbędą się bez jego udziału. „Nie wykluczam, że oni [Polacy – red.] zorganizowali to świadomie, żebym nie był obecny podczas prac. Wygląda na to, że obecna polska władza i polski IPN stawiają sobie za cel zniszczenie ukraińskich miejsc pamięci w Polsce, które dotyczą UPA” – powiedział Szeremeta.

Oburzenia Szeremety nie ma co komentować. Po pierwsze, to terytorium należy do Polski. Po drugie, nielegalny obiekt w Hruszowicach nigdy nie był oficjalnym miejscem pamięci. Po trzecie, strona ukraińska nigdy nie przyznała się do obiektu, więc właściciel był nieznany, a za stan prawny odpowiadał jedynie właściciel cmentarza. Po czwarte, nie ma żadnych dowodów że w tym miejscu spoczywają szczątki upowców” – mówi Marek Kulpa, szef SKUBUwP. Prof. Zapałowski stwierdza, że przedstawiciele przemyskiej mniejszości i Związku Ukraińców w Polsce radykalnie dopominając się odbudowy pomnika UPA  pokazują, że utożsamiają się z tą ideologią: „Oni nie dopominają się godnego pochówku dla Ukraińców w całym kraju. Nie, oni chcą godnego upamiętnienia zbrodniczej organizacji, która odpowiada za ludobójstwo Żydów i Polaków – nie tylko na Kresach, ale też na Pogórzu Przemyskim. Widzimy więc, gdzie jest im ideologiczne bliżej.”  Zaznacza, że obok nieistniejącego banderowskiego upamiętnienia jest legalny grób banderowców (doktora, który współpracował z UPA). „Nikt w trakcie rozbiórki pomnika w Hruszowicach nawet nie dotknął grobu, mimo, że widać na nim stylizowany herb ukraiński w ujęciu banderowskim. O tym się nie mówi, a to jest parę metrów od nieistniejącego upamiętniania”.  Prof. Zapałowski zwraca też uwagę na przekaz medialny w sprawie Hruszowic: „Jeżeli ktoś ze strony ukraińskiej mówił mediom, że zniszczono grób upowców, to nie ma zgody na takie stawianie sprawy. Zniszczono upamiętnianie zbrodniczej organizacji, która dokonała ludobójstwa na Żydach i Polakach. Jednak kłamstwa na ten temat podają polskie media, a szczególnie media na Ukrainie.”  

W lipcu 2017 roku na cmentarzu w Hruszowicach poświęcono krzyż, upamiętniający Ukraińców, którzy ratowali Polaków w czasie ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Wcześniej był on częścią rozebranego, nielegalnego obiektu ku czci band UPA. Krzyż stanął na jego miejscu. Po pewnym czasie z krzyża zerwano tablicę z inskrypcją dedykacyjną. Niedługo po rozbiórce w Hruszowicach, władze ukraińskie zablokowały polskie prace poszukiwawczo-ekshumacyjne szczątków Polaków, w tym ofiar rzezi wołyńskiej, na terytorium Ukrainy. Miejsce po rozebranym upamiętnieniu było również celem „pielgrzymek” z Ukrainy, które składały tam kwiaty, a także odśpiewywały ukraiński hymn i wznosiły banderowskie okrzyki. Władze w Kijowie w trakcie oficjalnych rozmów domagały się też od Polski odbudowania nielegalnego upamiętnienia UPA w Hruszowicach, a także ukarania osób odpowiedzialnych za jego rozbiórkę. (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/hruszowice-dowiedzmy-sie-wszyscy-jaka-jest-prawda/;

23 maja 2018).

24 maja zdołano rozebrać masywną, betonową ławę fundamentową ze zbrojeniem grubości niemal metra, na której w 1994 roku nielegalnie postawiono obiekt ku czci zbrodniarzy z UPA.  Okazało się, że ze względu na duże wymiary fundamentu, prace przy jego rozbiórce zajęły cały dzień. Grubość wynosiła 70-80 centymetrów. Ta sytuacja zaskoczyła badaczy, których zdaniem takie konstrukcje są niespotykane na cmentarzach. Według nich, a także polskich obserwatorów prac, wykonanie takiego fundamentu nie byłoby możliwe bez wykorzystania „gruszki” do betonu czy jakiegoś rodzaju betonowozu i wymagało zorganizowanej, kilkudniowej pracy. Przeczyłoby te zarazem potocznym twierdzeniom, jakoby to upamiętnienie powstało „przez jedną noc”. Sam prof. Szwagrzyk w rozmowie z RIRM powiedział, że widać, iż od początku nikt nie myślał o małym upamiętnieniu, ale o tym, by powstał tam „monument ku czci UPA”.

Na miejsce prac przybył również sekretarz ukraińskiej komisji międzyresortowej ds. upamiętnień Światosław Szeremeta, znany apologeta OUN-UPA. Szeremecie w związku z pracami w Hruszowicach specjalnie cofnięto zakaz wjazdu do Polski. Ponadto, cofnięto też zakaz dla Wołodymyra Wjatrowycza, szefa Ukraińskiego IPN, gloryfikatora Stepana Bandery i OUN-UPA oraz „kłamcy wołyńskiego”. Szeremecie towarzyszy kilku współpracowników. Szeremeta już na początku wdał się w utarczkę słowną z wójtem gminy Stubno, twierdząc, że prace są nielegalne, a rozbiórka obiektu ku czci UPA była „barbarzyństwem”. Wójt odpowiedział, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem, a obiekt był nielegalny. Szeremeta w agresywnym tonie dyskutował też z prof. Szwagrzykiem, twierdząc m.in. że Lwów był pod polską okupacją. Wiceszef IPN zapytał go, kiedy zostaną odsłonięte lwy na Cmentarzu Orląt Lwowskich, które obecnie są schowane pod ustawionymi na nich skrzyniami. Szeremeta twierdził, że lwy są m.in. symbolem polskiej okupacji Lwowa, a obowiązująca uchwała rady miejskiej nie zezwala na eksponowanie takiej symboliki. Szeremeta insynuował też, że IPN i prof. Szwagrzyk w kwestii podejścia do UPA stoją po stronie komunistów. Jego twierdzenia spotkały się jednak ze zdecydowaną odpowiedzią obecnego na miejscu historyka, dr hab. Andrzeja Zapałowskiego. Ostatecznie Szeremeta stonował swoje zachowanie, ograniczając się do obserwacji prac i robienia zdjęć. W rozmowie z RIRM prof. Szwagrzyk przyznał, że zaraz po przybyciu na miejsce Szeremeta chciał wstrzymać prace IPN. „Zaraz po wejściu na cmentarz usłyszeliśmy słowa publicznie wypowiedziane do nas wszystkich, że to, co robimy tutaj, jest naruszeniem prawa międzynarodowego. Użyto także określenia, że jest to barbarzyństwo, to co w Polsce robimy” – relacjonował prof. Szwagrzyk. „Ze spokojem, chociaż nie powiem, że z przyjemnością, wysłuchaliśmy tych słów uznając, że jest to kolejny przejaw działań o określonym charakterze ze strony ukraińskiej.” Szeremeta twierdził z kolei, że prace IPN są „niepotrzebne, albowiem jest to ukraińskie miejsce pamięci”, które według niego strona polska powinna chronić. (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/pierwszy-dzien-prac-w-hruszowicach-zakonczony-badania-potrwaja-dluzej/; 24 maja 2018).   

Część ukraińskich mediów, powołując się na Pawło Podobiedę z Ukraińskiego IPN podało, że w Hruszowicach znaleziono szczątki członków UPA. „Mogiła bojowników UPA w Hruszowicach nie była symboliczna. Na miejscu zniszczonego pomnika ku czci żołnierzy UPA znaleziono pochówki” – cytuje Podobiedę Zaxid.net, który pisze o odkryciu szczątków „ukraińskich żołnierzy”. „Te słowa są dla mnie szokujące. Nie ma żadnych, powtarzam – żadnych przesłanek na tę chwilę, żeby mówić o odnalezieniu tam jakichkolwiek szczątków członków UPA” zaznacza prof. Szwagrzyk. „Nie wiem, na jakiej podstawie uczestnik tej 5-osobowej grupy oddelegowanej przez stronę ukraińską mógł użyć takich sformułowań. Jeśli chodzi o wyniki badań archeologicznych, nie ma żadnych przesłanek, żeby na tę chwilę uznać, że mamy do czynienia z innymi pochówkami, niż naturalne na cmentarzu.”  Jeszcze przed badaniami część Światosław Szeremeta sugerował, że groby upowców powinny być poszukiwane w szerszym zakresie, na większym obszarze, gdyż rzekomo mogą znajdować się kilka metrów od rozebranego upamiętnienia, a może i dalej. „Warto przypomnieć, że przez długi czas słyszeliśmy ze strony ukraińskiej przekaz, że pomnik stoi w miejscu pochówku członków UPA. Potem słyszeliśmy inną narrację, że nie dokładnie w tym miejscu, ale może w innym. Kilka miesięcy temu polskie urzędy oficjalnie otrzymały pismo z oczekiwaniem strony ukraińskiej, ze miejsce pomnika zostanie wpisane na listę grobów wojennych. Już ta pobieżna analiza kroków podejmowanych przez stronę ukraińską świadczy o tym, że to miejsce, a wszystko na to wskazuje, nie było znane Ukraińcom jako miejsce rzekomego grobu. To miejsce wybrano w sposób przypadkowy. Upamiętniono je pomnikiem, który nigdy nie powinien był tam stanąć. Upierano się przy wersji, że jest to grób wojenny, członków UPA” – zaznacza wiceszef IPN. „Możemy być prawie pewni, że pojawią kolejne odsłony tej narracji. Stoimy na stanowisku, że te niepodważalne wyniki badań naukowych realizowane, podkreślam, przy pełnym otwarciu na stronę ukraińską, przy pełnej obecności z ich strony, te wyniki ostatecznie ujawnią prawdę o tym miejscu. Po zakończeniu prac trudno będzie komukolwiek, nawet złej woli powiedzieć, że strona polska coś ukrywa, że doszło do jakiegoś zniszczenia, czy nie daj Boże, co już słyszymy, do zbezczeszczenia szczątków i zniszczenia grobu wojennego.”  (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/prof-szwagrzyk-dla-kresy-pl-w-hruszowicach-nie-ma-zadnych-sladow-zbiorowego-grobu-czlonkow-upa/; 25 maja 2018).  

Jak poinformował w rozmowie z portalem Kresy.pl tuż po zakończeniu badań kierownik prac, prof. Krzysztof Szwagrzyk, łącznie przebadano obszar cmentarza o powierzchni 20 metrów kwadratowych, zarówno w miejscu pod fundamentem nieistniejącego „pomnika UPA”, jak i w jego najbliższym otoczeniu. Na badanym obszarze ujawniono łącznie szczątki 16 osób, w tym 6 mężczyzn, 3 kobiet, 2 dzieci, jednego nastolatka i 4 szczątki osób, w przypadku których na razie nie udało się ustalić płci. Przy części z nich odkryto artefakty, takie jak m.in. monety: polskie przedwojenne, m.in. z lat 20. i 30. XX wieku, a także monety rosyjskie, austriackie, a nawet jeden numizmat z Francji. W co najmniej dwóch grobach znaleziono naszyjniki lub korale, które należały do kobiet. „Na podstawie dotychczasowych wyników badań uznajemy, że nie ma podstaw uzasadniających twierdzenie, że na tym cmentarzu są pochówki członków UPA. Naszym zdaniem ułożenie pochówków, to co zastaliśmy w jamach grobowych, wszystkie okoliczności świadczą o tym, że mamy do czynienia ze starszymi, naturalnymi pochówkami m.in. z lat 30. XX wieku, na co wskazuje datowanie monet. Takie jest nasze stanowisko, jednak wiem, że strona ukraińska zajmuje w tej kwestii zupełnie odmienne stanowisko, co wyraził pan sekretarz Światosław Szeremeta”  – powiedział prof. Szwagrzyk. Wcześniej ze strony ukraińskiej, w ciągu trzeciego dnia prac za sprawą specyficznych relacji Pawła Podobiedy z UIPN, który towarzyszył Szeremecie w Hruszowicach, w mediach społecznościowych pojawiały się rzekome „dowody” na odkrycie pochówków co najmniej dwóch upowców. Miały o tym świadczyć m.in. guzik bieliźniany, który Ukraińcy uznali za guzik od niemieckiej bielizny wojskowej z okresu II wojny światowej, a także czaszka ze śladami uderzenia tępym przedmiotem, które najpewniej było śmiertelne. Zaznaczmy, że wcześniej Bogusław Kleszczyński z IPN, współprowadzący prace w Hruszowicach powiedział portalowi Kresy.pl, że znaleziony guzik trudno tak jednoznacznie interpretować, tym bardziej bez dokładnego wyczyszczenia przedmiotu czy badań, gdyż równie dobrze może to być zwykły, codzienny przedmiot należący do cywila. Profesor Szwagrzyk powiedział, że początkowo Ukraińcy twierdzili, że szczątki trzech osób można uznać za upowców. Kilka godzin przed zakończeniem prac grupa Szeremety mówiła już o pięciu przypadkach. „Według strony ukraińskiej, pięć spośród znalezionych osób miałoby należeć do UPA, a podstawą do tego w przypadku jednej osoby jest to, że miała ona przy sobie niemiecki guzik bieliźniany. To ma być podstawa do twierdzenia, że mamy do czynienia z członkiem UPA. W drugim przypadku jest to pęknięta czaszka. W pozostałych przypadkach nawet nie jestem w stanie określić zasadności czy powodów, dla których zdaniem strony ukraińskiej są to członkowie UPA. Jeżeli kość ludzką można interpretować bez żadnego innego kontekstu jako kość członka UPA… Mogę to tylko przytoczyć, ale nie jestem w stanie odnieść się do takich wniosków z przeprowadzonych badań” – mówi prof. Szwagrzyk.   

Powtórzę raz jeszcze, naszym zdaniem nie ma uzasadnianych powodów pozwalających uznać, że mamy w Hruszowicach z pochówkami innymi, niż naturalne pochówki mężczyzn, kobiet i dzieci”podkreśla wiceszef IPN. Dodaje, że na badanym obszarze były też inne jamy z grobami dziecięcymi. Prof. Szwagrzyk odniósł się też do twierdzeń zawartych w opisie szczątków osoby z uszkodzeniami czaszki autorstwa Podobiedy, który wyraźnie sugerował, że to oraz młody wiek zmarłej osoby świadczy, że był to upowiec. Profesor zaznaczył, że według opinii obecnego przy badaniach medyka sądowego śmierć tego człowieka nastąpiła w wyniku urazu czaszki, ale nie wiadomo, co było jego bezpośrednią przyczyną. Zwrócił jednak uwagę na przedmiot, który odkryto przy szczątkach zmarłego: „Odnaleźliśmy fragment charakterystycznych okularów, używanych przed wojną do jazdy samochodowej, rowerowej. Dla nas taki okular przy tych szczątkach w połączeniu z pękniętą czaszką wskazywałby, że mieliśmy do czynienia ze śmiercią w wyniku gwałtownego zderzenia, na przykład katastrofy samochodowej czy motocyklowej.” Wiceszef IPN dodał, że zdaniem strony ukraińskiej pęknięta czaszka oznacza, że jest to członek UPA. Szeremeta i jego ludzie opuścili teren badań w tym samym czasie, co polscy badacze. „Przeprowadzone badania archeologiczne i medyczno-sądowe nie dały podstaw do uznania, iż w miejscu zdemontowanego pomnika ku czci UPA znajdowały się zbiorowe lub pojedyncze mogiły członków tej ukraińskiej formacji” – głosi oficjalny komunikat, opublikowany przez BPiI IPN. (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/koniec-prac-w-hruszowicach-prof-szwagrzyk-nie-ma-podstaw-do-twierdzenia-ze-sa-tam-groby-czlonkow-upa;  27 maja 2018). 

I ciekawy komentarz M. Czutko na portalu www.wpolityce.pl o ekshumacji w Hruszowicach: „Moje obawy dotyczyły tego, że chodzi o miejsce na cmentarzu, gdzie kości w ziemi być muszą. Znając zapalczywość naszych braci z Kijowa, trudno jest im wytłumaczyć niuans, że to „nie te” kości. No właśnie. Prace się zakończyły, znaleziono szczątki kilkunastu osób, w tym dzieci i kobiet. Uznano, że były to pochówki cywilne, ani śladu jakiegokolwiek wojska. W cywilizowanych warunkach to powinno zamknąć sprawę. Ale za naszą wschodnią granicą wiele pojęć ma zgoła inne znaczenie, „cywilizowane warunki” to jeden z koronnych tego przypadków. „Ukraińscy i polscy eksperci nie doszli do porozumienia co do wniosków z wyników badań archeologicznych w Hruszowicach na Podkarpaciu, które miały wykazać, czy na lokalnym cmentarzu znajdowały się mogiły członków UPA” - podały w poniedziałek ukraińskie media. „Strona ukraińska uważa, że pomnik żołnierzy UPA w Hruszowicach powinien być odnowiony” - doniósł portal telewizji Hromadske z powołaniem na sekretarza ukraińskiej międzyresortowej komisji ds. upamiętnień Swiatosława Szeremetę. Właściwie można się było tego spodziewać. Prawda, owszem jest taka i taka, ale my mamy swoje zdanie „i co nam Pan zrobi”. Pytanie więc, po co był ten naprawdę wymagający gest zapraszania Ukraińców do Hruszowic, by osobiście mogli przyglądać się pracom. Przy okazji w skład delegacji wszedł człowiek, który jeszcze niedawno był objęty zakazem wjazdu do Polski, Swiatosław Szeremeta, sekretarz ukraińskiej międzyresortowej komisji ds. upamiętnień. No, ale skoro zapraszamy delegację, to nie wnikamy w jej skład. Zakaz usunięto i uważam, że to był naprawdę największy z możliwych gestów, jaki można było wobec Kijowa wykonać. Fakty Ukraińcom w niczym nie przeszkadzają, nasze wzajemne relacje w zakresie polityki historycznej stoją w miejscu. Ba, mam wrażenie, że nawet się cofają. Trudno uwierzyć, że to właściwie sprawka dwóch ludzi, wspomnianego Pana Szeremety i Wołodymira Wiatrowycza, szefa ukraińskiego IPN. A będzie jeszcze gorzej, bo w przyszłym roku szykują się na Ukrainie wybory i prezentowana przez wspomnianych panów nacjonalistyczna, probanderowska postawa pozwoli zgarnąć spory kawał elektoratu w zachodniej części kraju. /.../ W obecności prezydentów Andrzeja Dudy i Petro Poroszenki w grudniu 2017 roku w Charkowie padły zapewnienia, że od porozumienia jesteśmy zaledwie o krok. Przez pół roku tego kroku nie udało się wykonać. Czas chyba powiedzieć „dość”, przestać bawić się w gesty, które co prawda pomagają nam lepiej się czuć, ale na Ukraińcach nie robią żadnego wrażenia. Czas wytłumaczyć naszym „braciom”, jak bardzo bezpieczeństwo Ukrainy zależy dzisiaj do Polski. Powiecie Państwo, że to szantaż? Być może, ale skoro inaczej się nie da…” (https://wpolityce.pl/historia/396506-ukraincom-prawda-nie-przeszkadza-w-prowadzeniu-oskarzycielskiej-polityki-historycznej-moze-czas-powiedziec-dosc ).

Po pięciu miesiącach namysłu Wiatrowycz postanowił dalej grać w swoje „dwa plus dwa to się równa rower” i wysłał list do prezesa polskiego IPN. Wiatrowycz zarzucił w nim specjalistom polskiego IPN błędy przy badaniu miejsca, gdzie zdemontowano pomnik UPA w Hruszowicach. Polski IPN - jego zdaniem - ograniczył teren badania i dlatego nie mógł znaleźć szczątków upowców. Prezes IPN zaznaczył, że strona ukraińska uczestniczyła w tych pracach, była tam obecna, dlatego „podnoszone teraz zarzuty są dla nas zupełnie niezrozumiałe”. Specjaliści IPN wykluczyli jednak obecność szczątków upowców. Pod dawnym pomnikiem UPA Instytut w obecności strony ukraińskiej ujawnił „cywilne, pojedyncze pochówki 16 osób, w tym mężczyzn, kobiet i dzieci”. Ich szczątków nie ekshumowano, natomiast - jak dowiedziała się później PAP - strona ukraińska nie była zainteresowana ich identyfikacją genetyczną.

Podstawowy zarzut strony ukraińskiej dotyczy - jak to określił Wiatrowycz, powołując się na sprawozdanie archeologiczne, które polski IPN po badaniach przesłał Ukraińcom - zbyt wąskiego wykopu w miejscu, gdzie był pomnik UPA. „Teren wykopu można było co najmniej podwoić w kierunku północno-zachodnim” - ocenił prezes ukraińskiego IPN. Za jeden z kluczowych artefaktów, który według szefa ukraińskiego IPN może świadczyć o obecności szczątków upowców, jest znaleziony niemiecki cynkowany guzik z bielizny wykorzystywanej w latach II wojny światowej. Zdaniem Wiatrowycza guzik ten „nie został praktycznie przeanalizowany ani w archeologicznym ani w antropologicznym raporcie”. Prezes IPN odpowiada na zarzuty ze strony Ukraińców: „Są dla nas zupełnie niezrozumiałe. Uderzają w prof. Szwagrzyka”. (https://wpolityce.pl/historia/418984-prezes-ipn-odpowiada-na-zarzuty-ze-strony-ukraincow; 30.10.2018). 

Wiatrowycz twierdzi, że znaleziony guzik od niemieckiej bielizny mógł należeć tylko do banderowca. Potwierdza więc, że Niemcy nie tylko zaopatrywali UPA w broń i mundury, ale nawet w gacie. Do Polaka należeć nie mógł, bo żaden z nich nie zhańbił by się noszeniem niemieckiego guzika przy gaciach. Zapewne ta logika nie do końca jest prawdziwa, ale zasługuje na uwagę. Zapewne wkrótce Ukraińcy zaczną domagać się, aby z IPN usunąć prof. Szwagrzyka, jak parę lat temu zażądali dymisji Andrzeja Przewoźnika,  ówczesnego sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, który wkrótce zginął pod Smoleńskiem.

Może Wiatrowycz ma już upatrzonego kandydata na miejsce Szwagrzyka ze Związku Ukraińców w Polsce?   


W obecnym roku 2018 przypada 75.rocznica ukraińskiego ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej na Wołyniu. W związku z tym Ukraina postanowiła ją uczcić zgodnie z rozumowaniem, że „dwa puls dwa to się równa rower”.

Jak poinformowano na stronie internetowej ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej ukraińskie władze organizują 6 lipca uroczystość, na której zamierzają uczcić „ofiary polsko-ukraińskiego konfliktu podczas II wojny światowej”. Wydarzenie odbędzie się we wsi Rudka Kozińska na Wołyniu, która leży w rejonie rożyszczeńskim w obwodzie wołyńskim. Wybiera się tam wicepremier Ukrainy Pawło Rozenko a także szef UIPN Wołodymyr Wjatrowycz. Według komunikatu UIPN „9. lipca 1943 roku 300 uzbrojonych ludzi, przeważnie Polaków, którzy znajdowali się na służbie w niemieckiej policji, w ciągu kilku godzin we wsi Rudka Kozińska spaliło 70 gospodarstw z ponad 200 budynkami. Rozstrzelano i spalono także 17 ludzi. Od razu po Rudce Kozińskiej spalono wsie Sokół, potem częściowo zniszczono wsie Dorosyn, Zaleśce, Lubcze, Tychotyn i Baszowa”. Jak powiedział PAP historyk z polskiego IPN prof. Mirosław Szumiło, polscy historycy nie wiedzą bliżej, co wydarzyło się w Rudce Kozińskiej i doniesienia ukraińskie muszą zostać zweryfikowane. Według niego Ukraińcy mogą czerpać informacje ze źródeł niemieckich lub raportów UPA, których wiarygodność jest podważana. Prof. Szumiło zakłada, że rzeczywiście doszło do akcji pacyfikacyjnej opisywanej w komunikacie UIPN, w której Niemcy wykorzystali Polaków. Wiosną 1943 roku na Wołyniu do UPA zdezerterowało kilka tysięcy ukraińskich policjantów, którzy natychmiast zaczęli napady na Polaków. Wówczas Niemcy częściowo uzupełnili braki kadrowe w policji Polakami, którzy chcieli bronić swoich bliskich. Niemcy wykorzystywali ich m.in. do udziału w pacyfikacjach. Szumiło podkreślił także, że akcji „polskiej” policji podlegającej Niemcom nie można zestawiać z ludobójstwem OUN-UPA, w czasie którego mordowano całe wioski (historyk zwrócił uwagę na podawaną przez UIPN liczbę ofiar w Rudce Kozińskiej – 17). Nietrudno zauważyć, że ukraińskie władze wybrały datę swoich „kontrobchodów” tak, by przypadały one tuż przed polskimi obchodami 75. rocznicy „krwawej niedzieli” – 11 lipca 1943 roku, gdy bojówki OUN-UPA zaatakowały blisko 100 miejscowości na Wołyniu, mordując jednego dnia kilka tysięcy Polaków. Ukraina nie uznaje wydarzeń wołyńskich za ludobójstwo. Według oficjalnej linii Kijowa były to „walki polsko-ukraińskie”, które przyniosły porównywalną liczbę ofiar po obu stronach.

Internauta KazimierzS: „Jeżeli to zrobił 202 Schuma Abteilung, to wynikają wielce interesujące sprawy. Wołyń do 1945 należał formalnie do Polski, więc na straży porządku stają Polscy policjanci. Nawet wielu policjantów 202 Schuma, cały czas nosiło mundury Polskiej policji. Nie ma działań wojennych (jak chce dzisiejszy Kijów), bo Wojsko Polskie – AK – żadnych zdecydowanych działań nie podejmuje (ograniczając się do samoobrony), a tym samym Polska nie daje tego zaszczytu Ukraińcom, by można UPA nazwać ARMIĄ – nie, to były zwykłe bandy, bandyci, mordercy – żadne wojsko, który by walczyło reprezentując jakoweś państwo. Teraz więc Ukraińcy mogą tylko krytykować metody działania kilkuset Polskich policjantów, którym przyszło PRACOWAĆ w samym centrum olbrzymiego Genocidum Atrox.” (https://kresy.pl/wydarzenia/regiony/ukraina/ukraina-organizuje-wolynskie-kontrobchody/; 5 lipca 2018).  

 

Szef Instytutu Pamięci Narodowej, dr Jarosław Szarek, w rozmowie na antenie TV Republika podkreślił, że zbliżająca się 75. rocznica ludobójstwa na Wołyniu „to bardzo ważna rocznica dla IPN”. Odniósł się również do sugestii, że strona ukraińska buduje „fałszywą symetrię ws. rzezi wołyńskiej, a przecież tej symetrii nie ma”. „Symetrii nie ma. To było ludobójstwo. Jeżeli ze strony polskiej mieliśmy do czynienia z próbami odwetu, to wynikały one z desperacji niektórych oddziałów, również dowódców Armii Krajowej” mówił szef IPN. Wpływ na to miała również desperacja wywołana zetknięciem się z „bezmiarem okrucieństwa, bestialstwa”. Zaznaczył, że mordowano z wyjątkowym okrucieństwem. „Gdy człowiek widzi (…), że w ten sposób są traktowani jego najbliżsi to (…) budzi takie emocje, że rzeczywiście może również dochodzić do takich działań, których nie popieramy, ale to absolutnie nie jest symetria”. (https://kresy.pl/wydarzenia/prezes-ipn-ukraina-buduje-falszywa-symetrie-ws-ludobojstwa-na-wolyniu/; 5 lipca 2018). 

6 lipca Kancelaria Prezydenta oficjalnie potwierdziła, że Andrzej Duda uda się 8 lipca na Ukrainę, by w 75. rocznicę rzezi wołyńskiej oddać cześć pomordowanym Polakom. Prezydent RP weźmie udział w mszy świętej w katedrze Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łucku, koncelebrowanej przez metropolitę lwowskiego arcybiskupa Mieczysława Mokrzyckiego i ordynariusza diecezji łuckiej biskupa Witalija Skomarowskiego w intencji ofiar ludobójstwa. Także w Łucku polski prezydent przekaże na ręce bp Skomarowskiego krzyż pamięci pomordowanych Polaków. Jak wynika z komunikatu służby prasowej prezydenta, odda on również „symboliczny hołd” ofiarom na terenach nieistniejących już polskich wsi, a także złoży wieniec na jednej ze zbiorowych mogił zamordowanych Polaków.

Tymczasem, jak dowiedziała się dzisiaj nieoficjalnie agencja Ukrinform, tego samego dnia, gdy Andrzej Duda będzie na Wołyniu, prezydent Ukrainy Petro Poroszenko wybiera do wsi Sahryń, gdzie 10 marca 1944 roku w odwecie za rzeź na Wołyniu oddziały Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich zabiły co najmniej 200 Ukraińców. Anonimowy rozmówca Ukrinformu z „kręgów dyplomatycznych” powiedział agencji, że „zbliżają się tragiczne rocznice ukraińsko-polskiej historii” i w związku z tym „odbędą się odpowiednie wyjazdy prezydentów”. Źródło to podkreśliło także, że strona ukraińska proponowała stronie polskiej „wspólne uczczenie poległych Ukraińców i Polaków”, lecz spotkało się to z odmową. Mimo to, jak stwierdził anonimowy dyplomata, „Ukraina wciąż stoi na gruncie porozumienia”. Wyjazd Poroszenki do Sahrynia wpisze się w oficjalną linię ukraińskich władz, które nie uznają rzezi wołyńskiej za ludobójstwo, lecz „walki polsko-ukraińskie”, które rzekomo przyniosły porównywalne straty po obu stronach. Służy temu m.in. eksponowanie Sahrynia jako przeciwwagi dla polskich wsi zniszczonych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Zwraca uwagę także prowokacyjny wybór daty wyjazdu Poroszenki do Sahrynia – w okresie obchodów rocznicy „krwawej niedzieli” na Wołyniu, mimo iż Sahryń został zniszczony w zupełnie innym czasie. (https://kresy.pl/wydarzenia/regiony/ukraina/gdy-duda-bedzie-na-wolyniu-poroszenko-odwiedzi-sahryn-ukraina-szykuje-prowokacyjny-gest/; 6 lipca 2018).  

8 lipca prezydent Duda pojechał na Wołyń.

„Za kilka dni, 11 lipca, będziemy obchodzić 75. rocznicę ludobójstwa do jakiego doszło na Wołyniu. (…) To bardzo smutna data dla wielu polskich rodzin, które w tamtym czasie straciły na Wołyniu swoich najbliższych. Szacuje się, że to było ok. 100 tys. Polaków, którzy zostali tutaj zamordowani. Nie żołnierzy. Zwykłych ludzi, całych rodzin, kobiet, dzieci, starców. To nie była żadna wojna pomiędzy Polską a Ukrainą. To była zwyczajna czystka etniczna. Po prostu chodziło o to, aby Polaków z tych terenów usunąć. Takie decyzje zostały wówczas podjęte na szczeblu politycznym przez organizację UON-B, zlecona do wykonania UPA, która niestety wywiązała się ze swojego zadania” - mówił prezydent Andrzej Duda podczas wizyty w Ołyce na Ukrainie, gdzie wziął udział w obchodach 75. rocznicy rzezi wołyńskiej. „To straszna karta w historii obu naszych narodów. (…) Następstwem tego były polskie akcje odwetowe, w których ginęli zwykli ludzie, zwykli Ukraińcy z drugiej strony. Rażąca jest jedynie dysproporcja  - około 100 tys. Polaków, około 5 tys. Ukraińców i ona robi rzeczywiście duże wrażenie. To jest prawda historyczna. Jestem tutaj dzisiaj nie po to, żeby wypominać, jestem tutaj przede wszystkim po to, aby się modlić”. Zaapelował też do władz Ukrainy o możliwość prowadzenia ekshumacji na terytorium Ukrainy i godnego upamiętnienia ofiar Wołynia. „Jako prezydent Polski mam tylko jedną jeszcze prośbę – mówię do zgromadzonych tutaj mieszkańców Ołyki, mówię też do przedstawicieli władz Ukrainy, którzy być może zobaczą mnie za pośrednictwem mediów i usłyszą tę wypowiedź. Chciałbym, aby każdy z Polaków, którzy kiedyś zostali zamordowani i leżą w tej ziemi, odzyskał swoje imię i nazwisko. Żeby był oznaczony w miejscu, w którym spoczywa. Aby rodzina mogła przyjechać, złożyć kwiaty na mogile swojego najbliższego, pomodlić się. (…) Chciałbym, żeby władze Ukrainy na to pozwoliły. Aby można było przeprowadzić stosowne prace. (…) To jest moja wielka prośba” - mówił. „Aby ta prawda była możliwa, aby do końca to wybaczenie było możliwe, aby z serca można było odepchnąć gniew, żal, to właśnie jest potrzebne, takie katharsis w postaci możliwości zapalenia świecy na grobie najbliższego (…) Mam nadzieję, że nikomu nie trzeba tłumaczyć jak to ważne” - zaznaczył.  (https://wpolityce.pl/polityka/402970-mocne-przemowienie-prezydenta-dudy-na-ukrainie). 

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko oświadczył 8 lipca w Sahryniu, że jego kraj jest przeciwny upolitycznianiu przeszłości i potwierdził, że Ukraina gotowa jest do dialogu na ten temat.Jestem przekonany, że i w polskim i w ukraińskim społeczeństwie jest wystarczająco dużo mądrości, by zrozumieć, że jakikolwiek konflikt między nami osłabia nas samych. Dzieje się tak, kiedy przed naszymi krajami stoi wspólne zagrożenie ze wschodu i gdy prowadzona przeciwko Ukrainie wojna hybrydowa Kremla rozpełza się na całą Europę. Zdecydowanie potępiamy brutalność i przemoc, do której dochodziło w przeszłości i do której dochodzi obecnie i apelujemy do obecnych i przyszłych pokoleń i Ukraińców i Polaków, by nie dopuścić do powtórzenia podobnej tragedii. Jakiekolwiek próby wykorzystywania przez jakiekolwiek siły polityczne pamięci historycznej dla podniesienia swoich notowań, jest absolutnie niedopuszczalne. Mierzenie się przelaną krwią naszych narodów i zdobywanie dywidend politycznych na tragedii jest haniebne, jest nie do przyjęcia. Ta droga prowadzi donikąd. Uważam, że jest to zdrada pamięci niewinnych ofiar naszej wspólnej tragedii” - powiedział Poroszenko. Odniósł się również do sprawy ustawy o IPN. Powiedział, że Kijów liczy na zmiany w nowelizacji ustawy o IPN w części, która dotyczy Ukraińców i potwierdza ustalenia w sprawie gotowości do odblokowania prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych na terytorium Ukrainy. „Wspieramy inicjatywy zmian w znanej nowelizacji polskiej ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Liczymy, że zostaną w niej także zmienione zapisy, które dotyczą oceny Ukraińców” - powiedział. „Potwierdzam oddanie dla ustaleń politycznych, zawartych podczas mojego spotkania z prezydentem Andrzejem Dudą w grudniu ubiegłego roku w Charkowie, dotyczących odblokowania prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych strony polskiej na terytorium Ukrainy. Oczekujemy, że w najbliższym czasie nasi eksperci rozpoczną odpowiednie prace” – dodał Poroszenko. (https://wpolityce.pl/swiat/402982-poroszenko-apeluje-o-pojednanie-historyczne-z-polska). Warto odnotować słowa Poroszenki: „Jakiekolwiek próby wykorzystywania przez jakiekolwiek siły polityczne pamięci historycznej dla podniesienia swoich notowań, jest absolutnie niedopuszczalne.” Przebił tutaj nawet logikę Lecha Wałęsy, który wyznał: „jestem za a nawet przeciw”.  Jaki był cel wizyty Poroszenki w Sahryniu 8 lipca?

Podczas tego prowokacyjnego wiecu zabrał głos prezes Towarzystwa Ukraińskiego Grzegorz Kuprianowicz. Stwierdził on, że w Sahryniu doszło do „zbrodni przeciwko ludzkości popełnionej przez członków narodu polskiego – partyzantów Armii Krajowej będących żołnierzami podziemnego państwa polskiego”. Zaznaczył też, że lokalni prawosławni mieszkańcy zginęli z rąk innych obywateli Rzeczpospolitej dlatego, że „mówili w innym niż większość języku i byli innego wyznania”. Wypowiedzi Kuprianowicza zostały odebrane przez wojewodę lubelskiego Przemysława Czarnka jako znieważenie narodu polskiego lub Rzeczypospolitej Polskiej a także zrównanie zbrodni ludobójstwa na Wołyniu z „likwidacją bazy UPA, w której zginęło kilkaset osób”, co może stanowić przestępstwo zaprzeczania zbrodniom ukraińskich nacjonalistów. Wojewoda złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. W innej wypowiedzi Kuprianowicz zrównał zbrodnię ludobójstwa na Wołyniu z „likwidacją bazy UPA, w której zginęło kilkaset osób”, co zdaniem wojewody może stanowić przestępstwo zaprzeczania zbrodniom ukraińskich nacjonalistów. W trakcie uroczystości w Sahryniu kilkukrotnie wznoszono banderowskie pozdrowienie „Sława Ukrajini – herojam sława!” (Chwała Ukrainie – chwała bohaterom), w tym także przez Poroszenkę i z jego inicjatywy.

Prezes Środowiska Żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK złożył wniosek o odwołanie Grzegorza Kuprianowicza z Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przy IPN. Wniosek o ściganie ukraińskiego działacza zamojska prokuratura przesłała Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu przy IPN w Lublinie, uznając że jest ona właściwa w tej sprawie. Tymczasem Kuprianowicz jest członkiem Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przy IPN. (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/polska/w-ipn-lezy-wniosek-o-odwolanie-kuprianowicza-z-kopwim/; 26 lipca 2018). Oczywiście natychmiast Kuprianowicz oświadczył, że działanie wojewody lubelskiego jest próbą zastraszenia Ukraińców w Polsce. Zrównał więc wszystkich Ukraińców żyjących i działających w Polsce z gloryfikatorami faszystowsko-nazistowskiego banderyzmu na Ukrainie. Rzecz ciekawa, ale jeszcze kilkanaście lat temu, gdy prezentował we Lwowie swoje książki opisujące cerkwie prawosławne na Lubelszczyźnie, został tam zaatakowany za ich „moskiewskie” wzory. Teraz cerkiew prawosławna przy pomocy Konstantynopola chce odciąć się od patriarchatu moskiewskiego. Ale cerkiew prawosławna w Polsce zaprotestowała przeciwko tym zamiarom. Stąd wynikałoby, że Kuprianowicz jest za banderyzacją cerkwi prawosławnej i w Sahryniu złożył hołd „lenny”. Co niewątpliwie zostanie wkrótce wynagrodzone.  

Natomiast IPN nie dopatrzył się w wypowiedzi szefa Towarzystwa Ukraińskiego znamion negowania zbrodni ukraińskich nacjonalistów, choć przyznał, że wypowiedzi Grzegorza Kuprianowicza podczas uroczystości w Sahryniu relatywizowały ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. „Po przeprowadzeniu czynności sprawdzających, w szczególności po przeprowadzonej analizie odtworzonego przemówienia Prezesa Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie, stwierdzono, iż nie zawierało ono treści, które mogłyby wyczerpać ustawowe znamiona czynu z art. 55 ustawy o IPN” – napisał naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Lublinie prokurator Jacek Nowakowski. Jednocześnie zaznaczył w uzasadnieniu swojej decyzji, że Kuprianowicz w swoim przemówieniu „skupił się wyłącznie na wydarzeniach w Sahryniu i ofiarach ukraińskich”, pomijając „niewygodne” fakty „związane z rolą, jaką odgrywał Sahryń w zbrodniczej działalności UPA na tym terenie, stanowiąc bazę wypadową dla jej oddziałów”. Podkreślił, że działacz mniejszości ukraińskiej „przemilczał zbrodnie popełnione przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej”. „W tym kontekście prokurator podzielił stanowisko zawiadamiającego, że sposób przedstawienia przez Prezesa Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie wydarzeń w Sahryniu może prowadzić do zachwiania właściwych proporcji i w konsekwencji do relatywizowania oczywistej obecnie oceny popełnionej na Narodzie Polskim zbrodni ludobójstwa” – napisał prok. Nowakowski.

Niedługo przez ogłoszeniem stanowiska IPN, w obronie Kuprianowicza wystąpił szef MSZ Ukrainy, Pawło Klimkin. „Jak rozumiem, „winą” G. Kuprianowicza jest to, że „miał śmiałość” powiedzieć, kto był ofiarą, a kto popełnił zbrodnię, co znaczy, że wygłosił dawno znane fakty, którym dotąd nikomu nawet nie przyszło na myśl zaprzeczać. Jednak sytuacja zmieniła się wraz z przyjęciem w tym roku w Polsce nowej wersji Ustawy o IPN. Kategorycznie sprzeciwiamy się wykorzystywania mechanizmu sądowego dla ścigania (prześladowania) jednego z prominentnych działaczy społeczności ukraińskiej w Polsce, który swoją drogą robi wiele na rzecz polsko-ukraińskiego pojednania historycznego – podkreślił Klimkin. Według niego „społeczeństwo obywatelskie w Polsce ma poważne powody do obaw”. Wcześniej ws. Kuprianowicza interweniował wiceszef MSZ Ukrainy, Wasyl Bodnar, który poruszył tę kwestię w rozmowie z Janem Piekło, polskim ambasadorem w Kijowie. „Wezwałem [stronę polską – red.] do zaprzestania ścigania [dosł. kryminalnego prześladowania] historyka G. Kuprianowicza, szefa Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie” – napisał po spotkaniu Bodnar.

Sam Kuprianowicz twierdzi, że nie powiedział w Sahryniu ani jednego nieprawdziwego słowa i oświadczył, że może wszystko powtórzyć. W rozmowie z ukraińskimi mediami powiedział, że działania wojewody to „próba zastraszenia miejscowych Ukraińców”. Wojewoda lubelski uznał uroczystość z udziałem prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki w Sahryniu za „prowokację i hucpę”, co spotkało się z krytyczną reakcją ukraińskiej ambasady i MSZ Ukrainy, w tym jej szefa Pawło Klimkina. Kuprianowicz uznał słowa Czarnka za skandaliczną i niedopuszczalną reakcję. Zapowiedział też, że zwróci się do premiera Mateusza Morawieckiego z pytaniem, czy wypowiedzi wojewody „wyrażają oficjalne stanowisko rządu” i czy działania Przemysława Czarnka „są wyrazem realizacji polityki Rzeczypospolitej Polskiej wobec mniejszości ukraińskiej”. (https://kresy.pl/wydarzenia/relatywizowal-ale-nie-negowal-ipn-odmawia-wszczecia-sledztwa-ws-slow-kuprianowicza-w-sahryniu/; 23 sierpnia 2018).

Prezes IPN dr Jarosław Szarek odwołał w czwartek prezesa Towarzystwa Ukraińskiego Grzegorza Kuprianowicza z członkostwa w Komitecie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przy Oddziale IPN-KŚZpNP w Lublinie.  

Internauta Beresteczko1651:  A mnie najbardziej zastanawia co jakiś ukrainiec robił w tym Komitecie i jakim sposobem się tam znalazł. To tak jakby wpuścić świnię do kościoła. (https://kresy.pl/wydarzenia/polska/kuprianowicz-odwolany-z-komitetu-ochrony-pamieci-walk-i-meczenstwa/; 30 sierpnia 2018). Tych, którzy nie znają tajnej Uchwały Prowidu OUN z 1990 roku, może zdumiewać buta ukraińskich faszystów rządzących na Ukrainie. A jest to po prostu jej żelazna realizacja w sprzyjających dla nich warunkach geopolitycznych.  

 

„IPN obecnie prowadzi ok. 30 postępowań dotyczących zbrodni wołyńsko-galicyjskiej, w wyniku której członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii w latach 1943-1945 zamordowali na Wołyniu i we wschodniej Galicji - według szacunków Instytutu - ok. 100 tys. Polaków - mężczyzn, kobiet i dzieci. W największym śledztwie w tej sprawie, które prowadzi pion śledczy IPN w Lublinie, przyjęto kwalifikację tej zbrodni jako ludobójstwa. Nie ulega wątpliwości, iż zbrodnie, których dopuszczono się wobec ludności narodowości polskiej, noszą charakter nie podlegających przedawnieniu zbrodni ludobójstwa. Fakt podjęcia przez przywódców OUN-UPA decyzji o usunięciu ze wschodnich terenów II RP, a w przypadku Wołynia o wymordowaniu wszystkich Polaków zamieszkujących sporne ziemie w celu uzyskania przed ewentualnymi rozmowami pokojowymi, po zakończeniu wojny, terenów czystych etnicznie, znajduje oparcie w świetle ujawnionych dokumentów, zeznań setek świadków, opinii biegłych historyków, relacji znawców przedmiotu i posiadanych przez nich dokumentów archiwalnych -  informuje pion śledczy IPN. Prokuratura Instytutu Pamięci Narodowej wskazuje również na formacje i ludzi odpowiedzialnych za dokonanie masakry. Antypolskie akcje, mające na celu fizyczne zniszczenie (eksterminację) ludności polskiej z terenu Wołynia, zostały zaplanowane i przygotowane przez polityczne i wojskowe gremia przywódcze OUN-UPA, a wykonane przez podległe im oddziały zbrojne i podporządkowane im grupy samoobrony ukraińskiej oraz zaagitowanych do tego celu chłopów - czytamy w informacji IPN. Morderstwa i wytępienie ludności cywilnej na Wołyniu podjęte zostały w celu zniszczenia Polaków jako grupy narodowej, traktowanej jako przeszkoda w utworzeniu „Wielkiej Ukrainy” -  podkreślają prokuratorzy Instytutu. Szacunkowo zamordowanych na Wołyniu zostało około 60, a nawet 80 tysięcy osób narodowości polskiej - stwierdza IPN, przypominając też, że akcja nacjonalistów ukraińskich objęła setki miejscowości, wsi, kolonii na terenie województwa wołyńskiego, nie licząc miejsc i obszarów nie zamieszkanych, gdzie również dokonano licznych mordów. Należy pamiętać, że poza terenem dawnego województwa wołyńskiego członkowie UPA mordowali Polaków również w Galicji Wschodniej: w województwach lwowskim, tarnopolskim i stanisławowskim, a także w części Lubelszczyzny i Polesia - stąd szacunki IPN, że w sumie w zbrodni wołyńsko-galicyjskiej zginęło ok. 100 tys. Polaków (przez niektórych historyków podawane są także wyższe liczby, które sięgają nawet do ok. 130 tys. śmiertelnych ofiar). Dziesiątki tysięcy Polaków, którym udało się przeżyć masakrę, zostało zmuszonych do ucieczki pozostawiając cały dorobek nie tylko swojego życia, ale także poprzednich pokoleń; duża część tych osób trafiła następnie na roboty do Niemiec. Z uwagi na fakt, iż inicjatywa dowodowa w przedmiotowym śledztwie nie została wyczerpana, istnieje prawdopodobieństwo ustalenia sprawstwa niektórych osób, szczególnie usytuowanych niżej w hierarchii wojskowej i politycznej OUN-UPA i skutecznego ich oskarżenia, tym bardziej, że zgodnie z zasadami prawa norymberskiego, działanie na rozkaz nie zwalnia od odpowiedzialności karnej, może mieć jedynie wpływ na złagodzenie kary -  informuje pion śledczy IPN. (https://wpolityce.pl/historia/402947-oskarzenie-sprawcow-rzezi-wolynskiej-jest-mozliwe ).

Zadziwia komunikat IPN. Nie tylko zaniża ogólną liczbę ofiar polskich około dwukrotnie, to jeszcze kłamie o „skutecznym oskarżeniu” ich sprawców. Miał na to ponad 20 lat, wszystkie śledztwa umarza i ich dokumentacji nie publikuje. Zbrodniarze zostali uznani za bohaterów wolnej Ukrainy, a ostatni świadkowie ich zbrodni umierają. Natomiast ofiary zbrodni leżą nadal w porośniętych chaszczami dołach śmierci, a ich kości nie wolno wydobyć i godnie pochować – bo tak postanowiły „przyjacielskie” władze Ukrainy. Zaiste, dwa plus dwa to się równa rower.   

Prof Mieczysław Ryba o wypowiedziach Poroszenki w Sahryniu 8 lipca: „Wskazał, że mamy do czynienia przynajmniej z porównywalną tragedią dwóch narodów. Mieliśmy jednak do czynienia z planowanym ludobójstwem przez OUN-UPA. Kwestia jest fundamentalna co do oceny tego, co zwiemy tożsamością historyczną współczesnej Ukrainy. Sprawa jest bardzo poważna i niestety nie widać szybkich dróg prowadzących do rozwiązania tego problemu. Kwestia Rosji, owszem jest istotna, ale nie ma nic do rzeczy w kwestii ludobójstwa na Polakach. Zagrożenie rosyjskie nie może być wykorzystywane przez Ukrainę do zakłamywania historii ludobójstwa na Wołyniu. Sowiecki najazd z którym walczyła UPA nie usprawiedliwia jej ludobójstwa na Polakach. Kwestie historyczne między nami muszą być załatwione, ponieważ nikt nie zagwarantuje, że ktoś nie będzie budował tożsamości politycznej konkretnych ugrupowań i programów wychowawczych w szkołach na tradycji OUN-UPA do której odwoływać się nie wolno. /.../  Milczeć już się nie da, ponieważ na Ukrainie rozpowszechnił się państwowy kult UPA. Obserwujemy budowanie mitu założycielskiego państwa ukraińskiego na tradycji UPA. To jest bardzo groźne. Milczenie w tej sprawie nie jest dobre także dla przyszłości Ukrainy. Musimy mówić jak było i przekazywać prawdę o ludobójstwie. Pojednanie powinno się opierać na pokazywaniu prawdy o tamtych czasach. Nie da się tego zrobić jeżeli Ukraina nie zawróci z tej drogi polityki historycznej. Przed wojna OUN po akcjach terrorystycznych prowadzonych przeciw Polsce był potępiany przez wszystkie ważniejsze ukraińskie siły polityczne, społeczne i Kościół greckokatolicki. A teraz mimo że UPA ma na koncie również ludobójstwo, nawiązuje się do OUN-UPA jako do tradycji do której warto nawiązywać.” (https://wpolityce.pl/polityka/403012-nasz-wywiad-prof-ryba-o-poroszence ). Głos wołający na pustyni, jaką jest III RP.

 

Czego może dokonać jeden prawy człowiek ws. pamięci polskich ofiar mordowanych przez nazi-faszystów ukraiński pokazał w 2018 roku Jacek Boki w Elblągu oraz Zdzisław Kogucik w Lublinie. Boki upamiętnił obrońców podkarpackiego miasteczka Birczy, Kogucik doprowadził do upamiętnienia ludobójstwa dokonanego przez Ukraińców na ludności polskiej. Otoczka jednego i drugiego wydarzenia jest hańbiąca dla wielu środowisk w Polsce.  

Uroczystość odsłonięcia i poświecenia w Lublinie „Pomnika Ofiar Ludobójstwa dokonanego na Wołyniu i Kresach Południowo-Wschodnich przez nacjonalistów ukraińskich” poprzedziła 11 lipca msza Święta w kościele garnizonowym NMP w Lublinie przy ul. Aleje Racławickie. Opisu zamieszczonych scen na pomniku dokonał Zdzisław Kogucik. Znajduje się na stronie:  https://ksi.btx.pl/index.php/aktualnosci/604-relacja-z-przebiegu-uroczystosci-odsloniecia-i-poswiecenia-pomnika-ofiar-wolynia-w-lublinie . Wyryte są też na nim słowa: „W hołdzie Polakom z Wołynia i Kresów Południowo-Wschodnich ofiarom ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1939- 1947 Matkom i Ojcom, Dzieciom i Starcom, Duchowieństwu zgładzonych ze szczególnym okrucieństwem jedynie dlatego że byli Polakami. Rodacy”. W fundament pomnika została złożona urna z ziemią pobraną z 37 miejsc znajdujących się w granicach województwa wołyńskiego II Rzeczypospolitej Polskiej. Tam żyli Polacy na których nacjonaliści ukraińscy dokonali zaplanowanej zbrodni ludobójstwa. Ziemia została poświęcona przez ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego w dniu 5 lipca 2015 r na Jasnej Górze podczas 21 światowego Zjazdu i Pielgrzymki Kresowian. Również w fundament tego pomnika złożono kamienie z Ziemi Świętej z 14 miejsc znaczonych na kartach Biblii Starego i Nowego Testamentu od Góry Synaj po Górę Oliwną. Przez ponad 70 lat władze w Polsce milczały o tym ludobójstwie swoich Rodaków dlatego dla przestrogi przywołane zostały słowa Jana Pawła II „Naród który traci pamięć traci swą tożsamość”.

Następnie zostało dokonane odsłonięcie pomnika którego dokonali żywi świadkowie: Daniela Kubiczek urodzona w Aleksandrii w 1934 r, Janina Kalinowska urodzona w kolonii Funduma, Stefan Wiechnik urodzony w Grabinie w 1929 r i Albin Sulikowski urodzony w Koźlińskim Majdanie w 1931 r. Poświecenia pomnika dokonał ksiądz podpułkownik Andrzej Piersiak.

Sześcioletni czas walki o miejsce na pomnik, napis, formę pomnika, potrzebne zgody, decyzje, opinie, pozwolenia, zatwierdzenia , dofinansowanie z chwilą odsłonięcia pomnika te starania dobiegły końca. Przypisuję Opatrzności Bożej, to, że udało się mnie postawić ten pomnik w Lublinie pomimo, że nie było akceptacji, pomocy, przychylności temu przedsięwzięciu. Wszystkie dokumenty do budowy pomnika musiałem uzyskiwać z wielkim trudem, a nie było to tylko dziełem przypadku. Dzisiaj już mogę powiedzieć że w lubelskich urzędach pracuje wielu pracowników którzy mają pochodzenie ukraińskie i to w większości oni czynili wszelkie utrudnienia w pozyskiwaniu potrzebnych pozwoleń. Drugą grupą która czyniła utrudnienia były osoby które na kontaktach z Ukraińcami robią jakieś interesy, układy, spotkania, wyjazdy towarzyskie, a pełnią decyzyjne funkcje w urzędach - więc nie chcieli tej dobrej relacji zakłócać. Również znacznie utrudnienia w budowie pomnika uczyniła Gazeta Wyborcza poprzez zainspirowanie powołania zespołu pomnikowego przy Prezydencie Miasta Lublin. Fakt że taki pomnik był zasadny przemawiało do mnie wiele argumentów nie sposób tutaj wszystkich opisać ale niech przemówią niektóre fakty. Zgłosiłem się do środowisk kresowych w dniu 27 czerwca 2018 r o pisma, emaile, listy do Metropolity Lubelskiego aby ogłoszono w kościołach archidiecezji lubelskiej o uroczystościach odsłonięcia pomnika w dniu 11 lipca 2018r i wiem że takie prośby zostały skierowane - ogłoszenia się nie pojawiły. Ksiądz arcybiskup nie wyraził zgody na objęcie patronatem honorowym naszych uroczystości, nie był obecny na nich pomimo zaproszenia, nie delegował żadnego sobie podległego biskupa pomocniczego – to przemawia jakie jest podejście do tematu zbrodni wołyńskiej w pomieszczeniach Metropolity Lubelskiego. Również w lubelskich mediach o dacie odsłonięciu pomnika nie było ani słowa. I okazuje się, że na uroczystość przychodzi około 700 osób – czy to nie jest budujące. W Lublinie korzenie kresowe posiada 20 – 30 % mieszkańców i wiedziałem że nie mogę się poddać ale iść dalej z uporem. Lubelskie środowiska kresowe w sprawie budowy pomnika zachowały całkowitą bierność i wydały same o sobie opinię. (Zdzisław Kogucik: Relacja z przebiegu uroczystości odsłonięcia i poświęcenia pomnika „Ofiar Wołynia” w Lublinie. W: https://ksi.btx.pl/index.php/aktualnosci/604-relacja-z-przebiegu-uroczystosci-odsloniecia-i-poswiecenia-pomnika-ofiar-wolynia-w-lublinie ). 

Niestety, nawet podczas tej uroczystości miał miejsce skandal. W związku z nim Zdzisław Kogucik wysłał list do posła Kukiz'15 Jakuba Kuleszy. Pisze m.in.: „Nawiązał Pan Poseł RP do znajomości swojego brata z dziewczyną pochodzenia ukraińskiego która jest jego narzeczoną. Wspomniał Pan również, że dziewczyna uwrażliwiła brata na poezję Tarasa Szewczenki, i czytając są nią zachwyceni. I w takim kontekście należy spojrzeć na piękną poezję budującą wspólne relacje Polski i Ukrainy. Panie Pośle jest Pan młodym człowiekiem a pomimo to dostąpił Pan zaszczytu reprezentowania Narodu Polskiego i od Pana głosu w Sejmie zależy jakie prawo będzie obowiązywać w naszej Ojczyźnie. Jeżeli jednak wypowiada się Pan publicznie i to na uroczystości odsłonięcia pomnika „Ofiar Wołynia” w tak newralgicznym temacie powinien Pan dokładnie znać temat i ważyć wypowiedziane słowa. Kresowianie na uroczystości odsłonięcia pomnika „Ofiar Wołynia” byli zbulwersowani Pana wypowiedzią o Tarasie Szewczence. Jako przewodniczący tej uroczystości nie chciałem zakłócać tej wypowiedzi i nie robić skandalu poprzez przerwanie wywodu który Pan czynił. Moja decyzja podyktowana była faktem, że Kresowianie w kole poselskim Kukiz 15 mają oparcie i zrozumienie w dążeniu do prawdy o ludobójstwie Polaków dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich i dlatego nie przerwałem Pana wypowiedzi.

Taras Szewczenko w swojej twórczości podsyca bardzo silnie element antypolski, ukazuje niezbicie pogardę do Polaków szczególnie w poemacie ‘Hajdamacy” ale również w wierszach „Chłodny Jar” i „Szwaczka”.

Taras Szeczenko używa w swojej twórczości antypolskiej retoryki, nadaje kult oprawcom i zbrodniarzom i wzywa do zbrodni w w/w utworach. Powinien Pan wiedzieć, że wypowiadając się o Tarasie Szewczence, że nie są w/w utworach stworzone poglądy abstrakcyjne lecz są to utwory oparte na faktach autentycznych.

Taras Szewczenko opisuje wystąpienia ruskiego chłopstwa pańszczyźnianego, hajdamaków i kozaków przeciwko ludności polskiej i żydowskiej w 1768 r. Było to wystąpienie na terenie Rzeczypospolitej Obojga Narodów pomiędzy rzekami: Dnieprem, Siniuchą, Bohem i Rosją. Przewódcami wystąpienia byli Maksym Żeleźniak i Iwan Gonta a liczbę ofiar pogromu szacuje się od 100 do 200 tysięcy zamordowanych gdzie apogeum była zbrodnia w Humaniu w obwodzie czerkaskim. Zamek w Humaniu został zdobyty w wyniku zdrady setnika kozackiej milicji dworskiej w dniu 20.06.1768 r. W zamku schroniła się m.in. cywilna ludność w tym kobiety i dzieci. Ludzi tych wyciągano z piwnic, domów, rowów gdzie się ukryli i rozpoczęła się rzeź, zabijano i męczono, obcinano ręce i uszy, dzieci nabijano na piki. Historycy szacują ze tego dnia łączna liczba zabitych wyniosła ok. 20 tysięcy ofiar. Ruch hajdamacki heroizował ukraiński wieszcz narodowy Taras Szewczenko właśnie w wierszach „Chłodny Jar”, „Szwaczka” i poemacie „Hajdamacy”. Ogromne jest podobieństwo bestialstwa i mordowania ludzi w rzezi humańskiej i rzezi wołyńskiej której dopuścili się banderowcy ponieważ wychowali się na poezji Trasa Szewczenki, który wychwalał Hajdamackie zbrodnie. Dzisiaj Poseł na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej na uroczystości odsłonięcia pomnika „Ofiar Wołynia” mówi o przepięknej poezji Tarasa Szewczenki, którą zachwyca się jego brat i narzeczona pochodzenia ukraińskiego i to jest skandal jakiego dopuścił się Pan na tych uroczystościach. Nadmieniam, że w dniu 09.03.2016 r w 202 rocznicę urodzin Tarasa Szewczenki wpłynął Wniosek do Przewodniczącego Rady Miasta Lublin w sprawie zmiany nazwy „Skweru Tarasa Szewczenki” położonego w granicach administracyjnych Miasta Lublin na „ Skwer Sprawiedliwych Ukraińców”. Ten wniosek podpisało 1770 mieszkańców Lublina i tych którzy tutaj uczą się lub pracują w Lublinie. Rada Miasta Lublin podczas sesji w dniu 19 maja 2016 r rozpatrywała projekt uchwały w powyższej sprawie. Na w/w sesji został przegłosowany wniosek aby projekt uchwały skierować do rozpatrzenia przez komisje: „Samorządności i Porządku Publicznego” oraz „Kultury i Ochrony Zabytków” i tak sprawa została zamrożona do dnia dzisiejszego.” (https://ksi.btx.pl/index.php/aktualnosci/617-skandal-podczas-uroczystosci-odsloniecia-pomnika-ofiar-wolynia-w-lublinie ). Warto zwrócić uwagę na fakt, że podstawową wiedzę posłowi do Sejmu III RP musi wykładać zwykły, polski patriota. 

 

Portal www.wpolityce.pl broni ONR!

„Chęć wpasowania się w dominujący nurt czasami grozi schizofrenią. Dobrym przykładem jest postawa polityków PO i Nowoczesnej wobec brudnego nacjonalizmu. Tego prawdziwego, jak i urojonego.

Oto gdy chodzi o apologię nacjonalizmu ukraińskiego, nasyconego pogańskim kultem krwi, uznającym zbrodnię za fundament państwowości, wówczas oświecone jaśniepaństwo z wszelkich ośrodków, stowarzyszeń i partii demokratyczno-liberalnych wstydliwie odwraca wzrok i półgębkiem mówi o potrzebie „zrozumienia ukraińskiej wrażliwości”. W końcu Ukraina to nasz bufor, trzeba uszanować jej unijne aspiracje, wesprzeć Kijów w prozachodnich dążeniach, itp., itd. Można nawet przymknąć oko na trawiącą wszystko korupcję i oligarchizację kraju. Przekaz ma się zgadzać. Wujek Soros może być zadowolony.

A co w przypadku polskiego nacjonalizmu, który z samej definicji nie powinien tak przerażać rodzimych guwernerów dobrego smaku? No, tu już jest gorzej. Wszystko śmierdzi! A to falanga za bardzo przypomina swastykę, a to koszule ONR-owców za bardzo kojarzą się z hitlerjugend, a szyk maszerujących przypomina… nazistowskie wiece (sic!). Można przyczepić się do wszystkiego. A że chcieli uczcić ofiary III Rzeszy? Źle. Oddać hołd pomordowanym w Rzezi Woli? Też niedobrze. Na naszych oczach odbywa się kreacja wroga. Wbrew faktom, wbrew logice. Byle go stworzyć i wskazywać jako przyczynę zła wszelkiego. W końcu o czymś taki Rabiej czy Trzaskowski muszą trąbić w sezonie ogórkowym. A zdrowy rozsądek? Najwyraźniej od niego również można odpocząć.” (Wszystkim delikacikom, którym śmierdzi ONR jakoś nie przeszkadzają probanderowskie ekscesy na Ukrainie; w: https://wpolityce.pl/polityka/406916-smierdzi-im-onr-ale-jakos-nie-przeszkadza-banderyzm ).

 

W związku ze zbliżającą się rocznicą „Cudu nad Wisłą” – wydarzenia decydującego o polskim zwycięstwie w wojnie z bolszewikami – prezentujemy opatrzone historycznym komentarzem oświadczenie członków Społecznej Inicjatywy Opieki nad Mogiłami Żołnierzy Armii URL w Warszawie.

„Śniąc o wolnej Ukrainie, nie szczędzili krwi w walce o niepodległą Polskę. W rocznicę „Cudu nad Wisłą” 15 sierpnia 1920 r. oddajemy hołd poległym oficerom i żołnierzom armii Ukraińskiej Republiki Ludowej, którzy ramię w ramię z żołnierzami polskimi bronili Europy przed nawałą bolszewicką. Cześć ich pamięci!

Społeczna Inicjatywa Opieki nad Mogiłami Żołnierzy Armii URL w Warszawie. 

Ukraiński wkład w wolną Europę dziś i blisko 100 lat temu. 

15 sierpnia przedstawiciele Społecznej Inicjatywy Opieki nad Grobami Żołnierzy URL w Warszawie składają wiązanki kwiatów na mogiłach oficerów i żołnierzy Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej, którzy ramię w ramię z żołnierzami Wojska Polskiego bronili Europy przed nawałą bolszewicką w roku 1920. Oddajemy cześć tym wszystkim żołnierzom Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej, którzy nie bacząc na różne doświadczenia historii relacji polsko-ukraińskich, różne światopoglądy i wyznania – realizując umowę sojuszniczą między Rzecząpospolitą Polską a Ukraińską Republiką Ludową postawili tamę wojskom bolszewickiej Rosji. Ich symbolem jest generał Marko Bezruczko, dowódca VI Siczowej Dywizji Armii URL, który stał na czele wspólnych sił ukraińskich i polskich broniąc skutecznie Zamościa i zatrzymując marsz Armii Czerwonej, co pozwoliło Marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu na dokonanie sławetnego manewru okrążającego i rozbicie bolszewików na przedpolach Warszawy. W ocenie ekspertów wojskowych, w tym m.in. francuskiego generała Maxime’a Weygand’a, ukraiński generał był jednym z współautorów Cudu nad Wisłą. Grób generała Marka Bezruczki znajduje się na warszawskim cmentarzu prawosławnym.

W czasie wojny polsko-bolszewickiej, w tym podczas Bitwy Warszawskiej, sprzymierzeńcami Wojska Polskiego była Armia URL. Kilka tysięcy jej żołnierzy i oficerów oddało w niej swoje życie, w tym generałowie Jewhen Myszkowśkyj, Fedir Kołodij, Ołeksander Fedeniak-Biłynśkyj. Dzisiaj Ukraina, stawiająca opór rosyjskiej agresji i dążąca do integracji z Europą, dostrzega w żołnierzach 1920 roku swoich europejskich bohaterów, którzy realizując umowę sojuszniczą między Rzeczpospolitą Polską a Ukraińską Republiką Ludową postawili tamę bolszewickiej nawale. Ukraińskie kwatery wojskowe na prawosławnym cmentarzu na warszawskiej Woli są z jednej strony symbolem trwającej kilkaset lat walki Ukraińców o prawo do samostanowienia, z drugiej - symbolem godności i wierności raz danemu słowu

Spoczywający na tym cmentarzu żołnierze i oficerowie Ukraińskiej Republiki Ludowej stanęli do walki o wolność Ukrainy i do końca wypełnili swoje zobowiązania wobec Rzeczpospolitej. Pomimo przegranej trwali wiernie u boku swych sojuszników, nie szczędząc krwi w walce o wolną Polskę. Za tę wierność, za wypełnienie żołnierskiego obowiązku do końca, należy im się pamięć. Nawet gdyby miałaby ona budzić się tylko raz w roku, w rocznicę „Cudu nad Wisłą”.

Społeczna Inicjatywa Opieki nad Mogiłami Żołnierzy Armii URL w Warszawie

Tadeusz A. Olszański komentuje: „Nic nie ujmując żołnierzom UNR i gen. Bezruczce: obrona Zamościa miała miejsce w dniach 28-30 sierpnia 1920 r., a więc dwa tygodnie po rozstrzygnięciu bitwy warszawskiej (tzw. cudzie nad Wisłą). Jej znaczenie polegało na tym, że chwilowe powstrzymanie Armii Konnej umożliwiło skoncentrowanie sił polskich, które w następnych dniach rozbiły ją kompletnie w bitwie pod Komarowem. Grób gen. Bezruczki i innych ukraińskich wojskowych zmarłych na emigracji w Warszawie na warszawskim cmentarzu prawosławnym ma się dobrze, regularnie są tam składane kwiaty m.in. od ambasady Ukrainy. Może Społeczna Inicjatywa zajęłaby się raczej odszukaniem i upamiętnieniem grobów żołnierzy UNR, poległych w sierpniu 1920 r. w okolicach Chełma Lubelskiego i Hrubieszowa, a także we wsiach na zachód od Zamościa, bo większość sił dywizji Bezruczki nie broniła samego miasta, lecz innych odcinków.”

Internauta Tagore: „Bardzo ładnie, ale wypada mieć umiar w upiększaniu sytuacji. Oddziały UNR Petlury liczyły ok 15 tyś ludzi, polska armia ok 500 tyś, w walkach zginęło ich ok. 2 tyś. Gen. Bezruczko pod Zamościem miał ok 300 ludzi w ukraińskich oddziałach na ok 3 tyś polskich wojsk. Z racji stopnia formalnie był dowódcą zgrupowania. Ludność Ukrainy nie poparła UNR i z rekruta do 12 dywizji ukraińskich nic nie wyszło, dlatego RP nie była wstanie kontynuować walki z przeciwnikiem o o wiele większych zasobach ludzkich.” (https://kresy24.pl/bitwa-warszawska-1920-roku-sojuszniczy-boj-o-europe/; 7 sierpnia 2018).

 

Tymczasem we Lwowie grupa młodych Polaków próbowała uwolnić lwy na Cmentarzu Obrońców Lwowa rozbijając część pudeł z płyt wiórowych, którymi ukraińskie władze zabudowały rzeźby lwów na dawnej bramie głównej. O sprawie pisze ukraiński portal Zaxid.net tytułując informację „We Lwowie grupa Polaków urządziła prowokację na Cmentarzu Orląt”. Powołując się na informacje dyrektora Muzeum Cmentarz Łyczakowskiego Mychajło Nagaja portal twierdzi, że grupa młodych Polaków około godziny 16.30 w sobotę zaczęła rozbijać pudła z płyt wiórowych, jakimi ukraińska administracja zabudowała pomniki dwóch lwów stojące na cokołach dawnej głównej bramy Cmentarza Obrońców Lwowa.

„Oni uszkodzili osłony, wyrwali całe kawały i ruszyli do wyjścia. Już na wyjściu tych ludzi usiłowała zatrzymać nasza ochrona. Jednak mężczyznom udało się wyrwać za bramę i tam oni zaczęli się rozbiegać każdy w swoją stronę” – zrelacjonował Nagaj. Twierdzi on, że przypadkowo w tym czasie ulicą koło Cmentarza Łyczakowskiego przejeżdżał partol ukraińskiej policji. Załoga policyjnego samochodu włączyła się interwencję, skutkiem czego było zatrzymanie jednego z Polaków z grupy, która rozbijała pudła w których zamknięto rzeźby lwów. „Ten człowiek po polsku oświadczył, że zdecydował się >>uwolnić lwy<<. To całkowicie niedopuszczalne zachowanie, które nie można nazwać inaczej niż prowokacją” – ocenia Nagaj. Według ustaleń ukraińskiej policji zatrzymany to mieszkaniec Krakowa Mateusz Pasek. Zaś grupa, która rozbiła pudła, którymi zabudowano lwy składało się ogółem z 9 młodych obywateli Polski. Na zdjęciach widać, że udało się to w przypadku jednego ze lwów, rzeźba drugiego nadal jest w znacznej części zasłonięta. Historyczne rzeźby lwów, na których tarczach znajdują się godło Polski i herb Lwowa, oraz napisy odpowiednio „Zawsze wierny” i „Tobie Polsko” wróciły na swoje miejsce z inicjatywy polskiego Ministerstwa Kultury w grudniu 2015 r. Władze ukraińskie uznały to za „nieuzgodnioną akcję” i zasłoniły rzeźby zabudową z płyt wiórowych. Szef ukraińskiej Państwowej Komisji do spraw Upamiętnień Ofiar Wojen i Represji Światosław Szeremeta stwierdził, że lwy powinny zostać wyniesione poza teren Cmentarza Łyczakowskiego jako „symbol okupacji”. (https://kresy.pl/wydarzenia/regiony/ukraina/mlodzi-polacy-rozbijali-pudla-w-ktorych-ukraincy-zamkneli-lwy-na-cmentarzu-orlat/; 29 lipca 2018). 

Przewodniczący frakcji partii Swoboda w radzie obwodu lwowskiego Ołeh Pańkewycz odniósł się do zdarzenia z 28 lipca kiedy to grupa młodych Polaków częściowo rozbiła pudła z płyt wiórowych, którymi obudowane są rzeźby lwów na dawnej bramie głównej Cmentarza Obrońców Lwowa. Polityk neobanderowskiej partii przedstawia działania Polaków jako „prowokację”, która miała na celu „rozniecanie waśni narodowościowych”. Wspomina też o tym, że jedyny ze schwytanych członków grupy został 29 lipca skazany na grzywnę w wysokości 85 hrywien z paragrafu o „drobnym chuligaństwie”, a procesowi przyglądał się przedstawiciel Konsulatu Generalnego RP we Lwowie. Pańkewycz uznał, że „prowokacja” była możliwa ponieważ „bezprawnie i bez zezwolenia władzy i miejscowego samorządu, za zagraniczne środki [finansowe] rzeźby lwów zostały zdemontowane i umieszczono je u memorialnego kompleksu pochówków wojskowych na terenie muzeum Cmentarza Łyczakowskiego”. Przy czym Pańkewycz uznał, że rzeźby lwów oprócz historycznego mają „wyraźny kontekst polityczny”. Mogą one według niego nieść „antyukraińską treść”, „symbolizować okupację ziem ukraińskich” oraz „znieważać narodowe uczucia Ukraińców”. Pańkewycz przypomniał, że rada obwodu lwowskiego już na początku 2016 roku domagała się sprawdzenia zgodności z ukraińskim prawem przywrócenia posągów na bramie Cmentarza Orląt i zarzuca władzom miasta, że tego nie uczyniły. Polityk stwierdza, że obecność rzeźb lwów na cmentarzu „uwzględniając militarystyczny i antyukraiński kontekst tych pomników może mieć negatywne skutki społeczne”. Dlatego też lwowska Swoboda domaga się przeniesienia rzeźb w inne miejsce.

Historyczne rzeźby lwów, na których tarczach znajdowały się godło Polski i herb Lwowa, oraz napisy odpowiednio „Zawsze wierny” i „Tobie Polsko” wróciły na swoje miejsce z inicjatywy polskiego Ministerstwa Kultury w grudniu 2015 r. Władze ukraińskie uznały to za „nieuzgodnioną akcję” i zasłoniły rzeźby zabudową z płyt wiórowych. Szef ukraińskiej Państwowej Komisji do spraw Upamiętnień Ofiar Wojen i Represji Światosław Szeremeta stwierdził, że lwy powinny zostać wyniesione poza teren Cmentarza Łyczakowskiego jako „symbol okupacji”. (https://kresy.pl/wydarzenia/regiony/ukraina/neobanderowski-polityk-zada-usuniecia-rzezb-lwow-z-cmentarza-obroncow-lwowa/; 6 sierpnia 2018). 

Co innego pomniki UPA w Polsce, one nie mają „antypolskich treści”, ani nie „symbolizują ludobójstwa dokonanego przez UPA na ludności polskiej” - one upamiętniają szlachetnych bojowników o wolną Ukrainę na terenach okupowanych przez Polskę. A dwa plus dwa to się równa rower. A co by było, gdyby pomniki UPA w Polsce zostały obudowane płytami paździerzowymi? W psychologii takie działanie nazywa się „lustro” - robię dokładnie to co ty, i jak się wtedy czujesz? Podobno skuteczne dla psychopatów, którzy nie rozumieją znaczenia równowagi wzajemnych relacji. Nieskuteczne jednak dla osób chorych psychicznie. Czy taką chorobą jest banderyzm?  

 

Podczas defilady w Kijowie z okazji Dnia Niepodległości Ukrainy, minister obrony Stepan Połtorak witał żołnierzy banderowskim zawołaniem „Sława Ukrainie, Herojam Sława”. Prezydent Petro Poroszenko recytował nową wersję hymnu OUN i wychwalał banderowskie zawołanie, jako nowe pozdrowienie ukraińskiej armii. Na miejscu obecni byli również polscy żołnierze – tuż po ich przemarszu orkiestra odegrała „Marsz Nowej Armii”, czyli nową wersję hymnu zbrodniczej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

Dla mnie to jest szok. To znaczy, że Ukraina określiła się zupełnie inaczej, niż dotąd deklarowali Ukraińcy. Ta retoryka uderza nie tylko w Polskę, ale we wszystkich, którzy walczyli z hitleryzmem. To uderzenie w miliony ofiar Adolfa Hitlera” mówi w rozmowie z portalem Kresy.pl generał Waldemar Skrzypczak, były Dowódca Wojsk Lądowych. Jego zdaniem, taka frazeologia jest powrotem do retoryki z czasów II wojny światowej, „gdy Ukraińcy byli sojusznikami Adolfa Hitlera”. „My, Polacy, szczególnie dobrze to pamiętamy. Byłem głęboko przekonany i wierzyłem w to, że Ukraina zmierza w zupełnie nowym kierunku, ku demokracji i poszanowaniu dla historii. Pamiętamy, że były formacje ukraińskie, które służyły hitlerowcom, jak Waffen-SS Galizien. Ona miały duży udział w mordowaniu Polaków. Jeśli powraca się do tej retoryki, to dla mnie to jest powrót do faszyzmu. Dla nas to bardzo bolesne. Jeśli MON o tym wiedział, że ta retoryka i taka demonstracja faszystowskiego nacjonalizmu ukraińskiego w stylu SS Galizien będzie tam obecna, to znaczy, że popełniono straszny błąd”mówi gen. Skrzypczak. Zaznacza, że nie dotyczy to tylko tych, którzy pamiętają Wołyń, ale wszystkich Polaków. Przypomina, że formacje ukraińskie w służbie III Rzeszy brały udział m.in. w pacyfikacji Powstania Warszawskiego. „Jeżeli Ukraińcy do takiej hitlerowskiej, faszystowskiej retoryki wracają, to rząd Polski powinien natychmiast zająć stanowisko w tej sprawie. Tego nie można odpuścić”podkreśla generał. Zaznacza, że powinno to być też sygnałem dla Stanów Zjednoczonych, będących sojusznikiem Ukrainy: „Mimo wsparcia ze strony USA i UE, Ukraina zmierza w zupełnie nie tym kierunku, niż trzeba. Poza tym, że uważam, że polski rząd powinien zająć stanowisko, to dyplomacja amerykańska powinna się w to wczuć. Nasze stanowisko będzie ważne, ale ważnym gestem powinien być gest ze strony Amerykanów, którzy również z hitlerowcami walczyli.”

Hasło „Sława Ukrajini” i odzew „Herojam sława” zostały ustanowione jako organizacyjne przywitanie banderowskiej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów przez Uchwałę II Wielkiego Zboru OUN z kwietnia 1941 roku. W 2017 roku ukraińska armia zamówiła u ukraińskiego muzyka Ołeha Skrypki nową wersję Hymnu OUN, obecnie określanego jako „Marsz Nowej Armii” lub „Marsz Ukraińskiego Wojska”, w której słowa o Ukrainie „od Sanu po Kaukaz” miały być zamienione na „Zjednoczone Ukraińskie państwo / jest w naszych sercach”. Jednak w wersji „Marszu Nowej Armii”, którą oficjalnie zaprezentowano w grudniu 2017 roku, zachowano słowa o Ukrainie „od Sanu po Kaukaz”. 

Internauta Wolyn1943: „W jaką histerię wpadliby „bracia” Ukraińcy, gdyby w polskim hymnie był ustęp o Polsce od Odry aż po Zbrucz? Może powinien być!” (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/gen-skrzypczak-dla-kresy-pl-ukraina-wraca-do-retoryki-hitlerowskiej-tego-nie-mozna-odpuscic-polski-rzad-musi-zajac-stanowisko/; 24 sierpnia 2018).

Proponuję wersję:

Jeszcze Polska będzie sięgać 

Od morza do morza.

Lwów i Wilno w naszych rękach, 

Przy pomocy Bożej.  

 

Jesteśmy świadkami konsekwentnej i planowej banderyzacji państwa ukraińskiego”mówi w rozmowie z portalem Kresy.pl historyk i prof. KUL, Włodzimierz Osadczy. „Mówiąc o banderyzacji mam na uwadze przenikanie we wszystkie obszary życia politycznego, społecznego, kulturowego czy światopoglądowego ideologii, symboli i narracji historycznej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Zakładam, że przygotowanie polityczne w duchu banderowskim jest ze wszech miar realizowane już od dawna. Wiemy, że armia ukraińska jest w jakimś stopniu pochodną armii ZSRR, w której wychowanie polityczne było bardzo ważnym elementem służby wojskowej. Stanowisko politruka, czyli oficera ds. politycznych, było tam bardzo ważne, a widzimy, że dziś mają miejsce podobne zjawiska. Potwierdza to tezę, znaną od wydarzeń na Majdanie, że Ukraina idzie drogą banderyzacji. Tych, którzy mówili, że na Majdanie symbole banderowskie są nadreprezentowane, którzy mówili o rzeczach oczywistych, nazywano „ruskimi trolami”. A nam wmawiano, że te oczywiste rzeczy nie istnieją. Do dziś tego rodzaju obłudna polityka jest uprawiana przez osoby do zdań specjalnych, jak np. prof. Przemysła Żurawski vel Grajewski, który publicznie zaprzeczał istnieniu banderyzmu na Ukrainie twierdząc, że to margines. Osoba, która ma stanowisko profesora i zajmuje się badaniami politycznymi, mówiąc takie tezy dyskredytuje się totalnie. I jest albo ignorantem, albo kłamcą.  A to jest tylko wierzchołek góry lodowej. Natomiast cały ten ładunek banderyzmu jest wkomponowany we wszystkie struktury państwa i społeczeństwa ukraińskiego. Nie możemy też pomijać banderyzacji struktur Kościoła Greckokatolickiego. Pełznąca banderyzacja jest zjawiskiem rozpoznanym, powszechnym, którego nie dostrzegać mogą albo zainteresowani albo głupi”podsumowuje historyk.  (Za: https://kresy.pl/publicystyka/prof-osadczy-dla-kresy-pl-jestesmy-swiadkami-konsekwentnej-i-planowej-banderyzacji-panstwa-ukrainskiego/; 25 sierpnia 2018).

 

Podczas posiedzenia Stałej Komisji Wołyńskiej Rady Obwodowej ds. Współpracy Międzynarodowej, Zagranicznych Stosunków Gospodarczych i Inwestycji analizowano projekt decyzji rady „O wspieraniu Uchwały okrągłego stołu »Wołyń 43« – element antyukraińskiej propagandy w Polsce”.  

„Nadszedł czas aby Parlament Ukrainy na poziomie legislacyjnym potępił politykę kolonizacji, pacyfikacji i asymilacji Ukraińców i uznał fakt wieloletniej okupacji przez Polskę znacznego terytorium Ukrainy. Proponujemy także wprowadzenia do prawodawstwa odpowiedzialności karnej za publiczne negowanie zbrodni polskich okupantów na terytorium Ukrainy” – czytamy w rezolucji.  Ołeksandr Pyrożyk, pierwszy zastępca przewodniczącego Wołyńskiej Rady Obwodowej i jeden z liderów neobanderowskiej Swobody zaznaczył, że Polska corocznie sama czyni z lipcowych obchodów rocznicy rzezi wołyńskiej „szczyt antyukraińskiej propagandy”. Jego zdaniem ten rok nie był wyjątkiem. Mówił krytycznie o wizycie prezydenta Andrzeja Dudy na Wołyniu. Zdaniem Pyrożyka, polski prezydent używał określeń, które można traktować jako roszczenia terytorialne względem Ukrainy. Oburzał się też, że Duda oskarżał Ukraińców o zbrodnie na Polakach. Mówił też o uchwałach Sejmu i Senatu dotyczących, jak się wyraził, rzekomego ludobójstwa Polaków na ziemi wołyńskiej. Zarzucał polskim władzom, obecnym i poprzednim, że przez udział ukraińskich mieszkańców Wołynia w „wydarzeniach” próbują zrobić z Ukraińców bandytów i morderców. Według niego, Polska uczyniła z antyukraińskiej propagandy element swojej polityki zagranicznej. Podkreślił też, że pojęcia „rzeź wołyńska” i „tragedia wołyńska” są sztucznie narzucane przez polskich historyków i są manipulacjami. Twierdził, że chodzi o wydarzenia, które miały miejsce także w Galicji, na Chełmszczyźnie czy Podlasiu. Ponadto, Kurstak zaproponował, by zwrócić się do USA i krajów UE o udostępnienie takich dokumentów, twierdząc, że w Rosji wszystkie archiwa związane z tym okresem są obecnie niszczone. Deputowany twierdził też, że wciąż jeszcze żyją świadkowie, którzy twierdzą, że to oddziały NKWD przebierały się za członków UPA, po czym paliły polskie wsie, a następnie, przebrani za Polaków, niszczyli wsie ukraińskie. Kurstak zaproponował też, by na zawsze skończyć z wzajemnymi oskarżeniami o czystki etniczne i ludobójstwo czy pretensje terytorialne.”  (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/wolynscy-deputowani-proponuja-penalizacje-negowania-zbrodni-polskich-okupantow-na-terytorium-ukrainy/; 8 września 2018). Ponieważ pierwsza niepodległa Ukraina powstała w 1990 roku, czy teza Komisja Wołyńskiej Rady Obwodowej o okupacji przez Polskę ziem ukraińskich jest jakimś proroctwem? Gdyby jej członkowie posiadali podstawową wiedzę historyczną, to mogliby mówić tylko o „zagrożeniu powrotu Polski na swoje stare historyczne ziemie, należące obecnie do Ukrainy”. Tyle tylko, że obecnie takie realia nie istnieją. Ale może trzeba rozumieć kompleksy obecnych nacjonalistów ukraińskich w tym zakresie.

 

Portal www.wpolityce.pl podał,że na początku października Instytut Pamięci Narodowej wznowi rozmowy z Ukraińcami o odblokowaniu polskich prac ekshumacyjnych za naszą wschodnią granicą – poinformowało RMF FM. Podstawowym warunkiem Ukrainy jest odbudowa dwóch pomników: w Pikulice koło Przemyśla i Monastyr, koło Werchraty.  Przedstawiciele IPN mieli prowadzić je z ukraińskim wicepremierem. Andrij Deszczyca, ambasador tego kraju w Polsce, poinformował RMF FM, że bez deklaracji odbudowy pomników jakiekolwiek rozmowy nie maja sensu. Likwidowanie pomników ku czci UPA na terytorium Polski dyplomata nazwał „rosyjską prowokacją”. Pytany przez RMF FM dlaczego odpowiedzią na „rosyjską prowokację” był zakaz nałożony na Polskę, odparł, że ten ruch był spowodowany emocjami. Wyjaśnił przy tym, że miała to być forma „wywarcia presji na Warszawę, by bardziej gorliwie szukała sprawców i zapobiegała dewastacjom.” Ukraina jest także oburzona rozebraniem pomnika dedykowanego UPA w Hruszowicach koło Przemyśla. (Zaporowe żądania Kijowa ws. ekshumacji IPN na Ukrainie: "Najpierw odbudowa pomników"; w: https://wpolityce.pl/polityka/412229-zaporowe-zadania-kijowa-ws-ekshumacji-ipn-na-ukrainie; 14 wrzesień 2018). 

 

W wywiadzie dla portalu „Gławkom”, opublikowanym 7 września br. ambasador Ukrainy w Polsce, Andrij Deszczyca, był pytany m.in. o pogorszenie stosunków polsko-ukraińskich. Jego zdaniem, dotyczy to tylko kwestii historycznych i „różnych interpretacji naszej wspólnej przeszłości”. „W tym jest wielkie niebezpieczeństwo. Musimy szanować historię, pamiętać o niej, ale nie można wykorzystywać jej dla polityki” – powiedział Deszczyca. Powtórzył więc słowa prezydenta Poroszenki z Sahrynia z 8 lipca, które w rzeczywistości odnoszą się do działań władz Ukrainy, ale zgodne z zasadą, że złodziej woła „łapać złodzieja”. Jego zdaniem, kolejnym powodem jest Rosja, która nie chce jedności polsko-ukraińskiej i wsparcia strategicznego Polski dla Ukrainy w ważnych kwestiach. ”Rosja wykorzystuje przeszłość historyczną, grając na emocjach polskiego społeczeństwa, żeby wbić klin między Ukrainę a Polskę. Rozumiemy i podzielamy ból tych Polaków, którzy stracili swoich bliskich podczas tragicznych wydarzeń na Wołyniu (sic!). Ale jest niezmiernie ważne, by pamięć o przeszłości nie determinowała teraźniejszości ani przyszłości. Lista wzajemnych krzywd między Polakami a Ukraińcami w naszej historii jest dość długa i, oczywiście, nie powinniśmy mierzyć się kośćmi czy litrami przelanej krwi. Naszą wspólną odpowiedzialnością jest uhonorowanie wszystkich niewinnych ofiar i wyciągnięcie wniosków z historii” – powiedział Deszczyca. Deszczyca też do perfekcji opanował logikę „dwa plus dwa to się równa rower”. Świadkowie ukraińskiego ludobójstwa ukraińskiego, to oczywiście „agenci Putina wbijający klin” w sprawie „tragicznych wydarzeń na Wołyniu”, a „wzajemne krzywdy” nie powinniśmy „liczyć kośćmi”, ale „uhonorować wszystkie niewinne ofiary”. Rzeczywiście, nie możemy „policzyć kości” polskich ofiar, zapewne „aby pamięć o przeszłości nie determinowała teraźniejszości” i dlatego władze Ukrainy wprowadziły zakaz ekshumacji. A „uhonorowanie” dotyczyć ma przede wszystkim morderców Polaków.    

Trudno zgodzić się z próbami przypisania UPA, która walczyła o niepodległą Ukrainę aż do końca lat 50. XX wieku, zbiorowej odpowiedzialności za tragiczne wydarzenia na Wołyniu. Zrzucanie całej winy wyłącznie na UPA to uproszczona droga, próbująca odwrócić uwagę od głównych odpowiedzialnych za tragedię – nazistowskich i radzieckich reżimów okupacyjnych. Ponadto, ocena działań takich czy innych bojowników UPA powinna należeć tylko do samych Ukraińców, w rezultacie wewnętrznych dyskusji, na bazie badań i analizy wiarygodnych materiałów archiwalnych. Żadna presja z zewnątrz nie przyczyni się do obiektywnej debaty, ale wywołuje opór u Ukraińców” -   podkreślił Deszczyca.

Ukraiński ambasador powtórzył też, że w Polsce żyje już ponad milion Ukraińców, zaznaczając, że liczba ta jest umowna (wcześniej mówił też, że ponad 200 tys. Ukraińców posiada Kartę Polaka; wg oficjalnych danych ukraińskich z 2001 roku na Ukrainie były 144 tys. Polaków – red.). Miedzy innymi dlatego, że nie wiadomo, czy część z nich uzyskawszy wizę czy pozwolenie na pracę została w Polsce, czy wyjechała dalej, do krajów zachodnich UE. Deszczyca potwierdził, że obecnie w Polsce studiuje 40 tys. Ukraińców. Przyznał, że liczba ta rośnie, ale już nie tak szybko, jak dwa lata temu. Zaznaczył, że z badań przeprowadzonych wśród nich wynika, że zdecydowana większość nie planuje powrotu na Ukrainę: „5-10 proc. zadeklarowało, że chce wracać na Ukrainę. Pozostali zamierzają kontynuować naukę lub żyć w Polsce. To dotyczy około połowy z nich. Druga połowa zamierza jechać dalej na Zachód i tam uczyć się lub pracować”.

Deszczyca zwrócił uwagę, że Zachód stopniowo zapomina o konflikcie w Donbasie i o tym, że to Rosja atakuje Ukrainę, zaś niektórzy zaczynają myśleć o odnowieniu interesów z Rosją. Przyznał, że Polska na tym tle wygląda korzystnie, bo polscy politycy generalnie, niezależnie od tego, kto rządzi, rozumieją sytuację i opowiadają się za utrzymaniem sankcji. Podkreślił też niezmienne stanowisko Polski, przychylne względem członkostwa Ukrainy w UE i NATO. Przyznał też, że istnieją „czarne listy” obywateli Polskich, dodając, że generalnie nie jest to czymś normalnym i nie powinno być nadużywane.

Internauta Kasper1: „Ukraiński dyplomata twierdzi, że wszelkie spory polsko-ukraińskie ostatecznie szkodzą obu stronom, a w przeszłości z tego powodu oba kraje traciły niepodległość.” – ten nazywany „dyplomatą” banderowski matoł musiał potwornie dostać kamieniem w cymbał w czasie Majdanu nr 2. Kiedyż to Polska straciła nieodległość z powodu „sporów z Ukrainą” i w jaki sposób Ukraina „straciła niepodległość” której do 1991 roku nigdy nie miała …? Co za durna bladź pancerna.

Internauta Jwu: „Teraz za ludobójstwo kresowe obwinia się nazistów (nazwa stworzona na potrzebę powojennych Niemiec ) i sowietów. A w przyszłości winą za to co się wydarzyło, obwinią wyłącznie Polaków, jako tych którzy napadli niewinnych Ukraińców. A oni broniąc się skutecznie, tak wielu zabili. Oczywiście o starcach, kobietach i dzieciach nikt nie wspomni. Kończąc, ubawiło mnie stwierdzenie, żeby ocenę zbrodniarzy UPA zostawić wyłącznie Ukraińcom. Dobre,to jakby Niemcy powiedzieli odwalcie się od naszego Hitlera, Himmlera, Bormana i innych do nas należy ich ocena.

Internauta Wolyn1943: „Naszą wspólną odpowiedzialnością jest uhonorowanie wszystkich niewinnych ofiar” – zabawnie to brzmi w kontekście zakazu ekshumacji… Ociera się to o groteskę! Natomiast stwierdzenie Pana Ambasadora o tym, że tylko Ukrainiec może ocenić „działania” UPA, zakrawa na ponury żart! Ofiara nie może nazwać mordercy ani jego czynu po imieniu – oto podstawa moralności ukraińskiej made in Deszczyca. Zrzucanie winy za ludobójstwo, jakiego dopuścili się ukraińscy zwyrodnialcy na Rosję i Niemcy, to typowa reakcja obronna bandyty. Ale taki mamy klimat na Ukrainie… Ciekawe, że jak Ukraina, poprzez próbę obciążenia Rosji za Rzeź Wołyńską, ewidentnie wbija klin między Polskę a Rosję, to nie ma w tym nic nagannego. Źle się dzieje, gdy Rosja robi to samo w relacjach polsko-ukraińskich. ot, taka moralność Kalego w wydaniu ukraińskim… Niepokoją natomiast słowa Deszczycy, o tym że Polacy zaczęli rozumieć wreszcie, iż nie można Ukraińcom narzucać oceny „wydarzeń” na Wołyniu. Czyżby czekały nas kolejne szokujące ustępstwa na tej płaszczyźnie? Czy już wyrażono zgodę na odbudowę pomników upowskim ludobójcom, tylko czekają na koniec wyborów, by to ogłosić?” (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/ambasador-ukrainy-polska-zaczyna-rozumiec-ze-z-ukraincami-nie-rozmawia-sie-z-pozycji-sily/; 16 września 2018). 

 

„Sami swoi” w Jaremczu.

Dialog między Polską i Ukrainą musi być utrzymany mimo sporów wokół wspólnej, trudnej historii - powiedzieli uczestnicy XI Polsko-Ukraińskiego Spotkania „Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość”, odbywającego się w Jaremczu w ukraińskich Karpatach.  „Spotkania w Jaremczu powinny zrekompensować czas, który straciliśmy poprzez pauzę w oficjalnych relacjach między Polską i Ukrainą. Robocze relacje jednak trwają na poziomie intelektualnym, gospodarczym i międzyludzkim. My z Polską nie mamy się gdzie podziać, jesteśmy przecież sąsiadami” - stwierdził Jewhen Mahda, szef kijowskiego Instytutu Polityki Światowej. Według eksperta w najbliższym czasie rozwiązanie sporu wokół historii może się nie udać. „Ukraina i Polska znajdują się na innych stadiach formowania narodu politycznego. W Polsce jest on już uformowany, a na Ukrainie ten proces dopiero się zaczyna. My dopiero teraz krystalizujemy swoich bohaterów. W Polsce są oni wyznaczeni. Chciałbym, by nasi polscy partnerzy zrozumieli, że Ukraina nie może budować narodu politycznego według polskich wzorców” - podkreślił Mahda.

Przemysław Żurawski vel Grajewski z Uniwersytetu Łódzkiego, doradca szefa MSZ Polski, proponował, by w rozmowach o stosunkach polsko-ukraińskich odróżniać atmosferę medialną od skali rzeczywistej współpracy materialnej, gdyż - jak zaznaczył - ma ona tak wysoką intensywność, jakiej nie było dotąd po 1991 roku. Nowe połączenia kolejowe, lotnicze, rynek pracy, współpraca akademicka, bardzo dynamicznie rozwijająca się współpraca na rynku energetycznym, wzrost polskiego eksportu gazu na Ukrainę. Przypomnę, że w marcu, po zerwaniu przez Rosję dostaw gazu na Ukrainę, Polska w ciągu kilku godzin zorganizowała dostawy alarmowe i złamała presję rosyjską” – wymienił. Dodał do tego intensywną współpracę wojskową, polegającą na szkoleniu ukraińskich żołnierzy przez specjalistów z Polski, a także współpracę bankową oraz dyplomatyczną.   

Politolog Andrzej Szeptycki z Uniwersytetu Warszawskiego uważa, że takie spotkania służą lepszemu poznaniu punktu widzenia partnerów. „Próbujemy zdiagnozować nie tylko te problemy, które utrudniają współpracę, ale również zastanowić się, jak je przełamać, ewentualnie wskazać obszary, które nas potencjalnie łączą, a nie dzielą” – powiedział.

Dyrektor Centrum Studiów Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego Jan Malicki powiedział: „To nienormalne, że nasi ministrowie spraw zagranicznych spotykają się w Nowym Jorku przy okazji sesji ONZ, potrzebne są spotkania w Kijowie i Warszawie.

Inicjatorami spotkań polsko-ukraińskich w Jaremczu są Uniwersytet im. Wasyla Stefanyka w Iwano-Frankowsku (d. Stanisławów) i polska gazeta na Ukrainie "Kurier Galicyjski". Inicjatywa jest współfinansowana przez Fundację "Wolność i Demokracja" w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za Granicą. (Ukraina: XI Polsko-Ukraińskie Spotkanie w Jaremczu; w:  http://radiozagranica.pl/8/251/Artykul/383776,Ukraina-XI-PolskoUkrainskie-Spotkanie-w-Jaremczu; 22.09.2018). 

Wojciech Jankowski relacjonuje:  „Uczestnicy jedenastych już Polsko-Ukraińskich Spotkań w Jaremczu wysoko ocenili ich tegoroczną edycję. Przez dwa dni eksperci – naukowcy i publicyści – obradowali w obecności dyplomatów dyskutując o stosunkach polsko-ukraińskich, w tym także o polityce historycznej obydwu państw. Dyskusje były merytoryczne i, co istotne, pozbawione złych emocji. Na konferencję przybyli goście z polskich i ukraińskich uczelni, ośrodków analitycznych, dziennikarze i publicyści. Tradycyjnie omawiano kwestie historyczne oraz obecny stan stosunków między dwoma państwami, ale już po raz kolejny przygotowano również panel ekonomiczny. Prof. Ihor Cependa, rektor uniwersytetu w Iwano-Frankiwsku powiedział: „Mamy rekordową liczbę osób – 140, z Polski i z Ukrainy. Koncepcja nie zmienia się, dalej jest: wczoraj, dzisiaj i jutro. Patrzymy w przeszłość, analizujemy teraźniejszość, ale też chcemy generować idee na przyszłość.”  

„Zobaczyłam na tej konferencji bardzo wielu kompetentnych ludzi po obu stronach. To jest bardzo przyjemny widok” – oceniła wydarzenie Agnieszka Romaszewska, dyrektor TV Bielsat. „Nawet skomplementowałabym naszych partnerów ukraińskich, że więcej po tej stronie przyjechało ludzi kompetentnych, sensownie mówiących czasem kontrowersyjne tezy, ale to nie zmienia faktu, że na wysokim poziomie. Uważam nawet, że ta konferencja powinna być większa”.

Bogumiła Berdychowska zwróciła uwagę, że w każdej dyskusji musiał pojawić się watek granicy polsko-ukraińskiej jako czynnik blokujący relacje między tymi dwoma narodami i podmiotami społecznymi i politycznymi.  

Profesor Antoni Z. Kamiński z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk postulował o rozdzielenie w kontaktach polsko-ukraińskich kwestii historycznych, politycznych i ekonomicznych: „Nie można w polityce zagranicznej skupiać się tylko na wydarzeniach tragicznych, które miały miejsce na Wołyniu przed 75 laty. Niestety w XX wieku w Europie takie dramatyczne zdarzenia miały miejsce i powinniśmy myśleć, jak uniknąć warunków, w których tego typu zachowania ludzkie się pojawiają. Ale prowadząc politykę państwa, musimy się orientować przede wszystkim na przyszłość. Dość sceptycznie patrzę na spory miedzy historykami, one są nie do rozwiązania. Zamiast uzgadniać sprawy historii, powinniśmy większy nacisk położyć na uzgadnianie interesu państwa polskiego i państwa ukraińskiego.”

W trakcie spotkań polsko-ukraińskich odbyły się liczne prezentacje. Piotr Kościński i Mirosław Rowicki omówili pracę na filmem dokumentalnym „Lwów 1939”. Prof. Bohdan Hud’ zapoznał obecnych ze swoją najnowszą książką „Ukraińcy i Polacy na Naddnieprzu, Wołyniu i w Galicji Wschodniej”. Swoje książki zaprezentował profesor ekonomii Alojzy Z. Nowak z Uniwersytetu Warszawskiego. Swoje projekty i książki zaprezentowało również Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Książkę o historii konsulatu RP we Lwowie „Konsulat bez precedensu” zaprezentowała jej autorka Agnieszka Sawicz.

Po obradach, trzeciego dnia uczestnicy wybrali się na wyprawę na górę Pop Iwan, zorganizowaną przez Uniwersytet w Iwano-Frankiwsku. Na szczycie tego samego dnia podpisano, z udziałem zastępcy ministra oświaty Ukrainy Maksyma Strichy, memorandum o stworzeniu Karpackiego Ośrodka Ekologicznego na bazie Międzynarodowego Naukowego Ośrodka „Obserwatorium”.

Internauta „pablo”, 25 września 2018: „Pan Jewhen Mehada twierdzi: ”Chciałbym, by nasi polscy partnerzy zrozumieli, że Ukraina nie może budować narodu politycznego według polskich wzorców”, ale nie rozumie, że Polacy też mają swoją wrażliwość opartą na wydarzeniach z Wołynia i nie tylko. Chcą po prostu prawdy. Ukraińcy, zwłaszcza Ci z zachodniej Ukrainy nie chcą tej prawdy poznać. Polacy nie chcą zemsty, chcą tylko prawdy, przeprosin ale szczerych i podania sobie rąk. Ukraińcy dopiero tworzą swoje społeczeństwo i wydaje im się, że przyznanie się do win uszczknie ich honor i dumę. Wynika to z fobii i w sumie z niskiej samooceny. Przez to bardzo nakręcają dumę i dowartościowując się na siłę poprzez skrajne i nacjonalistyczne ugrupowania. Mieszkałem na Ukrainie prawie cztery lata i bardzo pokochałem ten kraj poprzez spotykanych tam ludzi i poprzez wspólną historię. Chciałbym aby dyskusja historyczna zbliżyła nas do siebie, a nie oddalała. Ukraińcy zrozumcie nas też. Ukraina to wielka część Polskiej historii czy tego chcecie czy nie. Powodzenia...”  (https://kresy24.pl/jak-formulowac-dalekosiezne-plany-polityczne-jezeli-nie-jestesmy-w-stanie-udroznic-granicy-relacja-i-wideo-z-11-polsko-ukrainskich-spotkan-w-jaremczu/; 3 października 2018).  

 

W tym roku wybuchła także afera z niejaką Ludmiłą Kozłowska, która stała się elementem rozgrywek, i to  międzynarodowych. Prof. Włodzimierz Osadczy przypomina, że w latach 2006-2009, gdy był kanclerzem Europejskiego Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów w Lublinie, Ludmiła Kozłowska „rozpoczynała swoją niechlubną działalność w Polsce”. Była wówczas stypendystką tego Kolegium. „Była polecana jako aktywna działaczka, zwalczająca rosyjskie wpływy na Krymie, skąd pochodzi” – mówi prof. Osadczy. Wówczas jednym ze stypendystów Kolegium był Ukrainiec Iwan Szerstiuk, wspominany przy okazji sprawy Kozłowskiej. To z jego polecenia została ona przyjęta przez komisję rekrutacyjną. Później oboje zakładali Fundację Otwarty Dialog, gdyż jej początki sięgają właśnie Lublina. „Szerstiuk był stypendystą Kolegium, przy czym w czasach pierwszych rządów PiS miał niezwykłe wsparcie po linii partii rządzącej. Miał bardzo dobre relacje z Kancelarią Premiera, w tym za rządów Jarosława Kaczyńskiego i utrzymywał zażyłe relacje z panem ministrem Adamem Lipińskim” – mówi prof. Osadczy. Szerstiuk po pewnym czasie wrócił na Ukrainę. Ostatecznie trafił tam do więzienia za próbę zorganizowania zabójstwa biznesmena ze Lwowa, od którego wcześniej pożyczył znaczną sumę pieniędzy. „ Jako kanclerz Kolegium, a także osoba, która przez dwa lata próbowała opiekować się pracą naukową pani Kozłowskiej muszę powiedzieć, że zachowywała się ona jak szachrajka – oszukiwała i wyłudzała stypendia. Po tym czasie, jak znalazła lepsze źródło finansowania, po linii fundacji, to rzuciła Kolegium, zachowując się w sposób naganny wobec uczelni, na której studiowała, czyli UMCS, a także wobec mnie, opiekuna jej pracy naukowej. Można powiedzieć, że odeszła bez pożegnania. Niestety, takie osoby zostały wykorzystane przez „środowiska giedroyciowskie”, które mają swój silny ośrodek w PiS. W tej chwili próbuje się uczynić z pani Kozłowskiej jakąś „ruską agentkę”. A jest to osoba stworzona przez te środowiska, gdzie jest jednoznacznie kojarzona z takimi osobami jak pani Romaszewska, pan Rey czy inne czołowe postacie obozu giedroyciowskiego, który ma swoich ludzi niezależnie od tego, czy rządzi PO czy PiS. W tej chwili mamy do czynienia z czymś, co pokazuje wielki kryzys giedroyciowskiej propagandy. To, że ci państwo uwijają się jak piskorze, jak znany ze swoich oszczerstw Rey czy pani Romaszewska czy też inni bywalcy salonów pani Kozłowskiej świadczy właśnie o takim kryzysie. Ta sprawa potrzebuje rzetelnych badań, a także wniosków – ponieważ były to osoby wspierane, „hodowane” przez pewne środowiska dla pewnych celów. I w tej chwili osoby te zaczęły żyć własnym życiem. Widzimy, że są na tyle wpływowe, że mogą tworzyć własną politykę, albo przez głupotę, albo przez cwaniactwo. W każdym razie, jest to bardzo zła ocena polityki wschodniej, jaką realizuje PiS.”

Ludmiła Kozłowska wystąpiła na wysłuchaniu w Bundestagu pt. „Prawa człowieka w niebezpieczeństwie – demontaż praworządności w Polsce i na Węgrzech”. Wystąpienie w Berlinie było możliwe dzięki przyznaniu jej przez niemieckie władze specjalnej krótkoterminowej wizy wydanej ze względu na „interes narodowy Niemiec”. Kozłowska ma bowiem zakaz wjazdu do Unii Europejskiej – w sierpniu polskie MSW wpisało ją do Systemu Informacyjnego Schengen (SIS), pozwalającego na sprawdzanie osób przekraczających granicę strefy Schengen. Oznaczono ją najwyższym alertem, co skutkuje deportacją z terenu całej UE i krajów Strefy Schengen. Szef rady Fundacji Otwarty Dialog a zarazem mąż Kozłowskiej Bartosz Kramek w lipcu 2017 roku przedstawił „plan na obalenie rządu PiS' na wzór ukraińskiego Majdanu.

 

4 października podczas swojej wizyty na Ukrainie, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego i bliski współpracownik polskiego prezydenta Paweł Soloch spotkał się z Ołeksandrem Turczynowem, szefem ukraińskiego odpowiednika BBN, Narodowej Rady Bezpieczeństwa i Obrony. Podczas wspólnej konferencji prasowej Soloch został zapytany o kwestię napiętych relacji ukraińsko-węgierskich. Budapeszt konsekwentnie blokuje też spotkania komisji NATO-Ukraina z powodu kontrowersyjnej ukraińskiej ustawy oświatowej, uderzającej w szkolnictwo mniejszości narodowych. „Co do sytuacji między Węgrami a Ukrainą, jesteśmy zainteresowani tym, żeby te napięcia nie wpływały na współpracę Ukrainy z NATO i z Unią Europejską”powiedział Soloch.  Podczas wspólnej konferencji z Turczynowem szef BBN podkreślał też, że kwestie historyczne nie powinny przesłaniać współpracy z Ukrainą, bo Polska i Ukrainą są na siebie skazane, w tym w kwestii bezpieczeństwa:Oba nasze narody są skierowane ku przyszłości. Oczywiście, warunkiem jest wyjaśnienie sobie pewnych kwestii spornych, nie może to przesłaniać jednak zasadniczej sprawy: jesteśmy skazani na siebie, a nasze bezpieczeństwo zależy od bezpieczeństwa każdego z nas.”

Nawiązał do kwestii „polityki historycznej”, ale sprowadził je do wymiaru „medialnego i emocjonalnego”.

Analogicznie wypowiadał się Turczynow, podkreślając, że w obliczu zagrożenia ze strony Rosji, dyskusje o problemach w relacjach dwustronnych schodzą na dalszy plan:Ukraina znajduje się na pierwszej linii agresji Rosji. Odczuwamy bezpośrednio na sobie brutalność, cynizm i podstępność rosyjskich żołnierzy i polityków. Wojna jednak ciągnie się już piąty rok i od pięciu lat Rosja nie była w stanie przesunąć się ani na krok w kierunku zachodu.”  Wcześniej Soloch spotkał się w Kijowie z szefem MSZ Ukrainy Pawłem Klimkinem. Tego samego dnia Parlament Ukrainy zatwierdził banderowskie pozdrowienie w wojsku i policji. Rada Najwyższa przyjęła w drugim czytaniu projekt ustawy wprowadzający w ukraińskiej armii oraz w policji jako obowiązujące powitanie słowa „Sława Ukrajini-herojam sława!” (Chwała Ukrainie-chwała bohaterom!). (https://kresy.pl/wydarzenia/szef-bbn-napiecia-miedzy-ukraina-a-wegrami-nie-powinny-wplywac-na-rozwoj-wspolpracy-nato-ukraina/; 5 października 2018).

 

Czy pojawi się pomnik nagrobny dla ludobójcy z napadu na pociąg w Zatylu? 

Informacja ze strony internetowej ambasady Ukrainy w Polsce: „Ukraińcy stawiają jednak warunki na to, by realnym stała się zgoda Kijowa na polskie prace ekshumacyjne w ich kraju. Jak mówi ambasador Deszczyca, minimalnym warunkiem jest odbudowa ukraińskich pomników zniszczonych ostatnio w Polsce, co do których obie strony zgadzają się, że są legalne. Mowa o dwóch miejscach. To Pikulice koło Przemyśla, a także Monastyr, koło Werchraty. Według dyplomaty, odnowienie tych pomników będzie dobrym sygnałem do „rozwiązania kwestii odblokowania prac poszukiwawczych”.

Problem w tym, że lista nazwisk na pomniku nagrobnym na górze Monastyr nie jest zgodna z nazwiskami osób w tym miejscu pogrzebanych. Na miejscu pogromu czot w Mrzygłodach i Gruszce pochowano 3.03.1945 r. w dwóch mogiłach odpowiednio 34 i 8 zabitych, a ciała 2 dowódców czot w innych miejscach. Na wiosnę 1945 r. te 44 ciała przeniesiono na górę Monastyr koło cerkwi. Spoczęły razem z pochowanym tu wcześniej bojówkarzem SB OUN Osypem Bzdelem. Czotowy Ołeksa Mazur został pochowany w pojedynczym grobie, obok grobu zbiorowego. Osyp Bzdel zginął 2.09.1944 r. we wsi Zanimycja z ręki sąsiada Ukraińca w akcie zemsty za wymordowanie w przysiółku Mrzygłody rodziny ukraińskiej o nazwisku Mota. Na pomniku na górze Monastyr sporządzonym w 1993 r. widniał napis: „Tu spoczywa 45 powstańców z sotni „Szuma”, którzy 2 III 1945 roku zginęli za wolność i suwerenność ukraińskiego i polskiego narodu”. Tylko data i dane liczbowe wydawały się być zgodne ze stanem faktycznym (44 wojaków UPA plus 1 bojówkarz SB OUN Osyp Bzdel). Niestety, budowniczy pomników OUN-UPA Dmytro Bogusz alias Ołeksa Snihur nie poprzestał na tym i umieszczając później 62 nazwiska uczynił ten pomnik symbolicznym, a więc niezgodnym z prawem polskim. Zafałszowanie rzeczywistości polega na bezpodstawnym uznaniu 18 członków UPA przepadłych bez wieści za poległych (mogli zdezerterować lub trafić do sowieckiej niewoli i żyć na wolności po zwolnieniach w latach 1950-tych). Dysponując 44 ciałami członków sotni M-2 ktoś postanowił zbudować pomnik dla 62 osób i dopisać 18 brakujących nazwisk. I ktoś przedobrzył, ponieważ w książce Partyzanckimi ścieżkami z komandyrem Zalizniakiem znalazło się aż 67 nazwisk ludzi poległych rzekomo w Mrzygłodach i Gruszce w dniu 2.03.1945 r. Pięć nazwisk więcej niż potrzebowano – dlatego te nazwiska (Iwan Pyłypcio, Hryhorij Paraljuch, Iwanenio Atanazij, Iwan Panasyk, Mychajło Łewkowycz) są w książce, ale nie ma ich na tablicy nagrobnej. Ponadto wspomniana książka informuje, że rzekomo poległy w Mrzygłodach Wasyl Piddubczyszyn pełnił funkcję buńczucznego sotni M-2 do września 1945 r. Wydaje się, że miejscowa bojówka SB OUN „Borysa” systematycznie grzebała swoich zabitych na górze Monastyr koło cerkwi, ponieważ oprócz Osypa Bzdela z Mrzygłodów – według byłego nazistowskiego policjanta Kardana – pogrzebano tam bojówkarza SB OUN z Huty Lubyckiej o nazwisku Iwan Kydań. Dlatego jest wysoce prawdopodobne, że dowodzący ludobójczym napadem na pociąg w Zatylu Iwan Pohoryśkyj „Borys” zabity 15.11.1945 r. również jest pogrzebany na górze Monastyr, a nie na cmentarzu w Werchracie. Nie ma zatem powodów aby wątpić, że pomnik na górze Monastyr jest pomnikiem uczestników ludobójczej „akcji antypolskiej”, w tym niektórych członków bojówki SB OUN odpowiedzialnej za napad na pociąg pod Zatylem w dniu 16.06.1944 r.  Co oznacza, że zacytowany powyżej warunek wyrażenia zgody przez Kijów na polskie prace poszukiwawczo-ekshumacyjne na Ukrainie brzmi – w języku używanym przez zwykłych ludzi – następująco: Ukraina zgodzi się na ekshumację polskich ofiar, jeśli Polska odbuduje (odnowi) pomniki ich ukraińskich katów, ludobójców. Dzięki dobrowolnemu przyznaniu się Petra  Chomyna wiadomo już z całą pewnością, że to bojówka SB OUN Iwana Pohoryśkiego dokonała ludobójczego mordu na pasażerach pociągu w dniu 16 czerwca 1944 roku w lesie około 3 km za Bełżcem, w pobliżu wsi Zatyle. /.../

W interesie zarówno Ukrainy jak i Polski jest nie dopuszczenie do sytuacji, w której napis „Polegli za wolną Ukrainę” będzie odnosił się do morderców dzieci i złoczyńców odcinających dłoń kobiecie, aby zrabować złotą bransoletkę, ponieważ napis taki będzie sankcjonował i zrównywał ludobójstwo z walką o ojczyznę.

Jeśli w pierwszej dekadzie października 2018 r. dojdzie do rozmów między ukraińskim wicepremierem a przedstawicielami Instytutu Pamięci Narodowej w sprawie odblokowania ukraińskiego zakazu prowadzenia przez polskich badaczy prac w miejscach, w których za naszą wschodnią granicą mogą być pochowani nasi rodacy, obie układające się strony powinny tę kwestię głęboko przemyśleć.  Zwłaszcza strona ukraińska powinna być świadoma istnienia dowodów na mordowanie przez wojaków Szpontaka i bojówkarzy Pohoryśkiego dzieci ukraińskich, był to skutek stosowania odpowiedzialności zbiorowej, gdy „likwidowano” Ukraińca podejrzanego o donosicielstwo, zabijano wszystkich członków jego rodziny, nawet najmłodsze dzieci. Nie ma takiej możliwości, aby dzieci, czy to polskie, czy to ukraińskie, były czemukolwiek winne i aby komukolwiek udało się takie zbrodnie usprawiedliwić lub uzasadnić. Jeśli ktoś wierzy, że śmierć z ręki wojsk komunistycznych zmywa grzech dzieciobójstwa, jest w błędzie. Napisy na grobie powinny odzwierciedlać rzeczywistość, a nie fałszować. Fałszywe napisy to krzywda wyrządzana członkom rodzin. Oszukiwanie jednych, modlących się za swoich bliskich, podczas gdy ich w tym grobie nie ma. Okłamywanie drugich, których bliscy faktycznie tam leżą, ale pod obcym nazwiskiem. Należy usunąć nazwiska przepadłych bez wieści członków UPA, a dopisać nazwiska pogrzebanych tam bojówkarzy SB OUN. Na grobie, nie na pomniku! 

Każdy zmarły, nawet dzieciobójca, ma prawo do grobu, i do napisu na nim: nazwisko, imię, daty narodzin i śmierci. Oczywiście, może być prośba o modlitwę. Szczególnie ludobójcy, mordercy dzieci – bardzo jej potrzebują. Normalne społeczeństwo odmawia im chwały, zagwarantowaną mają tylko hańbę.

Jednak gdy dokonywany jest gwałt na prawdzie polegający na przypisywaniu ludobójcom cech heroicznych, stawiane są im pomniki, obeliski, budzi to naturalny, zwłaszcza u rodzin ich ofiar, odruch sprzeciwu. Gdy państwo określające normy postępowania ze zbrodniarzami nie potrafi odpowiednimi przepisami zakazującymi powstrzymać gloryfikacji ludobójców, obywatele zmuszeni do bycia świadkami takiego procederu, po zignorowaniu ich słusznych i zgodnych z prawem protestów, sami dążą do przywrócenia naruszonego ładu moralnego. Czasami przybiera to formy gwałtowne, gdy zdesperowani krewni ofiar niszczą pomniki poświęcone osobom będących w ich mniemaniu mordercami, zbrodniarzami, taki los w roku 2016 spotkał obelisk OUN-UPA na cmentarzu w Werchracie. Zaistniał w cywilizowanym świecie precedens, gdy władze państwowe odmówiły człowiekowi grobu, ponieważ stał się pomnikiem i natchnieniem neonazistów. Dlatego Rudolf Hess nie ma grobu.

W Polsce jest wiele nie rozwiązanych problemów. Jednym z nich, bez sytuowania w hierarchii ważności, jest nielegalne stawianie pomników dla zbrodniarzy z OUN-UPA. Klucz do rozwiązania spoczywa w ręku władz państwowych.” (Za: http://suozun.org/aktualnosci/i_czy-pojawi-sie-pomnik-nagrobny-dla-ludobojcy-z-napadu-na-pociag-w-zatylu/; 02 październik 2018).   


4 października ukraiński parlament przyjął projekt ustawy o języku ukraińskim. Dokument ma zapewnić, że język ukraiński będzie w powszechnym użyciu w sferze publicznej. Ustawa reguluje używanie języka rosyjskiego w sferze oświaty, kultury, ochrony zdrowia, gospodarki, sądownictwie i w mediach. Regulacjom poddano nawet zasady zapisu nazw własnych. W kwestiach oświaty ustawa językowa dubluje postanowienia innego prawa, przyjętego w 2017 roku – ustawy o oświacie. Według projektu państwo ukraińskie gwarantuje swoim obywatelom prawo do uzyskania wykształcenia w języku ukraińskim na każdym szczeblu oświatowym. W przypadku mniejszości narodowych prawo nauki w językach mniejszości przysługuje tylko w klasach od 1 do 4 wraz z nauką języka państwowego. Prof. Osadczy zwraca uwagę, że przyjęta rok temu ustawa oświatowa wywołała ostrą reakcję Węgier. Natomiast, została zupełnie pominięta, a nawet pochwalona przez USA, a społeczność europejska, deklarująca wrażliwość na sprawy mniejszościowe również to przeoczyła. To pokazuje, że panuje całkowite przyzwolenie, a nawet zachęcanie strony ukraińskiej do tego, by podążać w tym kierunku. Ta tendencja istnieje i wciąż się nasila. Mamy dążenie do konfrontacji i żadnych możliwości ustępstw ze strony władz ukraińskich nie ma. Jest silna determinacja i świadomość bezkarności, przyzwolenia na wszystko, co będzie się działo.” Jak odbije się to na stosunkach polsko-ukraińskich? Zdaniem profesora: „nijak”. Dlatego, że „elity polskie są zupełnie niewrażliwe na sprawy mniejszości polskiej”. Dodaje, że „za sprawą planowej polityki polskich rządów od 1991 roku, mniejszość polska na Ukrainie została de facto zniszczona”.Nieliczne pozostałości mniejszości polskiej zostały zupełnie wyzute z cech polskości. Zostały zdepolonizowane. A co gorsza, przy milczącej zgodzie władz w Warszawie, uległy też potężnemu wpływowi banderyzmu. Niestety, mamy również do czynienia ze zjawiskiem bardzo smutnym, jak osoby polskiego pochodzenia, które hołdują nacjonalizmowi ukraińskiemu. Zatem na tym odcinku żadnych spięć nie będzie. Warszawa jest zresztą stolicą przodującą w przyzwoleniu, a nawet zachęcaniu strony ukraińskiej do tego, co jest przez nią obecnie realizowane. Tego samego dnia uchwalane były, jakby nie było, totalitarne ustawy, dotyczące wojska i policji oraz języka. A tu mamy deklarację całkowitego poparcia dla władz Ukrainy, co jest rękojmią, że nic się tutaj dziać nie będzie”. Zdaniem profesora trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że Ukraina ma „dość oryginalną historię”. Zaznacza, że państwo ukraińskie powstało w obecnym kształcie dopiero w 2. połowie XX wieku, a kształtowanie się terenów współczesnej Ukrainy odbywało się dzięki imperialnej polityce ZSRR.” (Za: https://kresy.pl/publicystyka/wywiady/prof-osadczy-ukraina-przyjmuje-totalitarne-ustawy-majac-swiadomosc-bezkarnosci-przy-poparciu-polskich-wladz/; 5 października 2018).  

 

Sakralizacja zbrodni w kościele grekokatolickim.

Bożena Ratter pisze: „Na pomniku Polaków, zamordowanych barbarzyńsko przez banderowców pozostają nazwiska, nazwa miejscowości Porycko ale wymazane są słowa „zamordowanych 11 lipca 1943 r.”. Jest to jeden z wielu przykładów zakłamywania historii, takie słowa znikają również z pomników stawianych w latach 80-tych, jeszcze za czasów sowieckich. Nie tylko napis na pomniku usunięty ale skrzętnie wyczyszczono archiwa by już nie było potwierdzenia w dokumentach” - to fragment narracji w przejmującym filmie „Niedokończone msze wołyńskie” prezentowanym 15.10.2018 r. w siedzibie IPN.
To jest pomnik, który już od kilkunastu lat stoi w Lubomlu, poświęcony żołnierzom UPA tej ziemi z lat 1939-1957. Kilkaset nazwisk z kilkunastu okolicznych miejscowości, z niektórych wsi po kilka nazwisk, z innych kilkanaście i aż 68 nazwisk członków UPA z miejscowości obok Woli Ostrowieckiej. To nazwiska morderców Polaków. Tu mamy przykład pamięci ukraińskiej o UPA, postać kobiety, wyobrażenie Matki Boskiej Dobrej Opieki, która szalem otacza, przytula do serca te tablice z nazwiskami ukraińskich członków OUN UPA.”
75 lat temu, 30 sierpnia 1943 r. w sąsiadujących ze sobą wsiach Ostrówki i Wola Ostrowiecka na Wołyniu, Ukraińska Powstańcza Armia zamordowała 1055 Polaków.
Jest coraz gorzej” – wyjaśnia ks. prof. Mirecki podczas dyskusji po projekcji. „Pod koniec lat 80-tych pojawiło się wielu duchownych z Polski w byłych republikach sowieckich. Narracja religijna wydarzeń była propolska. Z czasem duchowni ci odchodzili i zostawiali miejsca młodym kapłanom, którzy uczyli się w Polsce. Ale przyszli kapłani kształceni już na Ukrainie gdzie przyjęli też święcenia i zderzyli się z nowa rzeczywistością czyli zamykaniem parafii rzymskokatolickich, gdyż starzy Polacy umierają a młodzi wyjeżdżają. Wymieniony zostaje episkopat ukraiński czyli pozbywają się tych biskupów, którzy byli z Polski lub mieli polskie korzenie. Jedyny, który pozostał i walczy o polskość to arcybiskup lwowski, Mieczysław Mokrzycki. Na 160 osób zakonnych i duchownych, którzy zginęli od siekier nacjonalistów ukraińskich prowadzony jest tylko jeden proces beatyfikacyjny dzięki uporowi rodziny i zgromadzenia. Wszyscy inni nie są uważani za męczenników za wiarę, są tylko ofiarami „konfliktu polsko – ukraińskiego”. Nacjonaliści z założenia uderzali w najczulsze miejsce Polaków, kościół, Msza św., nabożeństwo, chodziło im o zbezczeszczenie świętego miejsca, sprofanowanie najświętszego sakramentu. Nadal następuje niszczenie ksiąg metrykalnych, cmentarzy, kościołów, klasztorów, na których nie ma żadnej wzmianki, iż jest to zabytek kultury. A niektóre perły polskiej architektury przerabia się, dodając banie, na cerkwie, bez żadnej wzmianki o ich rodowodzie. To świętokradztwo trwa.”
Dlaczego kościół nie troszczy się o pamięć i poświęcenie miejsc zagłady polskich duchownych mordowanych przez wiernych kościoła greckokatolickiego przy zachęcie a nawet udziale księży greckokatolickich i prawosławnych na terenach II RP? Czy ta męczeńska śmierć jest gorsza?
Podkamień - barbarzyńscy zaatakowali to święte miejsce a po zamordowaniu Polaków przez kilka dni wywożono dziesiątki furmanek zrabowanego mienia z klasztoru, kościoła. I tak było wszędzie. Przywłaszczali nasz majątek a przede wszystkim tożsamość zamordowanych Polaków, z którą jechali do Kanady, Ameryki, Europy i Polski. Dlaczego do dzisiaj nie upominamy się o odszkodowanie za wielką grabież dokonaną przez ukraińskich sąsiadów, grabież majątku zamordowanych i wypędzonych Polaków? Grabież dziedzictwa narodowego i kulturowego gromadzonego przez wieki przez światłych obywateli państwa polskiego? Dlaczego godzimy się, by Ukraińcy nadal nabywali nasz polski majątek i naszą polską tożsamość?  
15 października 2018 roku w siedzibie IPN uczestnicy panelu dyskusyjnego mówili o coraz większym zagrożeniu banderyzmem, o doskonale prowadzonej przez państwo ukraińskie akcji fałszowania historii, o hardości Ukraińców na pozór grzecznych i uśmiechniętych, o tym, iż doskonale wiedzą o mordach na Polakach bo wciąż się nim chlubią i to nie tylko po alkoholu, czego byłam świadkiem wraz z katowickim dziennikarzem przy fontannie przed Gmachem Opery we Lwowie. O odmowie pochówku i poświęcenia miejsc zbrodni, o sakralizacji zbrodni przez kościół greckokatolicki i odchodzeniu greckokatolickiego kościoła od katolicyzmu, o niszczeniu wszelkich śladów polskości czyli cywilizacji łacińskiej. Był też głos z sali dopominający się ostrzejszej reakcji rządu (zgadzam się, zwłaszcza konsula RP na Ukrainie, który w żaden sposób nie przeciwstawia się antypolskim działaniom), o debanderyzację i obowiązkową edukację milionów przyjeżdżających Ukraińców, a nawet składanie przez nich deklaracji o potępieniu zbrodni na Polakach. /.../  Trudno nazwać chęcią naprawy wyrządzonego zła sakralizację zbrodni dokonanej przez bandy OUN UPA przez kościół greckokatolicki i jego wiernych, odmowę pochówków i poświęceń zbroczonych polską krwią ziem, ukrywanie szczątków Polaków w grobach zbrodniarzy banderowskich, niszczenie śladów cywilizacji łacińskiej wprowadzanej przez wieki na te tereny przez Polaków, usuwanie wszelkich śladów polskości w architekturze, sztuce, kulturze, gospodarce, rolnictwie , religii, sporcie itp., podszywanie się pod narodowość tych, których z taką nienawiścią mordowano.” (http://wolyn.org/index.php/publikacje/1264-sakralizacja-zbrodni-w-kosciele-grekokatolickim).  

 

25 października Lwowska Rada Obwodowa zażądała usunięcia lwów z Cmentarza Orląt Lwowskich uznając za „symbol polskiej okupacji Lwowa” i twierdząc, że ustawiono je niezgodnie z prawem. Wicepremier Ukrainy Pawło Rozenko przyznaje im rację. „Niestety, ta sprawa jest wynikiem naruszenia obowiązującego na Ukrainie prawa, gdy koniunktura polityczna była ponad normami ukraińskiego ustawodawstwa. Dlatego właśnie obecnie Komisja Międzyresortowa, na czele której stoję, działa wyłącznie w granicach prawa Ukrainy i nie pozwala na ingerencję politykierów w proces podejmowania decyzji.”  Rozenko w przekazanym PAP komentarzu oświadczył, że pozostałe kwestie poruszone w oświadczeniu, w tym żądanie usunięcia lwów z Cmentarza Orląt leżą w kompetencjach lwowskiego samorządu i jego Komisja nie będzie ingerować w działania organów lokalnych. Deputowani Lwowskiej Rady Obwodowej domagają się od ukraińskich służb i Rady Miasta Lwowa wszczęcia śledztwa i ustalenia, kto brał udział w „nielegalnym” ustawieniu posągów na cmentarzu. „Domagamy się, dla uniknięcia możliwych prowokacji i z braku podstaw prawnych dla obecności tych rzeźb na terenie Cmentarza Łyczakowskiego, zdemontowania lwów i wywiezienia ich na przechowanie do czasu wyjaśnienia sytuacji w sposób prawny” – apelują deputowani.

Lwowska Rada Obwodowa w styczniu 2016 roku przyjęła wniosek neobanderowskiej „Swobody, by sprawdzić, czy powrót lwów na Cmentarz Orląt Lwowskich odbył się zgodnie z prawem. W treści uchwały stwierdzono, że same posągi oraz fakt ich przywrócenia na swoje miejsce mogły mieć „antyukraiński charakter”. Wcześniej do usunięcia lwów z Cmentarza Obrońców Lwowa wzywał Wołodymyr Wiatrowycz. Według niego „sama obecność tych lwów na Cmentarzu jest prowokacją”.

Sprzeciw tym zamiarom wyraził wiceszef MSZ Bartosz Cichocki. Zdaniem MSZ takie działanie byłoby nielegalne, tzn. sprzeczne z dwustronnym protokołom dotyczącym odbudowy i renowacji Cmentarza Łyczakowskiego i wpłynęłoby negatywnie na stosunki dwustronne z Ukrainą. „(…) strona ukraińska została uprzedzona o negatywnych konsekwencjach, jakie tego typu ruch miałby dla stosunków dwustronnych” – przekazał PAP Cichocki. (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/ukrainski-wicepremier-w-sprawie-ustawienia-lwow-na-cmentarzu-orlat-naruszono-prawo/; 26 października 2018).  

Prof. Jan Żaryn: Decyzja Rady Miasta Lwowa o zasłonięciu i potencjalnym zdjęciu, wyrzuceniu czy zniszczeniu tych posągów wpisuje się w sowieckie standardy. W 1971 r. lwy zostały zdjęte z Cmentarza Orląt. Wtedy nekropolia została zdewastowana poprzez wprowadzenie drogi, która przecięła groby polskich patriotów. Ukraińcy nawiązują do niechlubnego dziedzictwa sowieckiego, z którego podobno chcieliby się wyzwolić. Nie da się obronić tezy, że cywilizacja i kultura polska, która istniała na tamtych ziemiach polskich może być skwitowana stwierdzeniem o 600 latach okupacji. To także język sowieckiej propagandy, która mówiła, że 17 września 1939 r. nastał czas wyzwolenia i zjednoczenia narodu ukraińskiego pod słusznym czerwonym berłem Józefa Stalina. Nie możemy akceptować takiego języka i takiej argumentacji ze strony ukraińskiej. Najbardziej smutne jest to, że naród ukraiński ma aspiracje, żeby go traktować jako związanego normami zachodniej cywilizacji europejskiej. A czyni wszystko w praktyce, żeby do takiej kwalifikacji nie dorosnąć. Trzeba powiedzieć sobie jasno, że śmierć żołnierza polskiego, poległego w walkach z Ukraińcami, jak i poległego w walkach z bolszewikami w latach 1919-1920 wypływała z głębokiego i wielkiego patriotyzmu tych ludzi.” (https://wpolityce.pl/polityka/418562-prof-zaryn-nie-mozna-akceptowac-sowieckiego-jezyka-ukrainy ).

 

We Lwowie szef MSZ Ukrainy Pawło Klimkin odniósł się do relacji polsko-ukraińskich. „Nie mamy konfliktu, ale jest kontekst emocjonalny. Często ta emocjonalność opiera się na wydarzeniach historycznych.” Jednocześnie zarzucił polskim politykom jednostronne i stronnicze podchodzenie do, jego zdaniem, skomplikowanej wspólnej historii. Wezwał też polityków, by nie spekulowali ws. historii i podchodzili do kwestii historycznych z troską. Podkreślił, że „tam, gdzie chodzi o historię nie ma miejsca na emocje”, a on sam stara się przekonać stronę polską, że Ukraina nie może odpowiadać za „zbrodnie pojedynczych oddziałów” UPA. Jego zdaniem, nie można stawiać znaku równości między poszczególnymi oddziałami.Staram się wyjaśnić polskim kolegom, że państwo [ukraińskie – red.] nie może odpowiadać za przestępstwa poszczególnych oddziałów paramilitarnych, niekontrolowanych przez państwo. Stawianie znaku równości między odrębnymi oddziałami to szaleństwo, to nie odpowiada ani prawdzie historycznej, ani rzeczywistości. Politycy nie mogą spekulować historią. Polityka jest dla teraźniejszości i przyszłości, a historię powinno się zostawić historykom. Dla państwa ważne jest, by patrzeć w przyszłość, a nie w przeszłość.” Czyli walka o pomniki UPA w Polsce „to patrzenie w przyszłość? Żądanie usunięcia lwów z Cmentarza Orląt we Lwowie także?  (https://kresy.pl/wydarzenia/klimkin-twierdzi-ze-ukraina-nie-moze-odpowiadac-za-zbrodnie-poszczegolnych-oddzialow-upa/; 30 października 2018). 

 

I dalszy ciąg wezwania Klimkina, że "politycy nie mogą spekulować histowią". 

„Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła uchwałę „O uczczeniu na poziomie państwowym 75. rocznicy rozpoczęcia deportacji autochtonicznych Ukraińców z Łemkowszczyzny, Nadsania, Chełmszczyzny, Podlasia, Lubaczowszczyzny i Zachodniej Bojkowszczyzny w latach 1944-1951”. W uchwale Werchownej Rady Polaków z Podkarpacia nazywa się „kolonizatorami”. „Na przestrzeni wielu stuleci autochtoniczni Ukraińcy na tych terenach doznawali nieustannych ucisków i prześladowania ze strony kolonizatorów z powodu swojej wiary, języka i ziemi. Ponieśli liczne ofiary ludzkie, duchowe i materialne straty oraz wielokrotne przymusowe deportacje. Celem deportacji było w praktyce zniszczenie tysiącletniego istnienia najdalej wysuniętej na zachód gałęzi Ukraińców”- napisano w dokumencie. 

Parlament ustanowił drugą niedzielę września „Dniem Pamięci Przymusowej Deportacji Autochtonicznych Ukraińców z Łemkowszczyzny, Nadsania, Chełmszczyzny, Południowego Podlasia, Lubaczowszczyzny i Zachodniej Bojkowszczyzny w latach 1944-1951”. Zaleca też prezydentowi Ukrainy, aby „ogłosił rok 2019 rokiem pamięci deportowanych Ukraińców” z wyżej wspomnianych terenów w latach 1944-1951. Parlament zaleca Gabinetowi Ministrów, aby w 2019 r. na szczeblu państwowym obchodzić 75. rocznicę deportacji autochtonicznych Ukraińców. Antypolski projekt pt. „Projekt uchwały w sprawie państwowych obchodów 75-lecia początku deportacji autochtonicznych Ukraińców z Łemkowszczyczny, Nadsania, Chełmszczyzny, Podlasia, Lubaczowszczyzny i Zachodniej Bojkowszczyzny w latach 1944-1951” został złożony jeszcze w lipcu br.  Projekt podpisało 94 deputowanych ukraińskiego parlamentu, w tym Julia Tymoszenko, Borys Tarasiuk (były minister spraw zagranicznych i były szef ukraińskiej grupy parlamentarnej ds. współpracy z Polską), Mustafa Najem czy Ihor Łucenko (obaj prominentni aktywiści w czasie Euromajdanu). (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/ukrainski-parlament-nazwal-polakow-z-podkarpacia-kolonizatorami/; 8 listopada 2018).  

 

Bohdan Czerwak, lider melnykowskiej frakcji OUN, skomentował niedawną wizytę kibiców Śląska Wrocław na Cmentarzu Obrońców Lwowa, podczas której zapalono race i rozwinięto transparent z napisem oddającym cześć polskim obrońcom Lwowa. Jego zdaniem akcja polskich kibiców była demonstracją pogardy dla Ukrainy i Ukraińców: „Race odpalane na cmentarzu, polskie symbole i obraźliwe napisy są demonstracją pogardy wobec Ukrainy i Ukraińców. Administracja cmentarza odnotowała wtargnięcie prowokatorów na cmentarz, ale nie uznała za stosowne wezwać policję, jako że nie uznała tego za działanie antyukraińskie. Ale jak inaczej nazwać ten sabat? Jak zaakceptować polskie race na cmentarzu, gdzie pochowani są bohaterowie Listopadowego Zrywu, którzy sto lat temu wyzwolili Lwów od polskich okupantów i proklamowali Zachodnioukraińską Republikę Ludową? Uważam, że ta prowokacja powinna zostać zbadana przez SBU. Wyjaśnień powinien udzielić ambasador Polski na Ukrainie. Teraz niezwykle ważne będzie zajęcie się statusem „cmentarza orląt”. Polacy nie docenili gestu ze strony Ukraińców, którzy umożliwili pochówek Polaków – uczestników wojny ukraińsko-polskiej. „Cmentarz orląt” może zamienić się w miejsce pielgrzymek polskich szowinistów i prowokatorów, którzy marzą o „polskim Lwowie” i „Polsce od morza do morza”. Z tego powodu Czerwak wyraża swoją troskę o „bezpieczeństwo” Polaków: „Nie można do tego dopuścić, przede wszystkim w trosce o bezpieczeństwo samych Polaków, którzy nigdy nie odrobili lekcji z doświadczeń zdobytych w Galicji w 1918 r. i na Wołyniu w czasie II wojny światowej.”

To nie pierwszy eksces ukraińskiego szowinisty. Czerwak groził Polakom użyciem siły na początku 2017 roku: „Myśli [Jarosław Kaczyński], że istnieje jakaś siła, która może zmienić nastawienie Ukraińców do OUN, UPA, Konowalca, Melnyka, Bandery, Olżycza, Szuchewycza. Taka siłą nie istnieje. O czym przekonali się moskale. Polacy też chcą się przekonać?

Kibice Śląska Wrocław ze Stowarzyszenia Wielki Śląsk odwiedzili Cmentarz Obrońców Lwowa, gdzie na tle katakumb rozwinęli transparenty z hasłem „ORLĘTA LWOWSKIE, 100 LAT TO HASŁO POLSKĄ ODWAGĘ ROZSŁAWIA, ŚLĄSK SKŁADA HOŁD DLA LWOWA, DUCHOWEGO MIASTA WROCŁAWIA”. Powyżej powieszono transparent w biało-czerwonych barwach z nazwą wrocławskiego klubu. Całość rozświetliło kilkadziesiąt rac. Jak napisał portal Zaxid.net, kibice Śląska dostali się na Cmentarz Orląt tylną bramą unikając wzroku pracowników cmentarza. „To było w niedzielę wieczorem. Potem zobaczyliśmy na nagraniach z kamer, że ci chłopcy bez pozwolenia weszli po dwóch-trzech przez tylną bramę cmentarza. W sumie ich było 12. Na kilka chwil rozwinęli transparent i zapalili race. To trwało od 3 do 5 minut. Nie zgłaszaliśmy tego policji ponieważ oni od razu poszli i nie dokonywali antyukraińskich prowokacji.” – powiedział portalowi dyrektor muzeum „Cmentarz Łyczakowski” Mychajło Nahaj.

Internauta Kas: „Te stepowe żuliki nawet nie zdają sobie sprawy ze swojej śmieszności. 100 lat temu dostali w d..ę od rodowitych lwowian, którym podstępnie próbowali ukraść miasto a bredzą o jakimś wyzwoleniu Lwowa spod okupacji. Okupacja to się we Lwowie zaczęła w 1939 r. i niestety trwa do teraz, tylko okupant się zmienia (sowiety, Niemcy, znowu sowiety a teraz Ukraina). A najzabawniejsze jest to zdanie: „Polacy nie docenili gestu ze strony Ukraińców, którzy umożliwili pochówek Polaków – uczestników wojny ukraińsko-polskiej”. Czy ten dureń co to powiedział nie wie, że kiedy zakładano Cmentarz Obrońców Lwowa i grzebano tam polskich bohaterów, to była tam po prostu Polska i nikt chachłów o ich łaskawą zgodę nie musiał pytać?” Za: https://kresy.pl/wydarzenia/lider-oun-polacy-nie-wyciagneli-lekcji-z-wolynia/; 10 listopada 2018).  

 

W „Gazecie Wyborczej” 13 listopada ukazał się list grupy 21 Ukraińców, mających obywatelstwo polskie, do Polaków w stulecie odzyskania niepodległości. Pojawia się w nim apel o przeciwdziałanie „fali nacjonalizmów”. Ludobójstwo na Wołyniu zrównano w nim z akcjami odwetowymi Polaków.

„W czasie gdy nadzieje Polaków materializowały się i doprowadziły do odrodzenia państwa polskiego, nadzieje Ukraińców na własne państwo gasły pod naporem bolszewików i pod presją odrodzonej Polski. Te wydarzenia zdeterminowały kształt i charakter relacji polsko-ukraińskich w XX wieku. (…) Wielu Polaków pozytywnie postrzegało trud budowy Naddnieprzańskiej Ukrainy jako niepodległego państwa, lecz jednocześnie odmawiało analogicznego prawa Ukraińcom z Galicji i Wołynia, nie chcą zaakceptować ich przynależności do jednego narodu z mieszkańcami Kijowa czy Charkowa” - napisali w liście Ukraińcy, zdaje się oczekując, że Polacy dobrowolnie oddadzą Ukraińcom ziemie, które należały do I Rzeczpospolitej.

„Wielu Ukraińców kojarzyło Polskę z bezwzględnym policjantem, rozpasanym żołdakiem, wrogim urzędnikiem i obcym nauczycielem. Druga Rzeczpospolita była nieprzyjaznym im państwem, które nie miało zamiaru stać się ich ojczyzną” - podkreślają dalej. Po czym w zasadzie zrównują ludobójstwo Polaków na Wołyniu, oparte o ideologię nacjonalizmu ukraińskiego, do akcji odwetowych Polaków. Wybuch II wojny światowej obnażył straszliwą przepaść dzielącą oba narody, której pokłosiem stała się tragedia o trudnej do wyobrażenia skali. Nacjonaliści po obu stronach podpalili gromadzone latami pokłady nienawiści. Dziesiątki tysięcy Polaków zostało zamordowanych przez Ukraińców, tysiące Ukraińców zamordowali Polacyzaznaczyli. Po czym mają pretensje do tego, że Polska piętnuje gloryfikację banderowców z UPA, odpowiedzialnych za ludobójstwo Polaków na Wołyniu, a wspominanie o tym wydarzeniu uważa jako „ukrainofobię środowisk kresowych i renesans ideologii ONR-owskiej”. „Szybko się okazało, że ukraińska opowieść jest traktowana jako wroga i szkodliwa dla Polski, ukraińskie racje uznawane są za bezzasadne, zaś polska narracja o tragedii Wołynia i Galicji zaczęła się opierać na ukrainofobii środowisk kresowych i renesansie ideologii ONR-owskiej. Niestety, jest też w tym winna strona ukraińska” - napisali w liście.  Niestety, z listu wynika, że Ukraińcy, którzy go podpisali, uważają, że istnieje pełny symetryzm między złym traktowaniem Ukraińców w II RP i akcjami odwetowymi Polaków, a ludobójstwem Polaków na Wołyniu przez Ukraińską Armię Powstańczą, która to formacja nie jest potępiona przez ukraińskie władze.”   (Bezczelność! "GW" publikuje list Ukraińców, w którym wspominanie o Wołyniu określono "ukrainofobią środowisk kresowych"; w: https://wpolityce.pl/polityka/420924-gw-publikuje-list-ukraincow-przeciwko-fali-nacjonalizmow; 13 listopada 2018).  

Pod listem podpisało się ponad 20 Ukraińców – obywateli RP. Są to: dr Witold Bobryk; prof. Roman Drozd (były rektor Akademii Pomorskiej Słupsku); dr hab. Światosław R. Gal; dr hab. Bohdan Halczak, prof. Igor Hałagida (historyk z Uniwersytetu Gdańskiego, członek ZUwP, pracownik naukowy IPN); Oleh Hnatiuk; Bogdan Huk (ukraiński szowinista, autor antypolskich tekstów, długoletni współpracownik „Naszego Słowa”); dr Mariusz Humecki; prof. Władysława Łuczka; dr Olga Kich-Masłej; Aleksander Maślej; dr hab. Marek Melnyk; dr Eugeniusz Misiło (historyk, znany m.in. z obrony „kłamcy wołyńskiego” Wołodymyra Wjatrowycza i kierowanego przez niego Ukraińskiego IPN); dr Mirosław Pecuch (działacz łemkowski związany ze Zjednoczeniem Łemków, uważającym ich za część narodu ukraińskiego – red.); Jarosław Prystasz [działacz ZUwP, wieloletni redaktor naczelny „Naszego Słowa”, czasopisma dla Ukraińców w Polsce – red.]; Jerzy Rejt (znany działacz mniejszości ukraińskiej, honorowy prezes Związku Ukraińców i pierwszy prezes tej organizacji); Mirosław Skórka; Roman Szagała; Lidia Świątkowska (przewodnicząca Koła Zjednoczenia Łemków w Gorzowie Wlkp. – red.); Adam Wiewiórka; Jarosław Wujcik.  (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/gw-publikuje-list-polskich-ukraincow-do-polakow-nie-ma-ludobojstwa-i-banderyzmu-jest-ukrainofobia-srodowisk-kresowych/; 13 listopada 2018).  

 

„Milan K., Filip H., Krzysztof P. studiują dziennikarstwo w Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Ukraińska policja zatrzymała ich 22 listopada na Cmentarzu Orląt we Lwowie, gdy kręcili etiudę filmową. Okoliczności ich zatrzymania przybliża nam ojciec jednego z zatrzymanych studentów. Chłopaki przyjechali do Lwowa kręcić etiudę filmową o tym mieście. Przeprowadzili kilka wywiadów, nakręcili kilka miejsc. Pojechali też na Cmentarz Orląt Lwowskich. Na potrzeby realizacji filmu odpalili świece dymne w kolorach białym i czerwonym. Wywiesili także biało-czerwoną flagę. Miało to tworzyć pewien klimat miejsca. Tym bardziej, że byli tam w czasie 100. rocznicy obrony Lwowa – powiedział. Natychmiast na miejscu pojawiła się ochrona cmentarza, która wezwała policję. Minęło kilka chwil i na Cmentarz dotarła policja oraz Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Zabrano ich na komisariat, do budynku sądu. Tam bardzo długo ich przesłuchiwano. Pierwszego dnia do 2 w nocy. Następnego dnia ponownie byli przesłuchiwani – mówi. Studenci usłyszeli zarzut chuligańskiej prowokacji politycznej. Grożą im za to 4 lata więzienia. Potraktowano ich jak chuliganów. Postawiono im zarzut prowokacji politycznej, który jest nieadekwatny do tego co zrobili.” (https://wpolityce.pl/swiat/422686-lwow-absurdalne-zarzuty-stawiane-trzem-polskim-studentom; 25.11.2018). 

Studenci zapalili dwie flary dymne, w kolorze białym i czerwonym, jako symbol polskich barw narodowych, a nie race. Kręcili etiudę filmową z okazji przypadającego tego dnia 100.lecia wyparcia sił ukraińskich ze Lwowa. I dla Ukraińców była to „chuligańska prowokacja polityczna”. Ich banderowskie wiece w Sahryniu, czy marsze w Przemyślu, nie są oczywiście żadnymi „prowokacjami politycznymi”, a tym bardziej „chuligańskim”. Chociaż uczestników tych „wyrazów przyjaźni” jest więcej, niż trzech samotnych studentów ukraińskich kręcących etiudę filmową z wykorzystaniem dwóch flar w kolorach ukraińskich barw narodowych, czyli nie banderowskich.

 

25 listopada wieczorem ukraińska marynarka poinformowała, że Rosjanie ostrzelali trzy ukraińskie jednostki i z pomocą swoich służb specjalnych przejęli nad nimi kontrolę. Ukraina uznała niedzielne wydarzenia w Cieśninie Kerczeńskiej za akt agresji Rosji. Wszystkie trzy jednostki należą do marynarki wojennej Ukrainy. Rosjanie ogłosili, że ukraińskie okręty nie mogą przepłynąć pod mostem przez Cieśninę Kerczeńską, gdyż przeprawa jest zamknięta ze względu na osiadły na mieliźnie tankowiec. Strona ukraińska twierdzi, że Rosja, która powinna poinformować o zamknięciu Cieśniny międzynarodowe organizacje żeglugi, nie uczyniła tego. Podczas ataku rannych zostało sześciu ukraińskich marynarzy. Los załóg trzech jednostek, ani ich samych, nie jest znany. Wiadomo, że ranni otrzymali od Rosjan pomoc medyczną. Rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) potwierdziła w niedzielę wieczorem, że zatrzymała trzy okręty Ukrainy i że użyto wobec nich broni. Ukraina uznała niedzielne wydarzenia w Cieśninie Kerczeńskiej za akt agresji Rosji. Parlament Ukrainy zatwierdził również w poniedziałek wieczorem dekret prezydenta Petra Poroszenki o wprowadzeniu stanu wojennego. Szef państwa oświadczył przed głosowaniem, że obejmie on obszary przy granicy z Rosją oraz obwody nad Morzem Czarnym i Azowskim. (https://wpolityce.pl/swiat/422766-napiecie-na-wschodzie-stan-wojenny-na-ukrainie )

Stan wojenny na Ukrainie wprowadzony został na okres 30 dni, a więc już na katolickie święto Bożego Narodzenia powinien zapanować pokój pomiędzy Ukrainą a Rosją. Ciekawe, czy decyzja ta podniesie fatalne dla Poroszenki sondaże przed wyborami prezydenckimi planowanymi na marzec 2019 roku.


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp3.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud4.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 822 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6710697