I otóż czytam któregoś dnia w „Życiu Warszawy”, że Szymon Wiesenthal wystosował protest na ręce prezydenta Ukrainy Krawczuka w związku z nazwaniem jednej z ulic Tarnopola imieniem atamana Petruly. Nazwisko Petruly – pisał Wiesenthal-  kojarzy się światowemu żydostwu wyłącznie z krwawymi pogromami w czasie pierwszej wojny światowej, a jego ręce po łokcie unurzane są we krwi żydowskiej. Skierowaliśmy wówczas pismo do Szymona Wiesenthala, donosząc mu, że protest jego jest tyle szlachetny, co naiwny albowiem nie jakaś tam tarnopolska uliczka, ale lwowska arteria co się zowie  - ulica Leona Sapiehy - nosi teraz imię Stepana Bandery, a to już jest patron, którego ręce nie po łokcie, ale po same pachy unurzane są we krwi żydowskiej nie wspominając o polskiej” – (Jerzy Janicki Czkawka). Leonid Krawczuk był prezydentem Ukrainy w latach 1991 -1994. Nazywanie dzisiaj (25 lat później)  kontynuacji tego procesu nadawania przez elity i władze Ukrainy kolejnym ulicom, placom, uczelniom, szkołom, instytutom naukowym nazwisk ukraińskich zbrodniarzy nacjonalistycznych  „poszukiwaniem korzeni ukraińskiej tożsamości i wzmacnianiem patriotyzmu w obliczu rosyjskiej agresji ” jest jakimś paradoksem!. A jak było i jest z niszczeniem śladów polskości, w tym z profanacją cmentarzy? W 1980 roku Jerzy Janicki uzyskał zgodę na pobyt w Buczaczu, gdzie na cmentarzu pochowana jest jego matka. Zatrzymał się w  gościnnym domu Zosi i Danyłki ( z 2-ma walizami prezentów niesionymi przez ulice Buczacza) a 5 sierpnia zapalił  znicz i złożył kwiaty na grobie. Zapiski Jerzego Janickiego pod datą 7 sierpnia 1980: „W tej samej chwili dobiega mnie strwożony głos Krysi. Szła oddzielnie, inną alejką. Stoi nad grobem, którego płytę zdobiła jeszcze przedwczoraj kamienna figurka Matki Boskiej.

Teraz jest to już tylko kupa gruzu-ktoś potłukł ją mozolnie obuchem młotka, raz koło razu, solennie i systematycznie. A pomiędzy tymi grudkami kamienia – jeszcze wilgotna od rosy łodyżka błękitnego bławatka. Pięć metrów dalej nazwisko na płycie zryte jakimś ostrym narzędziem, i to tak starannie, że nigdy już nikt nie odczyta, czyjego spokoju strzegła ta lastrikowa płyta. I znów różyczka. Do bramy wejściowej aż osiem takich tajemniczych znaków zapytania, rozpiętych na szlaku brama – grobowiec Lewickich. Pomału zaczynałem pojmować kod tego szyfru, rozpisanego w intencji, abym go mógł odczytać jako adresat: po coś tu, bratku, przyjeżdżał?....Danyłko stał jak skamieniały…-Ta ce nemożływo! Ta to szkandał! Ta to jakeś bolszewyki zrobyły!” Ale gdy układali się do snu Danyłko powiedział: 
- Znajesz szczo, Jurko? Ne spy siohodni pid wiknom.  

Nie śpij pod oknem…Oto jaką na wszelki wypadek wyciągnął lekcję z dzisiejszej przygody. Tak zapewne, by nie spać pod oknem, doradzano czterdzieści lat temu i tym w niedalekich stąd Dulibach albo w Nowosiółce, albo w Jazłowcu, ale tam nie usłuchano życzliwych rad i dlatego ich głowy zdobiły potem sztachety płotu, tak je precyzyjnie jak garnki do suszenia na sztachety nadziano. Albo niemowlaki przybite za język do kantu stołu też tak niepotrzebnie dyndały, bo nie usłuchały, by nie spać pod oknem. Bardzo urozmaicone i przemyślne bywały metody na tych, którym zachciało się sypiać pod oknem. Ale prawdziwa sztuka zawsze z czasem na psy schodzi, dlatego już nie drewniane piły, nie widły w modzie, a zwykły prostacki młotek. No, może jeszcze tylko te kwiatki przypominają, że nie ze wszystkim zaginęła fantazja i pomysłowość
.” (Jerzy Janicki Czkawka).
Minęło 40 lat i nic w „przyjaznych Polsce” działaniach elit i władz Ukrainy ( i niektórych Polaków) nie zmieniło się a nawet postrzegam większą butę w nazywaniu  70-letnich, bezskutecznych starań cudem ocalałych, rodzin ofiar, świadków zdarzeń, naukowców o pamięć barbarzyńsko  eksterminowanej ludności polskiej (Polaków, Ormian, Żydów, niepokornych Ukraińców ) „wojną pomnikową”, „mordobiciem”, „jątrzącą działalnością” (Przemysław Żurawski vel Grajewski) , wygrażaniem i kneblowaniem ust tym, co mają wiedzę i odwagę by dopominać się o pamięć.  Czy ktokolwiek protestowałby  przeciwko stawianiu pomników upamiętniających shoah lub nazwałby rabina wierzącego w tego samego Boga i zachowującego pamięć  o shoah, klechą? 
Słowa Szymona Wiesenthala -  „Pozostanie przy życiu jest przywilejem, który zobowiązuje. Zawsze pytałem sam siebie, co mogę uczynić dla tych, którzy nie przeżyli… chcę mówić ich głosem, chcę pielęgnować ich pamięć, chcę, aby żyli nadal we wspomnieniach” - kieruję ku rozwadze tych, których  słowa obrażają miłosierne działania na rzecz człowieka ks. Tadeusza Isakowicza –Zaleskiego. Kieruję również do pani Grażyny Baranowskiej z Poznańskiego Centrum Praw Człowieka Instytut Nauk Prawnych PAN, która na uniwersytecie w USA  krytykuje „rezolucję polskiego parlamentu w sprawie Wołynia, sugerując że to nie było ludobójstwo”. Dlaczego wyedukowani i utrzymywani przeze mnie, podatnika, naukowcy posługują się fałszem w propagowaniu informacji o Polsce?
Powody takich postaw mogą być różne, „bo ten dzisiejszy nasz świat wypełniony jest pokoleniem, które w szkołach nabywało o ostatniej wojnie wiedzę zredukowaną wyłącznie do dat – kiedy wybuchła i kiedy się skończyła. Tyle samo wiedzą co o wojnach punickich. Zawsze ktoś kogoś morduje, ale to nie powód, żeby na pamięć znać nazwiska katów i ofiar”- pisał Jerzy Janicki 20 lat temu. No i można przy okazji pozamieniać nazwisko kata i ofiary. Co miało miejsce we Lwowie gdy z szuflad ginęły dokumenty tożsamości ofiar. Posiadacze tych dokumentów uciekali przed sowiecką władzą nie tylko do Polski. Szymon Wiesenthal we wspomnieniach „Prawo, nie zemsta” przedstawia dokumentację wybranych  przypadków, jakimi zajmował się, poszukując zbrodniarzy wojennych (by postawić ich przed sądem). Z jego prac badawczych wynika, iż „pokaźna liczba nazistów o nieczystym sumieniu osiedliła się w Kanadzie, …pokazaliśmy rządowi Kanady listę 218 ukraińskich oficerów SS, co nie doprowadziło do pozbawienia któregokolwiek z nich obywatelstwa. W grudniu 1986 roku przesłaliśmy dodatkowe dane, dotyczące imigracji do Kanady w latach  1948-1951 około ośmiu tysięcy żołnierzy ukraińskiej dywizji „SS Galizien”. 
Podczas  Przeglądu Najnowszych Filmów Polskich w Stanisławowie pokazano film Wajdy „Powidoki” z 2016 roku a zabrakło innego polskiego filmu z 2016 roku, więcej mówiącego o relacjach polsko-ukraińskich, filmu „Wołyń” Smarzowskiego. Czytam w Kurierze Galicyjskim:  „ grupa ukraińskich intelektualistów zaapelowała o nadanie  jednej z ulic Lwowa imienia Jacka Kuronia dla poprawienia relacji polsko – ukraińskich”. Czy to aby ukraińscy  a nie prokomunistyczni intelektualiści i czy lepiej na poprawę nie wpłynęłoby usunięcie z polskiego liceum im. św. Marii Magdaleny tablicy poświęconej ukraińskiemu nacjonaliście Romanowi Szuchewyczowi?
Mówimy tu wszak o ulicach Bandery…Mój Boże, jakże byliśmy jeszcze kilka lat temu naiwni. Dziś już w mieście Lwowie jest i ulica Szuchewycza (prawa ręka Oberlandera, twórcy batalionu Nachtigal, który pierwszy wkroczył do Lwowa i brał udział w mordowaniu polskich profesorów), Andrija Łewyćkoho ( twórcy OUN, której zbrojnym ramieniem była UPA, obciążona zbrodnią dziesiątków tysięcy bestialsko pomordowanych Polaków, i ulica Wiktora Kubijowycza (dowódcy SS Galizien – najwierniejszej formacji SS podległej Himmlerowi)” . Te  słowa pisał Jerzy Janicki  20 lat temu , wiele lat przed agresją Kremla na Ukrainę.  
A skoro takie luki w nauce historii mieli obecni pracownicy naukowi to może obowiązkowe studia podyplomowe uzupełniające wiedzę?


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp11.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud6.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 495 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6517797