Awansowany do stopnia kaprala zostałem przydzielony do 54 Plutonu Żandarmerii Konnej. Do 9 września mój pluton stał w Ogrodzie Saskim w Lublinie. Konie przywiązane były do drzew, zaś żołnierze kwaterowali w budynku Straży Pożarnej, która miała tam swoje koszary. Stan osobowy plutonu liczył ok. 70-ciu osób a także dwa tabory. W tej liczbie ok. 5O-ciu żandarmów, plus rezerwiści-szeregowcy z kawalerii lub artylerii lekkiej, odpowiednio dobranych. Dopiero 9 września pluton wyruszył w kierunku Kowla, do formującej się tam zapasowej Wołyńskiej Brygady Kawalerii pod dowództwem pułkownika Pokornego (d-cą plutonu był por. rez. żand. Brzozowski, szefem plutonu wachm. Nocko). Przemarsz odbywał cię nocą, gdyż lotnictwo niemieckie atakowało zarówno obiekty wojskowe, jak i kolumny cywilne cofające się przed frontem na wschód. 14-go września w miejscowości Zielona 5 km od Kowla pluton zajął kwatery, zaś dowódca pojechał do Kowla meldować się u płk Pokornego. Czekaliśmy na rozkazy. 17-go września nasze tabory udały się do Kowla po żywność i furaż dla koni. Na niebie zaś pojawiły się dziwne samoloty zrzucające ulotki. Były to samoloty sowieckie nawołujące w ulotkach do niestawienia oporu i "skierowania karabinów przeciwko oficerom i burżujskim władzom". Po powrocie taborów dowiedzieliśmy się, że Sowieci są już w Sarnach i lada chwila wejdą do Kowla. Dowiedzieliśmy się także, że dowództwo wojskowe Kowla otworzyło magazyny wojskowe z żywnością dla ludności, aby nie zajęły ich oddziały sowieckie. Wówczas dowódca plutonu zwołał odprawę, informując o wkroczeniu wojsk sowieckich. Nie wiadomy był charakter wkroczenia, jako agresor czy jako sojusznicy. Na wszelki wypadek należało zniszczyć wszystkie przedmioty i dowody świadczące o tym, że jesteśmy żandarmerią. W przeciwnym wypadku wziętych do niewoli żandarmów Sowieci rozstrzeliwali natychmiast. Musieliśmy więc od tej pory udawać zwykły zwiad konny. Zniszczono legitymacje, sznury, dystynkcje, książeczki służby itp. przedmioty. D-ca plutonu otrzymał rozkaz skierowania się oddziału w stronę granicy rumuńskiej. Taki też był rozkaz Naczelnego Wodza, aby wojsko nie stawiając oporu uchodziło do Rumunii. Natychmiast skierowaliśmy się w kierunku Włodzimierza Wołyńskiego, a było to 19 września. Dopóki jechaliśmy drogami polnymi nic się nie wydarzyło. Wprawdzie jechaliśmy przez jakieś pobojowisko (spalone samochody, pobite konie) - domniemano, że są to skutki nalotów niemieckich. Kiedy pluton dojechał do szosy Kowel - Włodzimierz do miejscowości Werba (9 km przed Włodzimierzem), patrol zameldował, że przy mostku stoi jakiś trudny do rozpoznania pojazd. Należy zaznaczyć, że nas szkolono tylko przeciwko czołgom niemieckim, a okazało się że była to tankietka sowiecka, zresztą wyglądało to raczej na wrak niż na pojazd bojowy. Nic nie podejrzewając ruszyliśmy w tym kierunku. Wówczas z odległości około 80 m z tego pojazdu posypała się seria z broni maszynowej. Wtedy wszyscy, bez komendy zeskoczyliśmy z koni, kryjąc się w fosach przydrożnych. Konie nie przyzwyczajone do strzałów (były z mobilizacji) uciekły za wzgórze. My wycofaliśmy się za dom, który stał pojedynczo (była to kolonia). Wtedy z wioski (ok. 500 m) zaczęto do nas strzelać z pojedynczych karabinów.

Pod osłoną tegoż domu wycofaliśmy się około 2 km za wspomniane wzgórze, gdzie konie spokojnie pasły się. Okazało się, że kilka koni jest za dużo. Wiadomo na pewno, że został ranny w brzuch od serii wachmistrz Saganowaki z Grudziądza, którego nie sposób było zabrać, ponieważ przy każdym wychyleniu się zza domu siekli, aż iskry sypały się po szosie. O pozostałych brakujących żołnierzach przypuszczaliśmy, że zdezerterowali - byli to rezerwiści nie żandarmi. Wobec tego po krótkiej naradzie zdecydowaliśmy się okrążyć Włodzimierz od strony północnej, kierując się do Hrubieszowzczyzny, tym bardziej, że krążyły różne wiadomości, np. że Sowieci zajmują po Bug, a Niemcy cofają się za Wisłę. Między Bugiem a Wisłą miałby powstać protektorat. Działo się to w godzinach południowych 19 września. Wówczas pozbieraliśmy konie i wyruszyliśmy w dalszą drogę nie zatrzymując się i jadąc całą noc. Bug przekroczyliśmy o godzinie 5-tej rano w Horodle. Most posiadał niewielką przepustowość, gdyż był to most pontonowy, zbudowany przez polskich saperów. Wszystkie mosty uprzednio były wysadzone przed pościgiem Niemców, a na rzece Bug miała koncentrować się obrona. Wszystkie rozbitki z Polski środkowej kierowane były za Bug. Stąd też ogromna masa różnego wojska, a także oddziały z garnizonów zabużańskich, które nie brały do tej pory udziału w wojnie. Było dużo ludności cywilnej, policji i straży ogniowych. Przed mostem stała żandarmeria kierując ruchem i przed obawą aby nie obciążać zbyt wiele mostu. W Horodle znaleźliśmy trochę placu, gdzie mogliśmy dać koniom popas i sami coś zjeść. Około pół godziny po przejściu plutonu przez Bug, sowieckie czołgi stanęły na moście zamykając przejazd. Kto z wojska i ludności cywilnej nie zdążył przejść, ten został w strefie działania Armii Czerwonej. Po krótkim odpoczynku w Horodle, zostałem wyznaczony na 12 godz. do pełnienia służby przy sztabie płk. Koca, który to kwaterował w innej miejscowości, Liski Horodelskie. Płk Koc organizował ochotnicze oddziały z rozbitków p-ko wojskom Sowieckim. W czasie pełnienia wymienionej służby mimo woli słyszałem rozmowy oficerów z płk Kocem. Mówiono że "opór nie ma sensu, gdyż jesteśmy w kotle, w Zamościu są już Niemcy, a za Bugiem Sowieci". Na to płk Koc odpowiedział "Bronimy ziemi chełmskiej przed bolszewizmem". Po odbyciu służby dołączyłem do swego plutonu konno w miejscowości Stefankowice 23.09.1939 r. Pluton mój zakwaterowany w m. Uchanie w dniu 24-go września kieruje się w kierunku Białowody, Szystowice, Horyszów Ruski, aby spróbować dotrzeć do granicy rumuńskiej. Okazało się, że w okolicach m. Kotlice wojska niemieckie i sowieckie zamknęły pierścień. W tej sytuacji pluton skierował się do lasu Góra-Grabowiec. Po drodze widziałem poczet sztandarowy 1-go Pułku Szwoleżerów oraz masę wojska jadącego i idącego w różnych kierunkach.

W lesie Góra-Grabowiec koło Czartorii nasz pluton został ostatecznie rozwiązany. Dowódca żegnał się z każdym i całował.

Fragment wspomnień Romana Karczmarczuka , wyszukał i wstawił : B. Szarwiło za: http://www.1939.pl/kampania-wrzesniowa/wspomnienia-roman-karczmarczuk/index.html


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp8.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud2.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 366 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
8112675