O możliwości napadu na naszą wieś w święta Bożego Narodzenia ostrzeżeni zostaliśmy przez Ukraińca Piaseckiego. W wigilię więc ogłosiłem służbę dla wszystkich żołnierzy samoobrony. Zaledwie kilka osób miało pozostać z rodzinami. Pozostali podzieleni na dwie grupy pełnili służbę. Stach Kowalewski z /piętnastoma ludźmi/*częścią ludzi objął służbę o godzinie 18 w wigilię, ja z pozostałymi /piętnastoma/* w pogotowiu nocowaliśmy w ubraniach i z bronią razem w moim domu. Zmiana miała nastąpić o 6 rano w pierwszy dzień świąt.
Kilka minut po 5 rano przyszedł Stach Kowalewski i ponieważ nie spałem, prosił, abym obudził swoją grupę i wcześniej objął służbę. Motywował to tym, że ze swoimi chce iść rano do kościoła. Ponieważ żołnierze jeszcze spali a do 6 pozostało już niewiele czasu oświadczyłem, że rozpoczniemy służbę tak jak, było ustalone. Po ok. piętnastu minutach wpadł znowu Stach twierdząc, że otrzymał polecenie od "Jastrzębia" z Zasmyk, aby wycofać uzbrojonych ludzi ze wsi, ponieważ zbliżają się Niemcy i nie należy podejmować z nimi walki. Podobno słychać już niemieckie rozmowy i ruch zbliżających się. Było jeszcze zupełnie ciemno. Stach zabrał natychmiast obie grupy i wycofał się do lasu. Ja zostałem na obserwacji. Po pewnym czasie od zachodu, od zabudowań Frejera, padły pierwsze strzały. Zapłonęły pierwsze zabudowania Radomla. Atakowali Ukraińcy. Ta pomyłka, a może celowa dezinformacja, okazała się tragiczna w skutkach.
Skuteczną, bohaterską obronę podjął jako pierwszy mieszkający na skraju wsi Wacek Solecki, który kupionym za słoninę karabinem ratował życie swoje i rodziny. Broniły się i inne pojedyncze domy. Z bratem Antonim też zajęliśmy stanowiska obok naszych budynków przy sadzawce.

Dołączyli do nas /Zawadzcy ojciec i syn – uciekinierzy z innych zagrożonych okolic tymczasowo mieszkający w Radomlu/*, Malinowski z Lublatyna, a z nim młody chłopak, jeszcze dziecko. Zmieniliśmy stanowisko w kierunku południowym, gdzie /od strony zabudowań Cedera zajętych przez rodzinę Majewskich/* pokazali się Ukraińcy na koniach...
Dołączyła do nas reszta oddziału z Lublatyna, /m.innymi Julek Dworakowski, idąc unoszą broń nad głowę, dają znaki, że swoi, odpowiadamy w podobny sposób, w zamieszaniu nietrudno o pomyłkę, jest nas teraz około 20 ludzi i ukraińcy zaczynają pojedyńczo uciekać/*. Gdy przyszła pomoc z Zasmyk, Kupiczowa, Gruszówki, Ukraińcy zaczęli się wycofywać. Szliśmy za nimi aż do Turii. Most na Turii był pod naszym ostrzałem. Część Ukraińców przeprawiała się po lodzie. Pojawiło się działo ciągnięte przez konie. Ukraińcy usiłowali z nim przejechać przez most. Leżący obok mnie Bielecki strzelił celnie zabijając konia... Działo pozostało na moście... Przebiegała tędy linia kolejowa Kowel – Turzysk... ... nadjeżdżał pociąg pancerny. Niemcy z pociągu otworzyli silny ogień do Ukraińców, Polacy zdążyli się na czas wycofać.
W Radomlu było wiele ofiar. Trupy zwożono początkowo do domu moich rodziców, było ich jednak za dużo, więc następne składano w stodole. Spalone zostały budynki: Soleckich, Wielgata, Falickich, Kowalewskich, moje wraz z materiałem na budowę. Zginęli Dominik Kowalewski, Wielgat , Konstanty Dunajski mój ojciec i dużo innych. W tym czasie w Radomlu przebywało wielu uciekinierów z innych wsi, też padli ofiarą Ukraińców.
Uwaga: /../* tak oznaczono dopiski dokonane w 2010 r. pochodzące z odręcznych notatek z 1998 r.
*W czasie napadu 25.12.1943 r. wg tych notatek Samoobrona Radomle liczyła 30 osób, najwyższy stan oddziału wraz z uciekinierami z innych terenów Wołynia to 60 osób.

Fragment wspomnień Józefa Donajskiego ps. Brudny
( spisane dnia 10.03.1998 r. ) 

 


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp6.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud10.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 302 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
5276497