Wojna 1939 r. zastała mnie na Wołyniu we wsi Rzeczyca, gm. Tuczyn, pow. Równe. W latach 1939-1940 i 1940-1941 pracowałam z mężem (bo w tym czasie wyszłam za mąż) w szkole radzieckiej w tej samej wsi. W 1941 r., gdy Wołyń zajęli Niemcy i stworzyli Ukraińcom Ukrainę, pracowaliśmy w dalszym ciągu w tej samej wsi, gdzie większość uczniów była narodowości ukraińskiej.  W tym samym czasie zaczął wzmagać się antagonizm między Polakami a Ukraińcami na Wołyniu i Małopolsce Wsch. Młodzież ukraińska naszej wsi zaczęła organizować się, nawet w biały dzień musztrowała się na boisku szkolnym pod płaszczykiem przynależności do straży pożarnej.  Obecność w szkole nauczycieli Polaków była im nie na rękę. Widząc często odwiedzających nas rodaków, którzy szukali u nas pociechy i porady w ciężkiej doli, zaczęli Ukraińcy posądzać nas o spiski i napisali podanie do Inspektoratu o zwolnienie nas z posad nauczycielskich, bo budujemy Polskę. Inspektorem był Czech, więc go to bardzo zaintrygowało. W tym czasie zwolniono prawie wszystkie polskie małżeństwa. Nas jednak wraz z małą garstką Polaków nie zwolniono, tylko przeniesiono na rok szkolny 1942/43 do 2-klasowej szkoły w Leonówce, gdzie była wyłącznie polska ludność. Społeczeństwo Leonówki bardzo się ucieszyła wiedząc, że popracujemy nad ich dziećmi solidnie, nie germanizując, ani nie ukrainizując ich.  Myśmy się też cieszyli wiedząc, że nikt nas nie będzie szpiegował, ani nikt nam ze sobą w szkole po polsku nie zabroni mówić. W tym czasie we wszystkich szkołach na Wołyniu, bez względu na narodowość uczniów, obowiązywał język ukraiński. Dzieci polskie musiały modlić się, mówić, czytać, pisać i śpiewać po ukraińsku. My „dla oka” nauczyliśmy modlitwy przed i po nauce po ukraińsku i kilka wierszy, żeby w razie przyjazdu władz dzieci mogły się tym „popisać”, jednak lekcje zawsze były prowadzone wyłącznie po polsku i dzieci modliły się tylko po polskuWojna nie zostawiła w Leonówce żadnych śladów. Ludność żyła spokojnie uprawiając swą ziemię, oddając dla „świętego spokoju” nakładane na nią kontyngenty.

Ale jeżeli władze wrogie, niemieckie, dawały spokój, to znów z drugiej strony niepokoiły Leonówkę poczynania Ukraińców, którzy już od 1942 roku zaczęli zbrojne napady na wsie i osiedla polskie, mordując bezbronną ludność polską, wyganiając ją precz z ziemi praojców, paląc domy i zabudowania gospodarskie. Zdarzały się w sąsiedztwie Leonówki sporadyczne wypadki mordów, w samej wsi jednak, nikt nikomu krzywdy nie wyrządził. Ale ludność Leonówki czuwała wiedząc, że jeżeli wszystkich dookoła rodaków gnębią, niszczą i mordują Ukraińcy, to chyba Leonówki nie wyróżnią i nie oszczędzą. Od marca 1943 roku ludność Leonówki zbierała się na noc w naszej szkole i w większych domach. Kobiety i dzieci układały się, gdzie mogły do snu, mężczyźni zaś szli na wartę. Chodzili po dwóch, uzbrojeni w widły lub siekiery sądząc, że w razie napadu chodź jednego napastnika zgładzą. Nieraz w nocy warta usłyszała turkot jadących wozów od strony lasu, który czarną ścianą rozciągał się na północ od Leonówki w odległości 6 km. Wtedy w Leonówce był alarm. Kobiety chwytały na ręce swe dzieci, ktoś z rodziny zaś brał węzełek z najdroższymi rzeczami i pamiątkami. Chaty pustoszały. Ludność chyłkiem, między zbożami przekradała się w krzaki i bagna nad rzeczką, która płynęła równolegle do wsi, z południowej strony. Wozy przejechały.  My wracaliśmy znów do domów zziębnięci, dzwoniąc zębami z zimna i ze zdenerwowania, ale nikt już nie mógł zasnąć, chyba tylko dzieci. O wschodzie słońca ludzie brali się do prac w gospodarstwie, żeby po przepracowanym dniu znów iść na noc gromadą i męczyć się. Wiosną i latem, gdy było cieplej, sypialiśmy w krzakach, stogach lub w stodołach, wtedy wszyscy czuwaliśmy.  Żniwa w tym roku zapowiadały się piękne. Kłosy zbóż były olbrzymie, pełne i ciężkie, słoma wysoka. Gospodynie wiązały snopki w objętości o połowę mniejszej niż zwykle, a jeszcze były tak ciężkie, że z trudnością można je było dźwigać. Ale nie sądzone było w Leonówce żniwa zakończyć naszym ludziom. Musieli rzucić wszystko i iść na tułaczkę. Przyszedł bowiem kres i na Leonówkę.  Dnia 1 sierpnia 1943 roku o godz. 10 wieczorem rozległy się strzały w pobliżu Leonówki. Świsnęły zapalające kule, skierowane w zabudowania gospodarskie, kryte w większością słomą. W ogniu znalazły śmierć trzy rodziny mieszkające w pierwszych, skrajnych domach. Szumowi i trzaskowi ognia wtórował ryk bydła i wycie psów. Napastnik bez przerwy strzelał z karabinów ręcznych, grały karabiny maszynowe, rwały się granaty.  Ci napastnicy, którzy nie mieli broni palnej, wzięli ze sobą siekiery, kosy „na sztorc” nastawione i widły.  Ludność Leonówki, po pierwszych usłyszanych strzałach, była na nogach.  Matki dźwigały po dwoje dzieci, ojcowie jeżeli zdążyli odwiązywali bydło, ratując je w ten sposób przed spaleniem.  Jak kto się zerwał z posłania, czy to w domu, czy w stodole, czy w stogu, w bieliźnie lub ubraniu, tak uciekał ratując życie. Matki pogubiły dzieci, ojcowie pogubili rodziny, każdy jednak nie zważając na nic uciekał, szukając schronienia przed bandą w rzece, w bagnach, w krzakach. Wieś była okrążona przez Ukraińców ze wszystkich stron. Jednak od strony lasu większa siła Ukraińców podeszła, jeżeli ktoś z szukających ratunku skierował się w tamtą stronę, już więcej nie wrócił. Tam, po urządzonej stypie w Leonówce, poszła banda napastnika, wywożąc zrabowane w Leonówce maszyny rolnicze meble i uprowadzając bydło.  Niedługo gospodarzyli Ukraińcy w Leonówce, może dwie godziny, musiała ich być jednak ogromna siła, bo zrobili w tym czasie bardzo dużo. Ograbili całą wieś i spalili, granatami rozbili piękną, murowaną, dwuklasową szkołę.  Rankiem już tylko dymy unosiły się nad Leonówką. Śmiercią wiało. Tu położyli swe głowy: 
1. Maria Wąsowska – lat 30 
– matka czworga dzieci, zginęła śmiercią męczeńską przerżnięta przez brzuch kosą 
2. Marian Świerszczyński – lat 11 
– sierota pokłuty nożami 
3. Zygmunt Misiewicz – lat 15 
– oparzony ogniem i pokłuty nożami 
4-8. Marcelina Piotrowska – lat 37 
– z czworgiem dzieci spalona żywcem w pierwszym domu z brzegu w Leonówce 
9-13. Anna Paśniewska – lat 35 
– z czworgiem dzieci zamordowana i spalona przez napastników 
14-19. Jan Bagiński – lat 38 
– inwalida z pięciorgiem dzieci, zamordowani i spaleni 
20. Grzegorz Urbanowicz – lat 49 
– zastrzelony 
21. Bogdan Urbanowicz – lat 20 
– zastrzelony 
22. Grześ Rudnicki – 2 latka 
– zastrzelony 
23. Romualda Urbanowicz – lat 13 
– zmarła z ran 
24. Jan Kamiński – lat 53 
– zabity 
Nikt ich nie pogrzebał. Zostali właśnie tam wśród pól i łąk, tak bardzo ukochanej ziemi rodzinnej. Cześć ich pamięci!!!
Reszta ludności Leonówki wyjechała na roboty do Niemiec, skazując się na męczarnie, biedę, głód i chłód. Nie mieli oni jednak innego wyjścia, nie mieli gdzie i do kogo wracać, goli i bosi. My z mężem szczęśliwie uniknęliśmy śmierci unosząc ze sobą jedynie teczkę z dokumentami, resztę swojego dobytku zostawiając pod gruzami szkoły. 
Uratowanie swego życia uważamy za cud. Kiedy minęliśmy granicę naszej wsi, sądziliśmy, że już spokojnie możemy dążyć na południe od Leonówki. Szliśmy miedzami, omijając domy ukraińskie, kierując się raczej w pobliże domów polskich. 
W pewnym momencie, kiedy byliśmy w odległości 150-200 m od domu Polaka Zabłockiego, ptak niespodziewanie uderzył męża w piersi. Idący z nami gospodarz stwierdził, że to zły znak i radził ukryć się wśród łubinu rosnącego tuż obok nas. 
Nie zdążyliśmy się nawet w nim ukryć, gdy w zabudowaniach, na które kierowaliśmy się, rozległy się strzały, brzęk tłuczonego szkła, jęk mordowanych. 
Ukraińcy tam też przyszli dokonując egzekucji, paląc na koniec zabudowania. My leżeliśmy w łubinie, dokoła nas w pobliżu zniszczyli Ukraińcy pięć gospodarstw polskich, mordując ludność i paląc zabudowania. Kulki świstały nam nad głowami. Z jednego piekła wpadliśmy w drugie, ale z tego wyszliśmy szczęśliwie. 
Rankiem następnego dnia wyjechaliśmy do Równego. We wrześniu udało się nam nielegalnie wyjechać z Równego do Generalnego Gubernatorstwa w Krakowie.  (...)
Bogu niech będą dzięki za to. 


Historia śp. Janiny Rolle to jedno z wielu świadectw o rzezi wołyńskiej, wyszukał i wstawił: B. Szarwiło  za:. http://krotoszyn.naszemiasto.pl/artykul/o-wolyniu-nie-wolno-polakom-zapomniec,3914526,art,t,id,tm.html


Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp12.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud12.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 349 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
4673456